Logo Przewdonik Katolicki

Edukacyjna mecha-Godzilla

Joanna Pawłat
Fot.

Jak dla wszystkich matek świata, tak i dla Japonek upragnione dziecko jest oczkiem w głowie. Dbają o nie, rozpieszczają, pozwalając malcowi na wszystko. Przez sześć pierwszych lat dziecko utrzymywane jest przez całą rodzinę w przeświadczeniu, że świat dorosłych istnieje po to, by spełniać wszystkie jego zachcianki. Po tych latach swobody, beztroski i otaczającej zewsząd czułości...

Jak dla wszystkich matek świata, tak i dla Japonek upragnione dziecko jest oczkiem w głowie. Dbają o nie, rozpieszczają, pozwalając malcowi na wszystko. Przez sześć pierwszych lat dziecko utrzymywane jest przez całą rodzinę w przeświadczeniu, że świat dorosłych istnieje po to, by spełniać wszystkie jego zachcianki. Po tych latach swobody, beztroski i otaczającej zewsząd czułości zupełnie nieprzygotowany mały Japończyk rzucany jest na pożarcie pełnej sztywnych reguł szkole.



Przed II wojną światową i jeszcze jakiś czas po niej w wielopokoleniowej rodzinie Nipponu szóstka maluchów nie była niczym nadzwyczajnym. Liczne potomstwo było swoistym zabezpieczeniem rodziców na starość, a dziadkowie aktywnie pomagali w ich wychowaniu. - Mamy coraz mniej dzieci - mówi Kaori, która niedawno została mamą Sentarou - to jedna z przyczyn krachu systemu ubezpieczeniowego. Obecnie Wyspy zdominował model rodziny typu 2+1, ewentualnie 2+2. Wielu rodziców, mimo starań, nie może mieć dzieci. - Stres, skażenie środowiska i przepracowanie - podsumowuje. Na potomka czeka cała familia, a kiedy już się pojawi, pozwala mu się na wiele, a on to skrzętnie wykorzystuje. Pracujący ciężko "weekendowy tato" kwestie wychowawcze pozostawia najczęściej niepracującej mamie. Ta zaś stawia na bezstresowe wychowanie, wychodząc z założenia, że szkoła i przyszła praca wystarczająco zgnębią jej skarb i ona nie musi przykładać do tego ręki. Mimo ostatnich wydarzeń Kraina Kwitnącej Wiśni jest wciąż miejscem względnie bezpiecznym. Ciekawskie dwu-, trzylatki cieszą się pełną swobodą i chodzą własnymi ścieżkami wśród półek supermarketów, zrzucając co ponętniejsze towary. Taki widok jest szokujący dla cudzoziemca...
Dobra sytuacja materialna rodzin pozwala na kupowanie dzieciom łakoci i drobnych prezentów. Wobec nikłych perspektyw pracy zawodowej mam, ich życie mimochodem zaczyna koncentrować się tylko wokół dziecka. Mali Japończycy są z nią szalenie związani emocjonalnie, a czas do 6. roku życia określają jako "raj utracony".
Nawet jeśli mama nie pracuje, zazwyczaj malec posyłany jest do przedszkola, aby nabrał ogłady i spotkał się z rówieśnikami. Do wyboru są dwa typy placówek: kilkugodzinny youchien dla dzieci w wieku od 3 do 5 lat i hoikuen dla dzieci od 0 do 5 lat, w którym pociecha przebywa powyżej 8 godzin. Zarówno w przedszkolu, jak i szkole opłaty są dużo mniejsze dla drugiego z posyłanych tam dzieci. - Rodzice są coraz bardziej ambitni - opowiada Kaori. - Publiczna placówka jest całkiem niezła, ale oferuje tylko podstawowy program przedszkolny. Dzieci sąsiadów dojeżdżają do oddalonych o wiele kilometrów prywatnych przedszkoli, które oferują lekcje pianina i angielskiego. Wśród placówek panuje ogromne zróżnicowanie, zarówno w przypadku programów, jak i cen czy wyposażenia. Grupy podzielone są wiekowo. Niektóre przedszkola przypominają obozy harcerskie w plenerze. Oczywiście, są salki i zabawki, ale większość czasu dzieci biegają swobodnie po terenie, pomagając w hodowli zwierzaków, warzyw i kwiatów.

Do szkoły marsz!


Edukacja w Japonii poszczycić się może bogatą tradycją. Przybyli do Japonii w epoce Edo Europejczycy byli zaskoczeni faktem, że około 70 proc. społeczeństwa wielkich miast sprawnie posługiwało się piórem. Shintoistyczne i buddyjskie świątynie oferowały darmową edukację w zakresie czytania, pisania i arytmetyki dla każdego chętnego. Jedyną zapłatą dla nauczycieli był szacunek, jakim darzyli go mieszkańcy.
Nowoczesny system edukacyjny, bazujący na zasadach konfucjanizmu, samodyscypliny i samokształcenia, pojawił się w 1872 r., w czasach Meji i miał na celu zniesienie analfabetyzmu. Obecnie obowiązujący system wprowadzono na wzór amerykański w 1947 roku. Obejmuje on obowiązkowy dziewięcioletni okres nauki w szkole podstawowej (6 klas) i gimnazjum (3 klasy). Do pierwszej klasy posyłane są sześciolatki. Początkowo dowolne programy nauczania ostatecznie ujednolicono w 1958 roku. Do szkół podstawowych uczęszcza teraz ponad 11 milionów młodych Japończyków. - Państwowe szkoły podstawowe są darmowe - mówi Aki, mama trójki dzieci - rodzic musi jednak zapewnić dziecku mundurek, jeśli taki jest wymagany, podręczniki i przybory do nauki.
Rok szkolny rozpoczyna się w kwietniu i trwa 35 tygodni. Pierwsze kroki w szkole to dla wielu milusińskich kubeł zimnej wody na głowę. Dzieci pogrupowane w 20-30-osobowe klasy uczęszczają na 45-minutowe lekcje, przedzielone 10-minutowymi przerwami. Japońscy uczniowie szczycą się 99 proc. frekwencją na lekcjach. Wynika to poniekąd z faktu, że nawet przeziębienie nie jest traktowane jako dostateczny powód do opuszczenia lekcji.

Wychowam geniusza bez względu na koszt


Zwykle dzień małego ucznia zaczyna się o godzinie 8 rano, a kończy o 16. Do przedmiotów podstawowych należy: japoński, wiedza o społeczeństwie, arytmetyka, nauki ścisłe, środowisko, muzyka, plastyka, gospodarstwo domowe i kultura fizyczna. W szkole naucza się też etyki. Zdecydowanie najbardziej czasochłonny jest japoński. Mieszkańcy Nipponu posiadają trzy rodzaje alfabetu: nauczane jako pierwsze łatwe alfabety sylabiczne: hiragana i katakana oraz stosowane w praktyce piktograficzne kanji. W ostatnim przypadku każdy symbol oznacza inne słowo. Dorosły potrzebuje około 3 tys. kanji, by móc przeczytać gazetę. Wymaga to godzin żmudnych ćwiczeń, setek stron zapisanych powtarzającymi się znaczkami. Kaligrafia jest piętą Achillesową niejednego potomka samurajów, zaś kanji są opanowywane kosztem innych przedmiotów i wolnego czasu. Nauczyciele stosują wiele pomocy naukowych, podczas arytmetyki używa się japońskich liczydeł zwanych soroban. Uczniowie piszą pamiętniki, przeprowadzają doświadczenia chemiczne z krystalizacją soli, uczą się obsługi prostych urządzeń np. magnetofonu. Bardzo pożyteczne są zajęcia dla pierwszo- i drugoklasistów, którzy zbierają życiowe doświadczenia. Należy do nich hodowla roślin, obserwacja gwiazd, owadów czy pielęgnacja zwierząt. Na lekcje zapraszani są cudzoziemcy, którzy w formie zabaw i quizów przedstawiają swój kraj. W Krainie Kwitnącej Wiśni ciągle jednak bardziej preferuje się pracę w kolektywie i pamięciowe opanowanie programu aniżeli kreatywne samodzielne myślenie. Mimo blisko 20-proc. redukcji minimum programowego, jak wynika z ankiet, około 70 proc. uczniów ma trudności ze zrozumieniem materiału. Wśród części rodziców pokutuje pogląd, iż zbyt dużo czasu wolnego jest szkodliwe dla ich pociech. Dlatego 75 proc. uczniów uczęszcza na płatne zajęcia dodatkowe. Nie szkodzi, że ma się to nijak wobec wcześniejszego bezstresowego wychowania.

Dzieciństwo utracone z braku czasu


W Japonii letnie wakacje trwają miesiąc i wypadają w środku roku szkolnego. Przed dniami wolnymi zadawany jest ogrom pracy domowej.
W przypadku państwowych gimnazjów nie ma egzaminów i obowiązuje jedynie rejonizacja. Mimo to uczniowie piszą test z każdego przedmiotu średnio raz w miesiącu. Przeprowadzane są też oficjalnie do celów statystycznych testy na inteligencję. Ich wyników nie ujawnia się ani studentom, ani rodzicom.
W 2002 roku ostatecznie wprowadzono w Krainie Kwitnącej Wiśni pięciodniowy cykl nauki, dając dzieciom wolny weekend. Decyzję tę poprzedziły długie dyskusje i kilkuletni okres przygotowawczy. Weekend wolny jest tylko teoretycznie. Praktycznie malcy idą do szkoły każdego dnia, gdyż dyrekcja ogromną uwagę przywiązuje do organizacji różnego rodzaju zajęć specjalnych: rozgrywek sportowych, bazarów, festiwali nauki. Do brania aktywnego udziału w życiu placówek edukacyjnych często wbrew własnej woli zmuszani są też rodzice.
Sytuacja ekonomiczna znajduje wyraźne odbicie w marzeniach zawodowych dzieci: większość chłopców chce zostać nauczycielami, urzędnikami i politykami. Wśród dziewczynek w modzie jest przedszkolanka, stewardesa i pielęgniarka. Większość z nich przykłada zasadnicze znaczenie do swego wyglądu i fryzury. Dało to początek nowemu trendowi: kolekcjom ubrań i kosmetyków do makijażu i pielęgnacji, skierowanych głównie do młodszych dzieci. Podobnie jak dzieci na całym świecie, mali Japończycy czują się lekko zagubieni i podobnie jak dorosłym, coraz trudniej im przychodzi odpowiedź na pytanie: "mieć czy być?".

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki