Logo Przewdonik Katolicki

Zasiali ziarno

Hubert Kubica
Fot.

Uczestnicy Przystanku Jezus nie mieli na polach Przystanku Woodstock wystawnego namiotu czy mocnego nagłośnienia. Był jedynie skromny krzyż, wokół którego gromadzili się wszyscy chcący słuchać o Bogu i wierze. I on wystarczył. Przyciągał wielu zagubionych i wątpiących, którzy czasem chcieli tylko szczerze i otwarcie porozmawiać. Słyszałeś...?! Jesteś cenny w oczach Boga...

Uczestnicy Przystanku Jezus nie mieli na polach Przystanku Woodstock wystawnego namiotu czy mocnego nagłośnienia. Był jedynie skromny krzyż, wokół którego gromadzili się wszyscy chcący słuchać o Bogu i wierze. I on wystarczył. Przyciągał wielu zagubionych i wątpiących, którzy czasem chcieli tylko szczerze i otwarcie porozmawiać.

Słyszałeś...?! Jesteś cenny w oczach Boga” – taki napis widniał na koszulkach, które otrzymał każdy z pięciuset uczestników tegorocznego Przystanku Jezus. Słowa te miały przypominać, że nie ma osoby, która nie byłaby ważna dla Boga; On nikogo nie odtrąca. Dlatego, tak jak co roku, uczestnicy Przystanku Jezus rzucali ziarno wiary, przypominając, że Bóg czeka na każdego, nawet tego, kto uznał, że już nie ma dla niego nadziei.

Krzyż w centrum
W tym roku już po raz kolejny uczestnicy Przystanku Jezus mieli swoją bazę przy kościele Najświętszej Maryi Panny w Kostrzynie. Przyjechali pięć dni przed rozpoczęciem Przystanku Woodstock (trwał dwa dni, w piątek i sobotę 28 i 29 lipca). Przygotowując się duchowo do rozmów na placu, uczestniczyli w rekolekcjach prowadzonych przez bp. Edwarda Dajczaka. To on poświęcił krzyż, który stanął na polach.

– Tylko raz, w 2002 roku, na polach ustawiliśmy specjalny namiot, w którym odbywała się Msza św., koncerty zespołów chrześcijańskich itd. W tym roku podpisaliśmy umowę z Jerzym Owsiakiem i jesteśmy zgłoszeni jako organizacja pozarządowa. Nie ma między nami żadnych napięć czy nieporozumień – zapewnia ks. Robert Patro, współorganizator Przystanku Jezus.

W okolicy krzyża odbywały się modlitwy, a także wielbienie Boga przez śpiew i taniec. Co kilka godzin w barwnym, radosnym i roześmianym pochodzie „przystankowicze” maszerowali po całym polu. W wielu piosenkach religijnych ogłaszali Jezusa swoim panem. – W większości ludzie reagowali na nas pozytywnie. Niektórzy nawet się dołączali, inni słuchali, rozmawiali. Tylko nieliczni nie potrafili ukryć swej wrogości, pokazując rękami gest szatana – mówi Renata z Kostrzyna, która prowadziła śpiew.

Rozmowa daje impuls
Najważniejsze jednak były rozmowy odbywające się pod krzyżem. Prawie całą dobę czekali tam ewangelizatorzy Przystanku Jezus. Najwięcej osób chciało porozmawiać z księżmi. – Jak ktoś podchodził, to siadaliśmy po turecku na wypalonej od słońca trawie i rozmawialiśmy – mówi ks. Paweł z Poznania.

– Ci ludzie potrzebują tego, aby ich wysłuchać. To nie musi być od razu widoczne nawrócenie. Najpierw bowiem trzeba rzucić ziarno. I to jest zadanie Przystanku Jezus – mówi Jadwiga, która przyjechała ewangelizować z Legnicy.

Często przychodzili ludzie o ukształtowanych poglądach, negujący istnienie Boga i wiarę. Ateista Wojtek mówił do jednego z księży, że nie ma namacalnych dowodów na Jego istnienie. Bóg nie jest mu do niczego w życiu potrzebny. Kieruje się zdrowym rozsądkiem i nic nie pomoże „żadne medium”. Właściwie nie miał specjalnej ochoty słuchać księdza, z którym rozmawiał. Po prostu powiedział, co chciał i poszedł.

Do księdza Pawła podeszło trzech satanistów. Stwierdzili, że nie mają już szans na szczęście, że są zbyt źli, aby się nawrócić i czeka ich piekło. Na argumenty kapłana, że Bóg nikogo nie przekreśla i ciągle ich kocha, odpowiedzieli, że nikt nie udowodnił im Jego istnienia. Po wymianie dalszych argumentów, życząc wszystkiego najlepszego, pożegnali się i poszli.

Takich spotkań było sporo. Zdaniem biskupa Dajczaka, najważniejszy jest fakt, że dzięki Przystankowi Jezus ci ludzie dowiedzieli się, że jest Bóg i Kościół, który na nich czeka. – Taka rozmowa, choć pozornie niewiele dająca, może być impulsem, który pozwoli wybrać im drogę do kochającego i czekającego Boga – podkreśla biskup.

Bóg tak, Kościół nie?
Pod krzyżem pojawiało się także sporo osób otwartych na wymianę argumentów; wielu z nich wierzy w Boga, negując Kościół. Często ze względu na księży, do których się zrazili. Tak uważa Kasia z Warszawy. – Mówiła, że księża są zamknięci, interesują ich tylko pieniądze, za które kupują drogie samochody i w ogóle nie można z nimi porozmawiać jak równy z równym. Odniosłem wrażenie, że była mile zaskoczona tym, że jej stereotyp się nie potwierdził i nasza rozmowa była całkiem szczera – mówi ks. Paweł. Często w rozmowach pojawiał się też podział na my (wierni) i oni (hierarchowie, księża). – Tłumaczyłem, że Kościołem jesteśmy my wszyscy wierzący, ale mało kto przyjmował moje argumenty – mówi kleryk Waldek z Poznania.

– Często zdarza się tak, że ci ludzie nie pójdą do swojej parafii, ponieważ czują się w niej nieakceptowani, np. ze względu na nietypowy wygląd, tzw. irokeza, dredy czy glany. Natomiast tutaj, na Woodstocku, są autentyczni; dlatego zdarza się, że spowiadają się raz w roku właśnie na tych polach. Wszyscy traktujemy ich z wielką życzliwością i miłością – tłumaczy ks. Patro.

Nawraca tylko Bóg
Sporo osób, do tej pory wątpiących i poszukujących, przyjmowało pod krzyżem Jezusa jako swojego Zbawiciela i Pana. Wielu z nich jechało od razu na Mszę św. do kościoła, która odbywała się codziennie wieczorem, czy nawet przyłączało się do ewangelizatorów. W większości przypadków te osoby były w jakiś sposób związane z Kościołem wcześniej, potem te więzi się rozluźniały, a teraz znów się zacieśniły. Tak było w przypadku Mariusza, który przez osiem lat nie chodził do kościoła, bo zraził go ksiądz. W pewnym momencie podczas luźnej rozmowy pod krzyżem stwierdził: „Jestem gotów wrócić do Boga” i wyspowiadał się po ośmiu latach przerwy.

Tego typu „przemiany” nie są „zasługą” ewangelizatorów. – Ja nie nawracam, ale dzielę się tą wielką radością, którą daje mi Pan Bóg, a którą jest wiara. Jestem tylko nieużytecznym narzędziem, które opowiada ludziom o Bogu i Jego miłości – tłumaczy ks. Paweł.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki