''Nie'' - dlaczego i dla czego?

Francuskie "nie" wypowiedziane w referendum na temat Konstytucji Europejskiej budzi wiele komentarzy, co dziwić nie może. Paradoksem jest to, że Francja, która utożsamiana była z główną siłą napędową nowej eurokonstytucji - sama ją odrzuciła. Ten fakt pokazuje pewien dramat demokracji. Rząd i politycy, którzy są wybierani w demokratycznych wyborach, niekoniecznie są reprezentatywni...
Czyta się kilka minut

Francuskie "nie" wypowiedziane w referendum na temat Konstytucji Europejskiej budzi wiele komentarzy, co dziwić nie może. Paradoksem jest to, że Francja, która utożsamiana była z główną siłą napędową nowej eurokonstytucji - sama ją odrzuciła. Ten fakt pokazuje pewien dramat demokracji. Rząd i politycy, którzy są wybierani w demokratycznych wyborach, niekoniecznie są reprezentatywni dla wszystkich poglądów wyborców. Pewność, że jest się reprezentantem ludu we wszystkim, jest po prostu złudna.

Przyczyny odrzucenia są niewątpliwie różne. Najczęściej wiąże się je z negatywnym czy też krytycznym stosunkiem Francuzów do własnego rządu. Warto jednak zestawić potencjalne "za" i "przeciw" owemu traktatowi. Wśród argumentów "za" podkreślano zwłaszcza fakt obecności Francji w Europie. To argument mało przekonujący, bo od konstytucji nie zależy fakt obecności; chodzi tylko o jej kształt, jakość, formułę. Zwolennicy konstytucji apelowali do odpowiedzialności wyborców. Wcześniej jednak sami w preambule dokumentu stanowili o odpowiedzialności "wobec przyszłych pokoleń i Ziemi". To jeden z bardziej enigmatycznych zapisów w preambule. A zarazem wzór ucieczki od realnej odpowiedzialności wobec Boga i własnego sumienia.

Przeciwnicy podkreślali konsekwencje socjalne, ekonomiczne, bytowe. Nie można ich odczytywać, jak sądzę, w perspektywie tylko własnego rządu. Co prawda, eurokonstytucja, wymieniając triadę wartości, na których buduje się Europę, wyliczała "wolność, równość i poszanowanie dla rozumu", ale zapewne niektórzy pamiętali, że jest coś takiego jak "braterstwo", inni, że jest "solidarność". Jeśli jednak odrzucono eurokonstytucję w imię indywidualizmu, który był zagrożony przez braterstwo z polskimi hydraulikami, to... paradoksalnie - postąpiono zgodnie z duchem traktatu.

Jeszcze jedno - konstytucja to istotnie przysłowiowy "gniot", który konstytucją nawet przez moment nie był. Nie był też żadnym symbolem. Droga do zjednoczenia Europy (realnego) jest wciąż przed nami.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 24/2005