Logo Przewdonik Katolicki

Umiar czy radykalizm?

Michał Wawrzyniak
Fot.

Współczesny świat rozwija się w kilku prędkościach. A którą drogą idzie Kościół? I z jaką prędkością? Ewangeliczne przesłanie jest nadal aktualne niezależnie od postępu cywilizacyjnego. Ale czy głos Kościoła jest wciąż tym samym sprzed dwóch tysięcy lat? Czy porządek życia i jego zasada, na której chrześcijaństwo jest zbudowane znaczy dokładnie to samo? Prefekt Kongregacji...

Współczesny świat rozwija się w kilku prędkościach. A którą drogą idzie Kościół? I z jaką prędkością? Ewangeliczne przesłanie jest nadal aktualne niezależnie od postępu cywilizacyjnego. Ale czy głos Kościoła jest wciąż tym samym sprzed dwóch tysięcy lat? Czy porządek życia i jego zasada, na której chrześcijaństwo jest zbudowane znaczy dokładnie to samo?


Prefekt Kongregacji Nauki i Wiary, Kardynał Joseph Ratzinger w wielu swoich tekstach o Kościele przypomina, że jego istotą jest służba Chrystusowi i że powinien on głosić bardziej Chrystusa niż siebie, bronić bardziej Ewangelii niż własnego wizerunku. Chodzi oczywiście o akcenty i ciągłą pamięć o tym, że Kościół nie jest dla siebie, ale jest dla Chrystusa.

Służba, służalczość, służbista...


Chrześcijańskie rozumienie służby jest czymś większym niż przesłanki czysto humanistyczne, sięga głębiej. Czyni człowieka podobnym do Boga, nie dlatego, że jest w nim tylko ludzka potrzeba służenia drugiemu, ale dlatego, że jest to element, który upodabnia nas do Stwórcy na wzór miłości. Służyć drugiemu to znak wdzięczności za Bożą miłość.
Syn Boży nie pełnił własnej woli, ale wypełniał wolę Boga. Dramat napięcia człowieka między władzą a służbą jest brakiem posłuszeństwa. Tak jak atak szatana, jego sprzeciw: "nie będę służył", był całkowitym odwróceniem się od Boga. To, co charakteryzuje Kościół to jest jego rola służebności.
Kościół wspólnota bosko-ludzka, kawałek nieba na ziemi, ludzka strukturą i ziemską organizacją, posiadającą rzeczy materialne i jak każdy - posługujące się pieniędzmi. Ta rozpiętość między Bogiem a człowiekiem skłania go do służby, a nie do władzy. Patrząc na pozycję Kościoła w wymiarze jego sakralności dobrze rozwiniętym, należałoby bardziej pochylić się nad tworzeniem dzieł służebnych. Chrystusowa służba jest nierozerwalnie związana z głoszeniem Słowa Bożego, przepowiadaniem Królestwa Bożego. Drogą Kościoła jest człowiek, dlatego Kościół, służąc Bogu, ma jednocześnie służyć człowiekowi w porządku działania. Nie ma konfliktu między miłością do Boga i człowieka. Są to tylko dwa różne porządki. Kościół służy Bogu, przekładając tę służbę na człowieka. Źródłem jest Bóg, a nie przesłanki humanitarne. W pierwszej kolejności należy przekazywać Boga w Jego słowie i w sakramentach. Ludzie bardziej potrzebują Boga, niż środków materialnych. Charytatywna rola Kościoła jest więc wtórna. Najpierw należy dawać Boga. Czasami powstają jednak napięcia, zwłaszcza patrząc na niektóre budujące się nowe świątynie, zamiast przeznaczać te środki na pomoc biednym. Zapominając o pierwszorzędnym, już wspomnianym zadaniu Kościoła: budowanie wiary i nadziei. Umieć ofiarować siebie, tak jak Jezus, który daje całego siebie. Służba w Kościele ma zatem wymiar również ewangelizacyjny. Wielkim argumentem za właściwą misją Kościoła jest jego służba drugiemu człowiekowi. Pamiętamy w Dziejach Apostolskich, że pierwszą rzeczą, na jaką zwrócili uwagę poganie patrząc na pierwszych chrześcijan, była ich wzajemna miłość i służba. Ona również dla wielu współczesnych ludzi staje się światłem na drodze do Chrystusa. Konkretna służba Kościoła wynika z postulatu służby Bogu, a jednocześnie człowiekowi.

Ubóstwo - nie nędza


Wolność jest wtedy, jeśli człowiek jest dla innych, a nie wtedy, gdy mu służą. W czasach biblijnych służba była czymś upokarzającym, poniżającym. Sługa niemalże równoznaczny był z niewolnikiem, pozbawiony wszelkich praw. Relacje te naprawia dopiero Jezus Chrystus. Według Ewangelii Mateuszowej, orędzia Pawłowego i Apokalipsy jesteśmy bogaci, kiedy ogołacamy się z tego, co mamy. W Kościele służba i ubóstwo powinny przenikać się, bo tylko Kościół ogołocony może najlepiej służyć, rozpoznając przy tym i rozumiejąc potrzeby innych. Kościół zjednoczony z Bogiem odrywa się od tego, co materialne. Można posiadać wiele i być ogarniętym nędzą posiadania. Ludzie ubodzy to też dziś kategoria ludzi młodych, ubogich, zagrożonych, często przekreślanych, pozbawionych nadziei i często bez szans na rozwój. Współczesny człowiek, często bogaty w swoim życiu, jest jednocześnie ubogi egzystencjalnie. Jawi się tu wymiar głęboko duchowy - przestrzeń, która przekonuje, że nie wszystko od nas zależy. Egzystencjalna owa przestrzeń rodzi wolność dla jednych a dla innych przestrogę. Tu rodzi się refleksja, jakimi środkami i sposobami należy służyć ubogim.
Względy antropologiczne: przez ubóstwo stajemy się wolni od trosk. Nauka o dobroczynności, jałmużnie głosi, iż winno czynić miłosierdzie nawet niesprawiedliwym (bo w nich też jest pierwiastek Boży). Bycie życzliwym jest też obrazem natury Boga. Ubóstwo daje wolność. Wolność od rzeczy materialnych nie prowadzi do ubósta duchowego. Takie ubóstwo nie oznacza nędzy, życia w bezdomności. Bezdomność to stan zapomnienia przez innych. Owi inni często traktują bezdomnych z wrogością. Jako ludzi, z którymi nie trzeba się liczyć. Dla błogosławionej Teresy ludzie biedni są "wielkimi ludźmi", ponieważ oni - biedni tego świata, mają jedną wielkość - są "Chrystusem pod maską ubóstwa". Dlatego ludzi biednych nie można traktować jak "kosze na śmieci", dając im wszystko, co nam zbywa. Bezdomność duchowa jest brakiem sumienia, brakiem takich wartości jak współczucie, litość.

Jaka diagnoza?


W krajach wysoko rozwiniętych umiera więcej ludzi z braku duchowego życia, z braku miłości. Zatem w rzeczywistości biedny jest każdy człowiek, który nie wyzwoli się z własnego ja. Co więc jest prawą miarą: więcej czy mniej, jaka więc powinna być skala, taka sama, czy może inna dla każdego? Gdzie jest punkt zerowy, gdzie nie ma za dużo ani za mało, aby było dobrze? Pewien franciszkanin, urzędnik kurii rzymskiej w spotkaniu ze świętym Franciszkiem wyznał, gdy ten do niego przybył, że jest złym mnichem. W odpowiedzi na pytanie swego przełożonego, dlaczego tak jest, ten zaczął mu wyliczać swoje dobra, które posiadał. Na to święty odpowiedział: masz tyle samo, ile jesteś winien.
Człowiek często sam sobie stwarza problemy, usprawiedliwiając się tym lub tamtym. To nie jest droga. Wybór posłuszeństwa bezwarunkowego - to jest droga właściwego działania. Można więc powiedzieć, że duch służby i ubóstwa jest wiernością Bogu. Brak tego ducha powoduje brak dialogu, co w konsekwencji prowadzi często do zniechęcenia, co z kolei wpływa na opinię ludzi. W tej strukturze relacji warto zwrócić uwagę na powołanie, które nie jest dane tylko raz, lecz stale. Bóg powołuje Kościół stale. W powołaniu się uczestniczy, a nie je wykonuje. W czasach tak wielkich rozbieżności można powiedzieć, że ubóstwem świat jest nieuleczalnie chory, albo nim pobłogosławiony. Jak niewolnicy kierują się lękiem, najemnicy myślą o nagrodzie, tak przyjaciele kierują się bezinteresownością na zasadzie współodczuwania. Ojciec Święty powiedział: "Kościół pamięta o was, Kościół czeka na wasze świadectwo, by światu pokazać, czym jest miłość".
Błogosławiona Teresa z Kalkuty, mówiąc o ubóstwie, w sposób znakomity połączyła teorię z praktyką służby "biednym z najbiedniejszych". Dlatego pozostawiła nam najdoskonalsze świadectwo realizacji ubóstwa wobec bliźniego. Ubolewała, że ludzie zachodu często z nią fotografowali się, ale prawie nikt z nich nie poświęcił urlopu, aby pracować dla ubogich. Ta wstrząsająca opinia o nas ludziach świata zachodniego, powinna być wyrzutem sumienia.
Matka Teresa z Kalkuty pozwoliła nam zrozumieć pierwsze błogosławieństwo ewangeliczne: "Błogosławieni ubodzy duchem" (Mt 5,3). Ukazując teologię ubóstwa, zwróciła uwagę na trzy jego stopnie: nie posiadać rzeczy, nie posiadać siebie samego, czyli żyć dla Chrystusa we wszystkim, czym żyje i oddać się w posiadanie innym i Bogu. Jest to ubóstwo radykalne i dające radość, które utożsamia nas w doskonały sposób z Chrystusem ubogim. Chodzi więc o osiągnięcie tej umiejętności, aby miłować ubóstwo i ubogich oraz radośnie służyć im w pełnym oddaniu się Chrystusowi. Tylko wtedy tak naprawdę Kościół będzie Kościołem ubogich, kiedy oni będą w Nim czuć się jak w domu.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki