Jakim papieżem był Pius XII?

W 1990 r. Jan Paweł II zadecydował o rozpoczęciu procesu beatyfikacyjnego Piusa XII. Kilka tygodni temu Benedykt XVI podpisał równocześnie dekret o heroiczności cnót Piusa XII i Jana Pawła II.
Czyta się kilka minut

 

Obaj papieże mają otwartą drogę do beatyfikacji, zapewne w tym roku. Jednak o Piusie XII wiemy o wiele mniej niż o Janie Pawle II. Można odnieść wrażenie, że „wiemy” już tylko tyle, ile pozwoli nam hałas polemik dotyczących stosunku tego papieża do nazizmu i Holocaustu.

Udowadnianie, że Pius XII nie był wielbłądem – a więc „papieżem Hitlera” oraz „antysemitą” – zostawmy chwilowo innym. W tym artykule chodzi o coś innego: o to, jakim papieżem był Pius XII.

 

Papież „przełomu”

Był oczywiście nauczycielem wiary. Czego nauczał przede wszystkim? W uproszczonych zarysach zwykło się pisać, że to po Piusie XII – w epoce Vaticanum II – nastąpił gwałtowny przełom w teologii, w tym zwłaszcza w eklezjologii. Jednak niektórzy specjaliści są w wydawaniu takich sądów ostrożni: wydaje się, że większym przełomem (jeśli już używać tego słowa) było to, co zrobił sam Pius XII w encyklice „Mystici corporis. Promowana tam wizja Kościoła jako „mistycznego ciała Chrystusa” miała moc wyprowadzania z zaułków teologów zbytnio skoncentrowanych na elementach jurydycznych. Pius XII zstępował głębiej, ku połączeniu nauki o Kościele z nauką o Chrystusie – w ten sposób, że bez pomniejszenia wymiaru hierarchicznego przynależności kościelnej, została podkreślona osobista solidarność każdego z Głową, czyli Chrystusem.

Była to nauka do tego stopnia oszałamiająca, że późniejszy sobór niewiele mógł tu dodać, w wymiarze najściślej teologicznym. Jeśli przypomnimy sobie, że np. kard. Wyszyński uważał, iż soborowa nauka o Kościele jako „ludzie Bożym” jest jedynie prościej wyłożoną nauką Piusa XII o „ciele mistycznym”, można to uznać za opinię być może przesadną – trudno jednak nie dostrzec, że tak można było ujmować sprawę owego „przełomu”, stojąc bardzo blisko tych wydarzeń.

W istocie były dwa przełomy: jeden „przedsoborowy”, autorstwa właśnie Piusa XII dającego nową wizję wewnątrz Tradycji – a drugi „posoborowy”, autorstwa teologów chcących wyraźnie zerwać z tradycją przy pomocy swoich interpretacji języka teologicznego Vaticanum II. Wertując Magisterium posoborowe można odnieść wrażenie, że ma ono jednak więcej wspólnego z tym pierwszym „przełomem” niż z tym drugim.

 

Papież cytowany

Dokumenty Piusa XII są zresztą drugim, po Biblii, najczęściej cytowanym autorytetem ostatniego soboru. Czy miałoby to oznaczać jedynie uprzejmość względem niedawno zmarłego papieża? A może wynikało to stąd, że był on w swoim nauczaniu wyjątkowo aktywny i szczególnie rzetelny? Rzeczywiście, nie było takiej aktualnej kwestii wymagającej rozstrzygnięcia w duchu wiary, w której ten papież nie zabrałby głosu, i to wykazując się niekiedy – jak np. w sprawach bioetycznych – daleko posuniętą wnikliwością. Nic dziwnego, że ojcowie soboru korzystali z tej skarbnicy pełnymi garściami.

A jednak w praktyce stało się tak, że potem nauczanie Vaticanum II odczytywano nie poprzez, lecz przeciw magisterium Piusa XII, jakby zgodnie z logiką zerwania, a nie według logiki kontynuacji. Szczególnie wyraźnie widać to na przykładzie soborowej „deklaracji o wolności religijnej”: zamiast umieścić ten skądinąd trudny dokument w kontekście wcześniejszych objaśnień Piusa XII o warunkach prawnej tolerancji dla błędu, wpływowi teolodzy ogłosili egzotyczną interpretację, że Kościół, wbrew całej wcześniejszej Tradycji, głosi teraz „prawo do błędu”. Ta interpretacja pociągnęła za sobą spory bałagan w pojmowaniu przez katolików ich obowiązków społecznych względem religii.

Szkodliwa logika zerwania – podszyta niejednokrotnie resentymentem względem Rzymu Piusa XII – okazała się szczególnie zdradliwa w kwestii tak delikatnej, jak reforma liturgii. Tu paradoks jest krzyczący: gdy ojcowie soborowi przyjmowali niemal jednogłośnie dokument sankcjonujący pewne modyfikacje w sprawowaniu kultu Bożego, czynili to właśnie z myślą o niedawnych roztropnych przedsięwzięciach Piusa XII, który dokonał rewizji obrzędów Wielkiego Tygodnia, a sprawie liturgii poświęcił encyklikę „Mediator Dei” – jednak praktyka reformy posoborowej poszła w zupełnie innym kierunku. Nie zmienia to faktu, że i dziś soborową konstytucję „Sacrosanctum Concilium” należałoby czytać razem z encykliką „Mediator Dei”, aby uchwycić wspólną im teologię „ducha liturgii” (do tego trzeba by jednak mieć wspólne wydanie obu dokumentów, najlepiej z dobrym komentarzem).

 

Papież nowoczesny

Wróćmy jednak do samego papieża. Podobno raczej zamknięty w sobie i na pewno arystokratyczny w obyciu, Pius XII był równocześnie papieżem bardzo nowoczesnym w podejściu do mediów: doceniał ich znaczenie i chętnie z nich korzystał. Był pierwszym papieżem, który już nie tylko przemawiał przez radio (słynne były jego orędzia radiowe z czasów wojny), ale i był pokazywany w telewizji. Gdy dziś ogląda się jego zdjęcia i relacje filmowe z jego udziałem, daje się odczuć zarówno majestat, jak i zachowania retoryczne zgodne z klasycznymi wzorcami – mamy do czynienia z człowiekiem, który jak ognia unikał jakiegoś „puszczania oka”, natomiast całą swoją powierzchowność podporządkował pewnemu wyobrażeniu o powadze swej misji.

 

Papież nonkonformista

Na uwagę zasługuje Piusowy duch nonkonformizmu względem świata. Tym, którzy lamentują dziś nad rzekomym „milczeniem” papieża w sprawie nazizmu, warto zadawać pytanie, co sądzą o jego jednoznacznych potępieniach komunizmu, ze słynną ekskomuniką z 1949 r. dla członków partii komunistycznych. Ojciec Święty zadarł świadomie z bezbożną potęgą, która właśnie podporządkowała sobie pół Europy, a szła do panowania nad światem – miał tę odwagę proroka, która nie wszystkim przypadła po równi (dla porównania: w latach 1962-1984 w dokumentach Stolicy Apostolskiej zapanowało całkowite milczenie na temat perwersji komunizmu, ton w tej sprawie zmienił się dopiero za Jana Pawła II, w związku z napiętnowaniem marksistowskiej „teologii wyzwolenia”). Zostało to Piusowi XII dokładnie zapamiętane: wiemy dziś, na podstawie świadectw i dokumentów, że to właśnie w odwet za jednoznaczne potępienie komunistyczny wywiad inspirował i podtrzymywał czarną legendę o rzekomych związkach papieża z Hitlerem. Kłamali, kłamali – i wielu wierzy w to do dziś!

 

Papież popularny

Jednak za życia był uwielbiany – i to nie tylko jako człowiek-instytucja. W tekście opublikowanym w latach 40. wybitny francuski myśliciel Gustave Thibon mógł więc nawet podawać jako przykład zjawiska deprecjacji instytucji – na rzecz dominacji sentymentów międzyludzkich – „infantylną papolatrię”, dziecięce formy uwielbienia dla Ojca Świętego! Rzeczywiście, ludzie współcześni Piusowi XII mogli odnosić wrażenie, że jego popularność daleko przekroczyła zwykłą poprawność kościelną czy dyplomatyczną. Pamiętajmy o wielu wyrazach czci pochodzących spoza Kościoła, w tym od autorytetów żydowskich.

Czy to znaczy, że wewnątrz Kościoła był kochany przez wszystkich? Z tym nie należy przesadzać – zresztą nawet o ogromnie popularnym Janie Pawle II tego nie można by powiedzieć. Dla części inteligencji teologicznej Pius XII stał się patronem systemu zadowalającego się bezpiecznymi definicjami, a nieufnego względem odważniejszych poszukiwań prawdy. Dokumenty, w których papież potępiał rzeczywiście niebezpieczne błędy teologiczne (przykładem encyklika „Humani generis”), stawały się narzędziami nadużywanymi przez oficjalnych teologów rzymskich w ich rywalizacji z „nową teologią”. Zbyt często oznaczało to dumny tryumf ludzi miernych nad ludźmi o żywej inteligencji – i zbywanie pytań przypomnieniami anatem. Temu procesowi sprzyjała pogłębiająca się u papieża w ostatnich latach nieufność do ludzi, pewien ton pesymizmu w ocenie ludzi i sytuacji.

Zawdzięczamy mu ogłoszenie dogmatu o Wniebowzięciu Matki Bożej (1950), czyli nieomylne potwierdzenie tej prawdy wiary, że całe, duchowo-cielesne człowieczeństwo Maryi zostało wzięte tam, gdzie wcześniej wstąpił Jej zmartwychwstały Syn. Radosny dogmat rozkwitający co roku osobnym świętem 15 sierpnia.

 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 2/2010