O czyje dobro chodzi?

Zastanawiam się, o co właściwie chodzi w wypadku 14-latki, o której tak głośno było ostatnio w mediach. Dziewczyny, która jak donosiła Gazeta Wyborcza została zgwałcona i odmówiono jej dokonania legalnej aborcji; później okazało się jednak, że zgwałcona nie została, tylko zaszła w ciążę ze starszym o rok chłopakiem. Z uwagi...
Czyta się kilka minut

Zastanawiam się, o co właściwie chodzi w wypadku 14-latki, o której tak głośno było ostatnio w mediach. Dziewczyny, która – jak donosiła „Gazeta Wyborcza” – została zgwałcona i odmówiono jej dokonania legalnej aborcji; później okazało się jednak, że zgwałcona nie została, tylko zaszła w ciążę ze starszym o rok chłopakiem. Z uwagi na jej wiek (mniej niż 15 lat) jest to tzw. czyn zabroniony. Nowy Przewodniczący SLD zdążył już zaoferować „pomoc” prawną młodej dziewczynie. Nawet jej rodzice wyrazili zgodę na zabicie dziecka. Media poinformowały jednak, że podczas standardowej procedury, rozmowy z psychologiem, okazało się, iż dziewczyna wcale do aborcji przekonana nie jest. Do koleżanki wysłała SMS-a, w którym pisze, że nie chce dokonać zabiegu, ale musi. Mało tego, sąd po zbadaniu sytuacji domowej postanowił umieścić ją w ośrodku opiekuńczym oraz wszczął procedurę prowadzącą do ograniczenia władzy rodzicielskiej jej rodziców. Sprawa świętości życia dla katolików jest oczywista i nie powinna podlegać dyskusji. Tak samo jak oczywista, i to szczególnie dla dziennikarzy, powinna być sprawa odpowiedzialności za słowo. Czy rzeczywiście „Gazecie Wyborczej” chodziło o dobro dwojga(młodej matki i jej poczętego dziecka)? A może „pomoc” nowego szefa SLD miała to dobro na uwadze? Czy jednak na tym ma polegać pomoc dla dziewczyny w trudnej sytuacji życiowej i podanie jej ręki? Czy osoby, które jako pierwsze upubliczniły tę prywatną sprawę, kierowały się rzetelnością dziennikarską i podmiotowym traktowaniem człowieka? Jak my byśmy się czuli, gdyby trudne

sytuacje naszego osobistego życia bezczelnie wykorzystywano do politycznych

i propagandowych celów? I w końcu, czy ktoś pomyślał o tym małym człowieku pod sercem matki, który powołany do życia, z pewnością odczuwa każdy lęk i niepokój swojej mamy. A co z ojcem dziecka – też nastolatkiem! Dlaczego prawie nikt nie

zastanawia się, jak on i jego rodzina przeżywają zaistniałą sytuację? W całej  prawie jest jednak małe światełko. Część dziennikarzy stanęła na wysokości zadania i nie przyjęła bezkrytycznie wiadomości koleżanek z „GW” (które zresztą w drugim artykule

musiały z niektórych swoich twierdzeń się wycofać). Dziennikarze innych gazet po sprawdzeniu faktów przedstawili własne ustalenia. Jest to też znak, że na szczęście pewne kręgi opiniotwórcze straciły już swoją pozycję i można ich poglądy weryfikować.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 25/2008