Popularne powiedzonko głosi, że "nafta rządzi światem". W dążeniu do kontroli nad zasobami ropy i gazu wywoływano dziesiątki wojen. Handel tymi surowcami zajmuje najważniejszych polityków, a spory o rafinerie i rurociągi wywracają rządy i prowokują zamachy...
Popularne powiedzonko głosi, że "nafta rządzi światem". W dążeniu do kontroli nad zasobami ropy i gazu wywoływano dziesiątki wojen. Handel tymi surowcami zajmuje najważniejszych polityków, a spory o rafinerie i rurociągi wywracają rządy i prowokują zamachy stanu. Z najbliższych okolic Polski wypada przypomnieć, że masakra Czeczenii przez wojska rosyjskie bierze się przede wszystkim z tego, że przez Grozny przebiegają najważniejsze rurociągi łączące Rosję z Azerbejdżanem. A jeszcze bliżej - walka o prywatyzację litewskiej rafinerii naftowej w Możejkach (monopolisty na rynku Państw Bałtyckich) spowodowała w Wilnie dwa kryzysy rządowe w ciągu ostatniego pięciolecia.
Przyznam, że zwykle rozmowę o rynku nafty i gazu w naszym regionie świata rozpoczynam od przypomnienia dokumentu w Polsce rzadko czytanego - "Założeń polityki zagranicznej Federacji Rosyjskiej". Dokument sporządzony przez formalnie niezależną Radę ds. Polityki Zagranicznej jest w rzeczywistości zestawem założeń dosyć konsekwentnie wprowadzanych w życie. I jednym z jego najważniejszych założeń jest stwierdzenie, iż handel surowcami energetycznymi jest narzędziem polityki państwowej Rosji.
Rok po roku, obserwując działania rosyjskie na tym rynku, możemy przekonać się, jak ogromny jest stopień upolitycznienia rosyjskiej gospodarki. Bronią w tej polityce okazują się gaz, ropa naftowa, a także - o czym zapominamy - handel paliwem do elektrowni atomowych oraz energią elektryczną. Do niedawna Rosjanie sami byli podzieleni - z jednej strony działały "stare" układy z epoki Jelcyna skupione wokół Gazpromu i Łukoilu, z drugiej młode wilki zaprzyjaźnione z Kremlem: Chodorkowski, Lebiediew, Czubajs, Abramowicz. Walka pomiędzy nimi nie przypominała wcale szarpaniny buldogów pod dywanem. Była wręcz otwarta. Otwarcie również obie grupy montowały sympatyczne sobie frakcje w ekipach rządzących i zarządach partnerskich spółek. Czasami dochodziło do walki wręcz. W Polsce podczas sporu o prywatyzację Rafinerii Gdańskiej oraz Orlenu obie grupy stanęły z otwartą przyłbicą. Podobnie, do wewnątrzrosyjskiej bijatyki doszło przy przejmowani litewskiej Rafinerii Możejki. Kreml, czyli grupa współpracowników prezydenta Putina wywodzących się ze służb specjalnych, był coraz bardziej zaniepokojony i zniecierpliwiony. Wreszcie postanowił wkroczyć, uznając, że decyzje polityczne nie mogą być przedmiotem przetargów pomiędzy oligarchami.
Rurociągi uzależnienia
Dla Polaków nie jest to dobra wiadomość. Gra na rynku paliw i energii jest grą niesłychanie skomplikowaną i finezyjną. Obecnie rządząca ekipa rozumuje niesłychanie prosto. Tu ustąpić, tu zarobić, suwerennością energetyczną państwa przejmuje się umiarkowanie. Pomysł wyprzedaży gazociągów, który został publicznie zgłoszony przez prezesa PGNiG, jeży włosy na głowie. Jak powiedział jeden z ekspertów branży gazowej, przypomina to ideę sprzedaży silnika od samochodu, którym chce się dalej jeździć. A doprowadzono do sytuacji dramatycznej - zapasy gazu nie są uzupełnione, kontrakty zaniżone w stosunku do naszych potrzeb, zaś sama firma stanęła na granicy bankructwa, zagrożona koniecznością wykupu obligacji za 800 milionów euro. Nie chciałbym być złym prorokiem, ale w ciągu paru miesięcy może się okazać, że jedynym chętnym do zakupu firmy okaże się rosyjska mafia, z którą już teraz PGNiG podpisuje umowy na interwencyjny zakup gazu. Po cenie, dodajmy, jakiej nikt w Europie nie płaci. A w gruncie rzeczy może być jeszcze gorzej. Bo firma kierowana przez ludzi znajdujących się na czele list przestępców poszukiwanych przez amerykańską FBI nie jest wcale mafijna. Najczęściej okazywało się, że firmy te w rzeczywistości są tak zwanymi przykrywkami dla działania rosyjskich służb specjalnych. Te zaś stanowią fundament obecnej władzy w Federacji Rosyjskiej.
W ten sposób wracamy do początku. Rosjanie od dawna zmierzali do przejęcia monopolistycznej kontroli nad rynkiem paliwowym Europy Środkowej. Obserwujemy właśnie, jak za pomocą instrumentu gazowego pozbawiana jest resztek niepodległości Białoruś Aleksandra Łukaszenki. Od kilku lat, przy użyciu wszystkich czterech elementów szantażu energetycznego, Moskwa paraliżuje samodzielność Ukrainy. I nigdy nie zrezygnowała z zastosowania tego instrumentarium wobec Polski, Litwy czy Węgier. Tutaj jest trudniej, ale nie znaczy to, że nie trzeba próbować. Niefrasobliwość ekipy Leszka Millera doprowadziła do tego, że porzucono rozmowy z Norwegią - jedynym partnerem mogącym zagwarantować Polsce gazową niezależność. W konsekwencji płacimy Rosjanom coraz więcej za coraz bardziej nieregularne dostawy gazu. Na dodatek, do negocjacji wysłano prawem kaduka drużynę Marka Pola, który ma na koncie bardzo niedobre umowy dotyczące gazociągu jamalskiego. Prawem kaduka, ponieważ konstytucyjnie za politykę energetyczną Polski odpowiada minister gospodarki, czyli Jerzy Hausner. Dlaczego wielki budowniczy autostrad ma się tym zajmować, wie pewnie tylko Leszek Miller.
Buldogi pod kremlowskim dywanem
Dotychczas jakieś pole gry tworzyła dla nas sytuacja konfliktu wewnątrzrosyjskiego. Ale w ubiegłym tygodniu prezydent Putin postanowił osobiście zaopiekować się sektorem energetycznym. Aresztowanie Michała Chodorkowskiego, szefa firmy Jukos, miliardera i do niedawna pupilka Kremla, a potem horrendalne w gospodarce rynkowej zajęcie większości akcji Jukosu przez prokuraturę to sygnał, że dość zabaw, panowie. Rosja wraca w stare koleiny gospodarki całkowicie podporządkowanej celom politycznym.
Nie jest to sytuacja nowa. Cała historia nowożytna Rosji była czasem - użyję brzydkiego określenia - zamordyzmu przeplatanego co kilkanaście lub kilkadziesiąt lat okresami większej wolności, zwanymi przez Rosjan "pieredyszkami". Aresztowanie Chodorkowskiego kończy epokę pieredyszki zapoczątkowanej przez Gorbaczowa i kontynuowanej przez Borysa Jelcyna. Tak jak swój koniec miał NEP, jak szybko skończyła się "odwilż" za Chruszczowa, tak i teraz, krok po kroku, zostały zlikwidowane zalążki demokracji. Najpierw Kreml przejął telewizję, likwidując niezależne kanały, takie jak NTV I, przy okazji pozbywając się oligarchów A. Gusińskiego oraz Borysa Bierezowskiego. Potem zlikwidowano (m.in. przy pomocy Gazpromu) niezależną prasę, uderzono w ośrodki badania opinii publicznej i na koniec postanowiono uderzyć w grupkę oligarchów pragnących ocalić resztki samodzielności.
Jak mówiłem, Chodorkowski był pupilkiem Kremla. Partnerzy zagraniczni słyszeli wprost od rosyjskich dyplomatów, że interesy należy robić właśnie z Jukosem, a nie z Łukoilem. Oligarcha podróżował po świecie z prezydentem Putinem. Był hołubiony na salonach politycznych USA. I jako młody człowiek wziął na serio zapewnienia, że wprawdzie pierwszy milion dolarów trzeba ukraść, ale następne należy zarabiać uczciwie. Wobec tego wraz z przyjaciółmi zaczął domagać się wprowadzenia w Rosji uczciwych zasad gospodarki rynkowej. Tego politycy nie mogli znieść. Najpierw Chodorkowskiego namawiano do tego, by się podporządkował dyrektywom płynącym z Kremla. Nie chciał. Namawiano go do emigracji - nie chciał. No to w końcu posadzono go za kratkami w moskiewskim więzieniu Matroska Tiszyna. A akcje firmy - podobno całkiem prywatnej - "zaaresztowano".
Putinowi nie będzie łatwo sparaliżować działalności Chodorkowskiego, bo przewidując, co się stanie, powiązał Jukos z wieloma partnerami zagranicznymi. Ale determinacja Kremla jest wyraźna. Podobnie jak wyraźny jest sygnał dla obywateli: zapomnijcie o wolności. Będzie normalnie. Czyli tak, jak przez ostatnie dwieście lat.
Jako członkowie NATO i Unii Europejskiej przyglądamy się walkom o władze w Rosji zdecydowanie spokojniej niż parę lat temu. Ale pamiętajmy, że - jak mawiał Lech Wałęsa - nic nie jest przesądzone raz na zawsze. Dlatego sygnały o energetycznym szantażu i aktywność rosyjskich koncernów na naszym rynku musimy traktować jak zjawisko polityczne. I dmuchać na zimne, bo w przeciwnym razie decyzje o tym, kto kogo zaaresztował w Rosji, a kto rządzi w Moskwie, będą dla nas wiadomościami wpływającymi na codzienne życie. Tego zaś nie chcemy. I mam nadzieję, że nie chce tego także Leszek Miller.
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!













