Logo Przewdonik Katolicki

Oczekiwanie na kryzys powołań

ks. Dariusz Madejczyk
Fot.

Ostatnie tygodnie, a właściwie nawet już czas końca minionego roku szkolnego, przyniosły w gazetach kolejną falę artykułów dotyczących powołań i ich tzw. kryzysu. Sposób pisania o powołaniach który notabene nie od dziś można zauważyć nosi w sobie znamiona oczekiwania, że wreszcie będzie gorzej. Rzecz bowiem w tym, że gdy chodzi o liczbę powołań,...

Ostatnie tygodnie, a właściwie nawet już czas końca minionego roku szkolnego, przyniosły w gazetach kolejną falę artykułów dotyczących powołań i ich tzw. kryzysu. Sposób pisania o powołaniach – który notabene nie od dziś można zauważyć – nosi w sobie znamiona oczekiwania, że „wreszcie będzie gorzej”.

Rzecz bowiem w tym, że gdy chodzi o liczbę powołań, od kilkunastu lat, w gruncie rzeczy od 1989 roku, nie mieścimy się pod tym względem w przewidzianych dla europejskiego, demokratycznego państwa standardach. Od upadku komunizmu w Polsce, media nieustannie pielęgnują myśl, że „musi” wreszcie przyjść kryzys powołań. A jeśli – ku rozczarowaniu wielu szukających sensacji – wciąż go nie ma, to i tak dochodzi się do konkluzji, że z pewnością będzie, bo być „musi” – to tylko kwestia czasu...

Tymczasem badanie i porównywanie liczb to jedno, a rzeczywiste myślenie o powołaniach i o tym, co słowo „kryzys” w ich kontekście może oznaczać, to zupełnie różne od siebie tematy. Choć liczba powołań zawsze była i będzie jednym z przedmiotów głębokiej troski całego Kościoła, nie można zapomnieć, że nade wszystko trzeba zabiegać o to, by rodzące się powołania, były dobrze rozwijane. Zwłaszcza że wielu młodych ludzi przychodzi dziś do seminariów z domów, które często nie dają właściwych fundamentów nie tylko, gdy chodzi o rozwój życia religijnego, ale również w wymiarze kształtowania własnej osobowości. Czas formacji staje się więc czasem – jeśli można tak powiedzieć – nadrabiania zaległości, leczenia ran, nowego spojrzenia na własne życie, nabierania pewności siebie, budowania nowych relacji z Bogiem, z drugim człowiekiem i ze światem. Jest to też czas dojrzewania do decyzji na całe życie, które przychodzą młodym ludziom z coraz większym trudem.

Podejmując w dzisiejszym wydaniu „Przewodnika” niektóre pytania, rodzące się w związku z powołaniami do kapłaństwa, chcemy nade wszystko zachęcić naszych Drogich Czytelników do rzeczywistej współodpowiedzialności za nie. Jako ludzie wierzący musimy pamiętać, że troska o powołania to troska o Kościół, a więc o każdego, kto do tego Kościoła należy. Jest to troska o naszą wspólną przyszłość jako ludzi wiary.

Może właśnie październik, który rozpoczęliśmy, dając do rąk naszych Czytelników różaniec, powinien stać się czasem modlitwy za kapłanów i o nowych kapłanów. Zamiast wpisywać się w to zadziwiające zjawisko czekania na kryzys, warto postawić sobie pytanie, czy potrafimy dziękować Bogu za powołania do służby Bożej, które nam daje? Czy wspieramy kapłanów modlitwą i zaangażowaniem w życie naszych parafii? Czy prosimy Pana Boga, by wciąż na nowo posyłał robotników na swoje żniwo?

Mój cytat

Są już dane [dotyczące liczby powołań] z początku tego miesiąca, które nie dają jeszcze pełnego obrazu, ponieważ w wielu seminariach nabór i egzaminy trwają jeszcze we wrześniu.

W całym kraju na pierwszy rok do seminariów zakonnych przyjęto ok. 300, a do diecezjalnych ok. 850 kandydatów do kapłaństwa. To mniej niż w ubiegłym roku o ok. 140 osób. Ale trzeba zaznaczyć, że wahanie liczby kandydatów do kapłaństwa nie jest niczym nowym. Według mojej wiedzy, od kilku lat na pierwszy rok przyjmowanych jest od 800 do 1100 kandydatów – w 2001 r. było 925, rok później ponad tysiąc, w następnym roku nieco poniżej tej liczby. Przy niewielkich wahaniach nie można mówić o kryzysie powołań.

W tym roku najwięcej kandydatów przyjęto w seminarium w Katowicach – 44, następnie w Tarnowie – 40 , Lublinie – 33, Przemyślu – 31, Warszawie i Krakowie po 30. Mniejszą liczbę kandydatów odnotowano w Bielsko-Żywieckim, Siedlcach, Włocławku i Wrocławiu. Obecnie największym w Polsce seminarium jest tarnowskie – na wszystkich latach uczy się tam 235 kleryków – w Przemyślu – 184, w Warszawie – 143, w Krakowie – 140, w Poznaniu – 132 i Radomiu – 130.

Zadziwiające jest to, że całe środowisko medialne czeka na załamanie liczby powołań i jest rozczarowane, gdy ono nie następuje. Ludziom w Polsce i na Zachodzie stale wydaje się, że ten kryzys „musi” przyjść. A my wciąż mamy powołania. Osoby wierzące w Polsce powinny się cieszyć z wysokiej liczby kandydatów do kapłaństwa. A tymczasem jest oczekiwanie na kryzys. Jakim jesteśmy Kościołem, skoro cieszylibyśmy się, gdyby powołań było mniej, a z drugiej strony tęsknimy za dobrym księdzem, za wszelką posługą wobec duszy.

ks. Krzysztof Pawlina
rektor Wyższego Seminarium Duchownego w Warszawie
w rozmowie z Izabelą Matjasik (KAI)


Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki