Logo Przewdonik Katolicki

Deszczowy dzień w STREFIE ZERO

ks. Dariusz Madejczyk
Fot.

Czas mija szybko. Telewizyjne obrazy z 11 września 2001 roku mamy wprawdzie jeszcze żywo przed oczami, ale życie biegnie zwykłym rytmem. Nawet w Nowym Jorku ulicą przy słynnej Strefie Zero samochody mkną szybko. Od rana pada ulewny deszcz. W miejscu, gdzie kiedyś stały słynne wieże World Trade Center, powoli posuwają się ciężarówki. Trwają przygotowania do postawienia nowej budowli,...

Czas mija szybko. Telewizyjne obrazy z 11 września 2001 roku mamy wprawdzie jeszcze żywo przed oczami, ale życie biegnie zwykłym rytmem. Nawet w Nowym Jorku ulicą przy słynnej Strefie Zero samochody mkną szybko.



Od rana pada ulewny deszcz. W miejscu, gdzie kiedyś stały słynne wieże World Trade Center, powoli posuwają się ciężarówki. Trwają przygotowania do postawienia nowej budowli, która upamiętni ofiary 11 września, a zarazem odmieni obraz tego tragicznego miejsca.
W Nowym Jorku i jego okolicach jest wiele osób, które po wydarzeniach tamtego dnia nigdy więcej w tym miejscu już nie stanęli. Obraz dobrze im znanych wieżowców WTC, zamieniających się w ruinę, który setki razy widzieli na ekranie telewizora, przekreślił wszelkie pragnienia, by tam powracać. Może właśnie dlatego nie tylko smętnie padający deszcz jest powodem, że przez płot otaczający Ground Zero spoglądają w dół przede wszystkim obcokrajowcy.
Ten deszcz w jakiś sposób pasuje do panującej tu pustki, którą pogłębiają wznoszące się nad martwą przestrzenią po WTC sąsiednie wieżowce. Słońce mogłoby zakłócić powagę i smutek, które dotykają tutaj serca każdego człowieka. Przecież nawet ci, którzy jadą szybko ulicą w swoich nowoczesnych samochodach, na chwilę zatrzymują wzrok na wykopie poniżej szosy, a eleganccy mężczyźni zmierzający do Centrum Finansowego, przechodząc chodnikiem, zatrzymują się i zaglądają przez płot, na który spadają krople deszczu.
Dziś tchnie z tego miejsca jakaś przerażająca pustka. Ale być może właśnie deszczowy dzień to najlepszy czas, by zatrzymać się w tym miejscu tak tragicznie doświadczonym przez terroryzm. Zwłaszcza że nie tak dawno temu swoje dramatyczne chwile przeżywał Londyn, a wcześniej był Madryt i żołnierze ginący w Iraku...
Nie, nie boję się tego miejsca. Jednak nie sposób przejść koło niego obojętnie. Krzyż, który zrobiono z metalowych elementów wydobytych ze zgliszczy dwóch nowojorskich drapaczy chmur, przemawia mocniej niż można to sobie wyobrazić. Rodzi smutek, pobudza do refleksji, wstrząsa człowiekiem. Ale to właśnie on jest znakiem nadziei. Tej nadziei, która nie ginie, nawet w miejscach takich jak to. Niczym nie można go tu zastąpić.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki