O czym rozmawiasz sam ze sobą?

Choć zwykle o tym nie myślimy, to najczęstszym i najwierniejszym rozmówcą każdego człowieka jest on sam. Wiele godzin każdego dnia spędzamy, rozmawiając sami ze sobą, komentując napotkane wydarzenia, zanurzając się we wspomnieniach, zadając sobie pytania i rozwiązując problemy. Nazywa się to monologiem wewnętrznym.



Pani Marta wiele myśli o swojej córeczce. Gdy jest w pracy,...
Czyta się kilka minut
Choć zwykle o tym nie myślimy, to najczęstszym i najwierniejszym rozmówcą każdego człowieka jest on sam. Wiele godzin każdego dnia spędzamy, rozmawiając sami ze sobą, komentując napotkane wydarzenia, zanurzając się we wspomnieniach, zadając sobie pytania i rozwiązując problemy. Nazywa się to monologiem wewnętrznym.

Pani Marta wiele myśli o swojej córeczce. Gdy jest w pracy, wyobraża sobie, jak jej pociecha bawi się w przedszkolu. Przypomina sobie, co maluszek mówił rano, planuje popołudnie. Także w chwilach, gdy jest jej ciężko, myśli: "Wytrwaj, to dla Marzenki", a także: "Co z tego, że teraz jest ciężko, mam cudowną córeczkę!".

Pani Joanna również często rozmyśla o swojej córeczce. Gdy jest w pracy, zastanawia się, czy dzieci w przedszkolu przypadkiem maluszkowi nie dokuczają. Czytając o ptasiej grypie, od razu zastanawia się, czy dotrze ona do Polski. Martwi się, że dzieci szybko łapią choroby. W ciężkich chwilach myśli: "Jeżeli stracę pracę, to co wtedy się stanie z Wiktorią? Za co ją utrzymamy?".

Czym jest monolog wewnętrzny?

Treść rozmowy wewnętrznej odzwierciedla sposób, w jaki traktujemy samych siebie i otaczający nas świat. Monolog wewnętrzny może być pełen zaufania i wiary albo nieufności i zmartwień, może koncentrować się na zagrożeniach lub szansach, na klęskach albo sukcesach, może dodawać otuchy lub odbierać nadzieję. Jesteśmy tak przyzwyczajeni do monologu wewnętrznego, że zwykle nie zwracamy na niego uwagi. Jednak jesteśmy w stanie skupić się na nim i uświadomić sobie, co mówimy sami do siebie.

Umiejętność rozmowy z samym sobą

Ludzie rzadko starają świadomie i celowo wpływać na to, co sami do siebie mówią. Rezultatem jest nawykowy, odruchowy sposób myślenia o sobie samym i zdarzeniach, których doświadczamy. Jeżeli więc ktoś z przyzwyczajenia szuka w każdym doświadczeniu powodów do zmartwień i dowodów na to, że sobie nie radzi, zamyka się w błędnym kole złego samopoczucia. Co więcej, nie uczy się radzić sobie z problemami, lecz się nimi przytłacza.

Jak pracować nad mową wewnętrzną?

Chociaż treść wewnętrznego monologu zależy w dużej mierze od tego, co akurat robimy, jednak pewna treść się w nim powtarza. Warto przez kilka dni w świadomy sposób prześledzić swoje myślenie i zanotować często powtarzające się myśli. Mogą być one dwojakiego rodzaju.

Gdy przeanalizujesz swoje myśli, do Ciebie będzie należał wybór. Możesz w każdej chwili swojego życia zamartwiać się realnymi i potencjalnie czyhającymi w przyszłości zagrożeniami, tak jak pani Joanna. Możesz skupić się na tym, co jest pod twoją kontrolą i cieszyć się tym, co dobrego zdarza się aktualnie - jak pani Marta. Jeżeli zdecydujesz się na drugą opcję - polecam skupienie się przez co najmniej kilka dni na świadomej analizie własnego monologu wewnętrznego i zastąpienie myśli negatywistycznych bardziej konstruktywnymi.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 12/2004