Logo Przewdonik Katolicki

Hymn na cześć Tradycji

Paweł Milcarek
Fot.

Już na samym początku Papież zaznaczył, że jego pielgrzymka jest raczej wędrówką wiary niż podróżą sentymentalną. Benedykt XVI podróżował śladami Jana Pawła II, gdyż chciał spotkać i lepiej poznać pokolenia wierzących, które wydały go do służby Bogu i Kościołowi, jak też te, które zrodziły się i wzrastały dla Pana pod duchowym kierunkiem...

Już na samym początku Papież zaznaczył, że jego pielgrzymka jest raczej „wędrówką wiary” niż „podróżą sentymentalną”. Benedykt XVI podróżował śladami Jana Pawła II, gdyż chciał „spotkać i lepiej poznać pokolenia wierzących, które wydały go do służby Bogu i Kościołowi, jak też te, które zrodziły się i wzrastały dla Pana pod duchowym kierunkiem tego kapłana, biskupa i Papieża”. Spełniając otrzymaną od Chrystusa misję Piotrową utwierdzania braci w wierze, chciał także „zaczerpnąć z obfitego źródła [naszej] wiary, które bije nieprzerwanie od ponad tysiąca lat”.

W archikatedrze warszawskiej Ojciec Święty powiedział księżom: – Wierzcie w moc waszego kapłaństwa! Kapłan – którego „ja” ustępuje miejsca samemu Chrystusowi, gdy działa w Jego imieniu – nie tylko nie powinien ulegać egoizmowi, ale i budować swego autorytetu na czysto ludzkich walorach i zaangażowaniach. To właśnie w tym kontekście padły słowa, że „wierni oczekują od kapłanów tylko jednego, aby byli specjalistami od spotkania człowieka z Bogiem”, oraz przestroga pod adresem zarówno tych, którzy ulegają pokusie nadmiernego aktywizmu, jak i tych, którzy wolą błyszczeć intelektualnym splendorem modnych prądów, niż pokornie głosić mądrość Bożą.

Ewangeliczna równowaga
Nawiązując do podjętego przez Jana Pawła II w Roku Jubileuszowym wysiłku „oczyszczenia pamięci”, Papież Benedykt przestrzegł równocześnie przed „chęcią utożsamienia się jedynie z bezgrzesznymi”. O taką pokusę nietrudno, gdy tworzy się w nas „arogancka poza sędziów minionych pokoleń, które żyły w innych czasach i w innych okolicznościach”.

Te ważne słowa odnoszą się do całej kwestii tzw. win Kościoła. Również w ostatnich latach czytaliśmy i słyszeliśmy szereg wystąpień, w których niektórzy znani komentatorzy religijni, zwykle związani z „Gazetą Wyborczą”, domagali się odcięcia się przez Kościół od jego win z przeszłości oraz kolejnych publicznych przeprosin – za błędy inkwizycji, krucjat, sojuszu ołtarza z tronem, a przede wszystkim za rzekomy antysemityzm Kościoła przedsoborowego.

Czy zatem napomnienie papieskie dotyczyło właśnie tych faktów – np. ostrych wystąpień ks. prof. Michała Czajkowskiego, nieformalnego kapelana środowiska „Gazety Wyborczej”? Paradoks obecnej chwili polega na tym, że ta znana postać pojawia się dziś nie w swej wieloletniej roli oskarżyciela „win Kościoła”, lecz w roli księdza oskarżonego, niebezpodstawnie i niepochopnie, o wieloletnią współpracę z komunistyczną bezpieką. Teraz, gdy ks. Czajkowski znalazł się nagle nie wśród aroganckich sędziów, lecz wśród sądzonych grzeszników – staje kwestia, jakie reguły sądu należy zastosować i wobec niego, i wobec innych księży agentów: jeśli byłyby to reguły, którymi sam się kierował przez lata w sądzeniu „grzechów Kościoła”, sąd taki mógłby się okazać bezlitosny; jeśli jednak będą to reguły znane z przypomnianych przez Papieża zasad pokuty, pokornej szczerości, wyznania grzechów i uznania dla dobra spełnianego mocą łaski Bożej – będzie to na pewno bardziej w duchu Ewangelii. W nauce Benedykta XVI ta równowaga Ewangelii została zachowana w sposób modelowy, bez zamazywania różnic między zdradą i zasługą także w kontekście życia „pod komunizmem”. Wspominając ze czcią postać Prymasa Tysiąclecia, Papież powiedział również: – Z uznaniem i wdzięcznością wspominamy tych, którzy nie ulegali siłom ciemności. Uczmy się od nich odwagi, konsekwencji i wytrwałości w dochowaniu wierności Ewangelii.

Traktat o wierze
W trakcie następnych wystąpień stało się jasne, że Ojciec Święty przybył do nas z niezwykle ciekawym, rozpisanym na kolejne części, „traktatem o wierze”. Na placu Piłsudskiego mówił o jej fundamentalnych zasadach: o związku, „jaki istnieje między wiarą i wyznaniem Bożej prawdy, między wiarą i całkowitym poświęceniem się Jezusowi w miłości, między wiarą i życiem według przykazań Bożych”. Przejmująco wybrzmiał wówczas swoisty „hymn na cześć Tradycji”: – W dziejach Kościoła apostołowie głosili słowo Chrystusa, starając się przekazać je nieskazitelne swoim następcom, którzy z kolei przekazywali je następnym pokoleniom, aż do naszych czasów. Wielu głosicieli Ewangelii oddało życie za wierność prawdzie słowa Chrystusa. I tak z troski o prawdę ukształtowała się Tradycja Kościoła. Niestety – kontynuował Benedykt XVI – i dziś są osoby lub środowiska, które, odchodząc od tej Tradycji, chciałyby zafałszować słowo Chrystusa i usunąć z Ewangelii prawdy, według nich, zbyt niewygodne dla współczesnego człowieka. Usiłuje się stworzyć wrażenie, że wszystko jest względne, że również prawdy wiary zależą od sytuacji historycznej i od ludzkiej oceny. Kościół jednak nie może dopuścić, by zamilkł Duch Prawdy. Można powiedzieć, że zwłaszcza w tym fragmencie do głosu doszedł charakterystyczny dla tego Papieża wyczulony „zmysł tradycji”, przekonanie o konieczności zachowania ciągłości ze Słowem Bożym właśnie za pośrednictwem jego nieprzerwanego „brzmienia” w tworzącej się historii Kościoła.

Pokusa relatywizmu i herezji pozostaje aktualna, dlatego „każdy chrześcijanin winien konfrontować własne poglądy ze wskazaniami Ewangelii i Tradycji Kościoła, aby dochować wierności słowu Chrystusa, nawet gdy jest ono wymagające i po ludzku trudne do zrozumienia”. Wszystko to dlatego, że „wiara nie oznacza jedynie przyjęcia określonego zbioru prawd”, lecz „polega na głębokiej, osobistej relacji z Chrystusem, relacji opartej na miłości Tego, który nas pierwszy umiłował” – gdy człowiek pragnie żyć zgodnie „z myślami i uczuciami Jego Serca”, „ufając Mu również w godzinie próby, podążając za Nim także drogą krzyżową”. Oznacza to oczywiście także gotowość „do rezygnacji ze wszystkiego, co stanowi zaprzeczenie” tej miłości. Papież przypomniał, że przyjście Chrystusa nie zdezaktualizowało Dekalogu, tylko pogłębiło motyw zachowywania Bożych przykazań: należy je zachowywać z miłości. – Kto wierzy i kocha, staje się budowniczym „cywilizacji miłości”, której centrum jest Chrystus – powiedział Papież na zakończenie, nawiązując do jednego z najważniejszych pojęć używanych przez swego Poprzednika, Jana Pawła II.

Między ziemią a niebem
Te fundamentalne treści, wyłożone w strugach deszczu na zapełnionym placu Piłsudskiego, zostały następnie rozpisane na szereg wątków szczegółowych – zwłaszcza w trakcie spotkania na Jasnej Górze z osobami konsekrowanymi, kandydatami do kapłaństwa i członkami ruchów kościelnych. Papież przypomniał nam wszystkim, że „wiara jest obecna nie tylko w nastrojach i przeżyciach religijnych, ale przede wszystkim w myśleniu i w działaniu, w codziennej pracy, w zmaganiu się ze sobą, w życiu wspólnotowym i w apostolstwie, ponieważ sprawia ona, że nasze życie jest przeniknięte mocą samego Boga”. Z kolei w trakcie spotkania z młodzieżą na Błoniach Benedykt XVI wskazał mocno na konieczność oparcia swej wiary także na zaufaniu Piotrowi i Kościołowi. Ten szczególny realizm w pojmowaniu wiary – realizm w łączeniu jej z poznaniem prawdy, Tradycją, Kościołem, urzędem Piotrowym – przez cały czas dawał o sobie znać także w powracającym przypomnieniu, że w Polsce wiara jest przekazywana od tysiąca lat i że w ostatnich kilkudziesięciu latach owocem tej długiej tradycji było świadectwo zarówno kardynała Wyszyńskiego, jak i Papieża Jana Pawła II – dwóch polskich kandydatów na ołtarze.

W czasie Mszy na Błoniach Benedykt XVI wezwał nas, byśmy „stojąc na ziemi, wpatrywali się w niebo”; byśmy „umocnieni wiarą w Boga, angażowali się żarliwie w umacnianie Jego Królestwa na ziemi”; byśmy „odważnie składali świadectwo Ewangelii przed dzisiejszym światem”; byśmy „czyniąc dobro bliźniemu i troszcząc się o dobro wspólne, świadczyli, że Bóg jest miłością”; byśmy „skarbem wiary dzielili się z innymi narodami Europy i świata”; byśmy pamiętali w modlitwach i ofiarach o Papieżu oraz trwali w wierze, nadziei i miłości.

Znak Przymierza
Ostatnim, bardzo mocnym akcentem tej pielgrzymki była wizyta w Auschwitz i w Birkenau, miejscach hitlerowskich zbrodni. Papież mówił o skutkach nieludzkiej ideologii, która w rzeczywistości wystąpiła przeciw samemu Bogu. Stojąc w tym czarnym cieniu historii, Ojciec Święty ostrzegał przed „nowymi zagrożeniami”, „gdy w ludzkich sercach zdają się panować na nowo moce ciemności”: z jednej strony fundamentalizm islamskich terrorystów, z drugiej – relatywizm zachodnich niedowiarków.

Benedykt XVI nie szukał żadnych szczególnych gestów czy spektakularnych symboli – ale one same przyszły, jak naturalne wejście Papieża w rolę stojącego w oknie na Franciszkańskiej i jak samotna droga w Auschwitz. I gdy wszyscy sądziliśmy, że na tym koniec, został nam dany znak pochodzący spoza wszelkiej ludzkiej reżyserki: nad milczeniem samotnego Papieża w Birkenau rozpięta została na niebie wyrazista tęcza.

Tęcza – znak Przymierza i znak obecności Boga, Stwórcy nieba i ziemi. Znak dany nad „miejscem kaźni i niezliczonych zbrodni przeciwko Bogu i człowiekowi”, ale także nad całą polską ziemią, będącą „miejscem szczególnego świadectwa wiary w Jezusa Chrystusa”.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki