Logo Przewdonik Katolicki

"Solidarność" to fenomen w skali świata

Piotr Dogondke
Fot.

st1\:*{behavior:url(#ieooui) } Z ks. Tadeuszem Magasem, wieloletnim duszpasterzem ludzi pracy, kapelanem wielkopolskiej Solidarności, budowniczym i proboszczem w parafii pw. Nawrócenia św. Pawła na os. Piastowskim w Poznaniurozmawia:Piotr Dogondke

 

Jak Ksiądz trafił do środowiska ludzi pracy, w jaki sposób stał się ich duszpasterzem?

 

- Wzrastałem w rodzinie, gdzie było nas pięcioro rodzeństwa i każdy poczuwał się do odpowiedzialności za swoje utrzymanie. Ja też nie chciałem obciążać mojego ojca, który był emerytem, stąd kiedy byłem w szkole średniej czy w seminarium, w czasie wakacji podejmowałem pracę fizyczną, by mieć środki na naukę.

     Będąc już w seminarium, pamiętam pewien epizod z okresu wakacji, wtedy pracowałem w PGR-ze. Zaproszono mnie na dożynki, nawet posadzono razem z kierownictwem przy stole. Po części oficjalnej rozpoczęła się zabawa, robotnicy dostali porcję kiełbasy i butelkę wódki, a kierownictwo przyznało sobie wysokie premie. Będąc przy stole kierownictwa widziałem, jak żartowano, wyśmiewano się z robotników, z tych prostych ludzi. Coś wtedy we mnie pękło, poczułem się, jakby to mnie dotyczyło. Wtedy ci prości robotnicy stali mi się bardzo bliscy. Choć byli może czasem rubaszni w swoim sposobie zachowania, rozmowie, to ja poznałem ich serca i w jakimś stopniu ich rozumiałem czy nawet szanowałem.

 

Miał Ksiądz tę potrzebę w sercu i nadszedł rok 1980...

 

- Tak. Jeszcze nieoficjalnie w duszpasterstwo ludzi pracy wprowadził mnie ks. Stanisław Wojtaszek, który zabierał mnie na spotkania, uroczystości tego środowiska.

Byłem też wtedy wikariuszem w parafii pw. Nawiedzenia NMP na os. Bohaterów II Wojny Światowej i organizowałem duszpasterstwo akademickie. Rodziła się wtedy „Solidarność”, stąd zapraszałem prelegentów na spotkania, by pokazać młodzieży idee solidarności.

Z zaciekawieniem wczytywałem się w artykuły o wyjątkowości tego ruchu społecznego. Zapamiętałem tekst opublikowany w jednej z włoskich gazet o dziwnych polskich protestach robotniczych. Robotnicy nie wznoszą barykad, nie niszczą mienia, ale stoją w kolejkach do konfesjonału, przystępują do Komunii św. W opinii autora był to swoisty fenomen. Tekst ten jak też inne mobilizowały mnie do jeszcze większego zaangażowania się na rzecz robotników.

„Solidarność”, jak zresztą ostatnio zauważył Jarosław Kaczyński, była wielkim fenomenem w skali świata, podobnie jak osoba Gandhiego w Indiach. „Solidarność” otworzyła bramy wolności nie tylko dla naszego kraju, ale i dla wielu innych państw. „Solidarność” jest naszym dziedzictwem narodowym.

 

Ograniczona wolność trwała jednak krótko, nadszedł 13 grudnia 1981 r.- wprowadzenie stanu wojennego.

 

- Dokładnie pamiętam ten dzień. Około 4.00 rano przybiegła do parafii zapłakana żona prof. Stanisława Mikołajczaka, z którym się przyjaźniłem. Wykrzyczała, że aresztowano męża. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, co się dzieje. Chcieliśmy powiadomić pana rektora Janusza Ziółkowskiego o tym wydarzeniu, ale telefony były nieczynne. Rano w radiu usłyszałem hymn i odezwę Jaruzelskiego. Miałem odprawić Mszę św. o 7.00. Zamiast kazania z wiernymi odśpiewaliśmy suplikację. Wielu mówiło mi potem, że przypomniał im się czas wojny...

 

Był Ksiądz jednym z nielicznych, któremu pozwolono odwiedzić internowanych w Gębarzewie...

 

- Tak, w Boże Narodzenie 1981 r. byłem jedynym księdzem, któremu pozwolono przekazać internowanym drobne upominki świąteczne, niektórzy z nich przechowują je do dziś.

     Chcieliśmy pomóc internowanym, ale nie wiedzieliśmy nawet, gdzie oni są. Zwróciłem się w tej sprawie do abp. Jerzego Stroby. Metropolita zadecydował, bym udał się na ul. Kochanowskiego, do Urzędu Bezpieczeństwa, ale zaznaczył, że koniecznie musi mi towarzyszyć drugi kapłan, który ma zostać na zewnątrz i czekać na mnie. Gdy poszedłem pierwszy raz, najzwyczajniej zostałem „spławiony”. Gdy poszedłem drugi raz, na korytarzu spotkałem umundurowanego milicjanta, który zapytał mnie, po co przyszedłem. Odpowiedziałem, że chcę się dowiedzieć, gdzie są przetrzymywani internowani. A on jak gdyby nigdy nic odpowiedział, że w Gębarzewie, więc zapytałem, czy  można ich odwiedzić i czy jak to zrobię, to wrócę do domu... On wtedy tylko się uśmiechnął.

W czasie Pasterki zapowiedziałem, że w pierwsze święto wybieram się do internowanych i że można przygotować paczki i może uda się wejść. Pojechaliśmy tam trabantem. I udało się.

     W czasie stanu wojennego objąłem opieką duszpasterską rodziny internowanych z poznańskich Rataj.

Natomiast moja wspólnota studencka uczestniczyła w protestach na swoich uczelniach i bardzo dobrze prowadziła kolportaż. Po aresztowaniu niektórych studentów, byłem przesłuchiwany przed i w czasie ich procesu. Samo przesłuchanie to też pewne misterium.

 

W 1983 r. został Ksiądz skierowany na os. Piastowskie,

m.in. w celu prowadzenia budowy kościoła...

 

- Podczas kolędy zapamiętywałem ludzi wykazujących ducha społecznikowskiego. Później zaprosiłem ich do wspólnoty budowlańców kościoła. Budowa świątyni pomogła wielu ludziom poznać się, nie tylko mężczyznom. Wspólne wyjazdy turystyczne, udział w corocznych pielgrzymkach ludzi pracy na Jasną Górę, spotkania okolicznościowe w salach parafialnych. To była wielka nasza przygoda, choć naznaczona ogromnym wysiłkiem. Nie było wtedy materiałów budowlanych, sprzętu, a uzyskanie wszelkich potrzebnych zezwoleń było bardzo utrudnione, szczególnie dla Kościoła. Ktoś z pracujących w wydziale architektury powiedział mi, że nasze wnioski i tak trafiały do Urzędu ds. Wyznań, gdzie w zależności od notowania księdza mogli złośliwie je przetrzymywać.

     W tym czasie zadzwonił do mnie pracownik milicji, zapowiadając wizytę na budowie kościoła. Ponieważ rozpocząłem zalewanie fundamentów nie mając jeszcze oficjalnej zgody, trochę drżałem, czy się nie przyczepi, czy nawet nie zamknie budowy. Oczywiście natychmiast zgłosiłem sprawę ks. arcybiskupowi, który prosił, bym zaraz po niej przedstawił problem. Ów pan przyjechał i przedstawił się jako pracownik Służby Bezpieczeństwa. Pamiętam tę rozmowę, mówił o wszystkim, nawet o tym, że kończył geografię, że ma rodziców w Jarocinie, opowiedział, dlaczego jest w tych służbach, najciekawsze było to, że może mi pomóc przy budowie kościoła. Odpowiedziałem, że tego jeszcze nie było, żeby esbecja chciała pomagać w budowie świątyni. Stwierdził, że mówię jak jego rodzina. Cóż, jest takie powiedzenie: jak masz brata milicjanta to masz milicjanta, a brata nie masz, odpowiedziałem. O całej rozmowie oczywiście powiadomiłem abp. Jerzego Strobę, który był dla nas wielkim wsparciem w takich chwilach. Moi parafianie do dziś pamiętają częste odwiedziny abp. Stroby podczas budowy świątyni, pełne zatroskania, ale i serdeczności.

 

A czy Ksiądz jeszcze się z tym panem spotykał?

 

- Nie, choć on jeszcze do mnie dzwonił. W tamtym czasie też bywaliśmy nieraz wzywani na rozmowy do „urzędu wyznań” i zawsze o takim fakcie trzeba było powiadomić ks. arcybiskupa. Bo pracownicy tego urzędu też stawiali dziwne pytania. Kiedyś, podczas rozmowy dotyczącej dziwnego przedłużania zatwierdzenia planu budowy, zapytano mnie, co sądzę o pewnym kapłanie - spojrzałem wymownie, że nie ze mną takie numery. Oni mieli wtedy takie ubeckie metody, natomiast teraz wygodnie sobie żyją, a ich ofiary są często szykanowane.

 

Wiemy, jak wielką rolę w odzyskaniu przez nas niepodległości odegrał Jan Paweł II. Na Łęgach Dębińskich znajduje się krzyż,   przy którym papież odprawiał Mszę św. podczas pielgrzymki do Poznania w 1983 r....

 

- Tak, przy tym krzyżu od 1994 roku spotykamy się na modlitwie zawsze 20 czerwca, na pamiątkę jego pierwszej wizyty w Poznaniu 20 czerwca 1983 roku. To była inicjatywa moich przyjaciół, Piotra Witkowskiego i Stanisława Grzesieka, i trwa do dziś.

     Dzień po pogrzebie papieża również modliliśmy się przy tym krzyżu i na zakończenie tej modlitwy, zupełnie spontanicznie, podszedłem  do mikrofonu i zaprosiłem, na modlitwę każdego drugiego dnia miesiąca. I tak to trwa do dzisiaj.

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki