Klimat spotkania był niesamowity - odbywało się ono w zacienionym, niskim pomieszczeniu o zamkniętych oknach, płonęły liczne świece ustawione na pianinie i wokół niego, publiczność siedziała, gdzie tylko było miejsce.
Poetę przywołały jego recytowane utwory.
Pan Idziak, aktor z Teatru Polskiego, zaprezentował "Żyda z Wesela", a w mojej pamięci odżyła sylwetka Pana Romana przybliżającego okoliczności, w jakich doszło do napisania tego opowiadania. Z kolei młodzież recytowała różne wiersze, śpiewała i grała na instrumentach charakterystycznych dla ziemi Izraela. Najtrudniejsze do wysłuchania (dla mnie) były wiersze napisane po odejściu pani Reny - żony poety.
Było to kilkanaście lat wcześniej, gdy po śmierci mojej mamy przygnębiona szłam do pracy. Spotkałam pana Brandstaettera przed domem. "Wie pani, ludzie Starego Testamentu po śmierci swoich bliskich ubierali się odświętnie i zbierali przy stole, śpiewali i tańczyli, gdyż zmarły znalazł się w obliczu Pana" - powiedział wtedy. Po zgonie pani Reny przypomniała mi się ta sytuacja. Nie miałam jednak odwagi do niej nawiązać, gdy po powrocie ze szpitala, z pozornym spokojem, opowiedział o Jej odejściu... Tak więc najpierw słyszałam, później przeczytałam - "Psalmy żałobne o śmierci mojej żony".
Dobiegała część artystyczna, przygotowana przez łejerowskich uczniów. Zaczęłam coraz niespokojniej myśleć, o czym ja mam za chwilę mówić. Na wstępie zastrzegłam, że to, czym się chcę podzielić, jest moim osobistym wspomnieniem i przemyśleniem, z którym można się zgodzić lub nie.
Państwo Brandstaetterowie nie od razu po powrocie do Polski (po II wojnie światowej spotkali się w Rzymie) zamieszkali w Poznaniu. Najpierw było Zakopane.
Pan Roman z humorem wspominał, jak do ślubu szedł w pożyczonych rzeczach, bo sam miał tylko wojskowy mundur. Jeszcze z marynarką nie było tak źle, ale z butami wręcz dramatycznie, bo "piły jak cholera...".
Zdarza nam się spotkać w życiu ludzi niezwykłych - czasem się nie wie o tym, a czasem - gdy się ma tego świadomość - nie znajdujemy chwili, by zapisać, zatrzymać w pamięci. Jakże dzisiaj żałuję, że nie notowałam rozmów, których byłam świadkiem lub uczestnikiem...
Brandstaetter był wielkim człowiekiem, również dosłownie - pod względem wzrostu. Gdy z żoną szli na spacer na pobliską Cytadelę, zwykle pani Rena kroczyła nieco z tyłu.
Pykający fajkę, pan Roman od czasu do czasu zatrzymywał się i patrzył - z czułością i radością - na drobną sylwetkę swojej żony. Niejeden raz mogłam dostrzec owo spojrzenie...
Któregoś wieczoru staliśmy w korytarzu mieszkania państwa Brandstaetterów. Właśnie ukazała się w księgarniach książka "Jezus z Nazarethu". Nawiązując do niej, wtrąciłam w słowa pożegnania: "Pani była pierwszą, która ją poznała". Na to pan Roman: "A pani skąd to wie?". Wyjaśniłam, że późnym popołudniem, gdy siedziałam sama w mieszkaniu nad zeszytami, słyszałam autora "Jezusa z Nazarethu" czytającego kolejne fragmenty książki.
Aby dowieść, że mówię prawdę, opisałam, kiedy i jak zasiada do pracy w swoim pokoju, pod którym piętro niżej mieściła się nasza sypialnia... Zdziwił się Brandstaetter, zaś efektem tej rozmowy był zakup nowych i to filcowych pantofli, abym się w nocy nie budziła, kiedy On zabierał się do pracy.
Pani Rena była nie tylko pierwszą słuchaczką, czy może nawet recenzentką utworów męża, ale przede wszystkim wielbicielką jego talentu. Wierzyła, że mąż dostanie Nagrodę Nobla (skończyło się na Nagrodzie Herdera). Ta wiara dodawała siły panu Romanowi i łagodziła wiele trudności, z jakimi się zmagał (nie był przecież pisarzem łatwym dla ówczesnej rzeczywistości, nie szedł z prądem). Była natchnieniem i tłem - nie wysuwała się na pierwszy plan - cichą i wierną towarzyszką, kochającą i kochaną. Oboje stanowili piękną parę małżeńską, którą nieczęsto się na co dzień spotyka.
Sąsiedztwo, a zwłaszcza trójkę naszych dzieci, nie zawsze można było nazwać spokojnymi i cichymi chłopczykami, a w domu mieszkały jeszcze inne dzieci. Żeby wyciszyć krzyki i wrzaski oraz zdobyć ciszę potrzebną do pracy, Brandstaetter szukał różnych rozwiązań, np. kazał wojłokiem obić od wewnątrz drzwi swego mieszkania. Nigdy jednak nie skarżył się na hałas dobiegający z klatki schodowej czy podwórza.
Wiedziałam, kiedy szedł po schodach, chociaż nie musiałam go słyszeć lub widzieć - przecież nikt w naszym budynku nie palił fajki! I tak wonnej fajki...
Dla poratowania zdrowia pani Reny, Brandstaetterowie wyjeżdżali do czeskiego sanatorium. Dla dzieci było to niezwykłe przeżycie. Przed okna naszego parterowego mieszkania zajeżdżało auto, do którego szofer znosił walizy, potem schodził pan Roman z laską i nieodzowną fajką oraz pani Rena z maleńką walizeczką, w której były lekarstwa. Któregoś razu chłopcy, stojąc przy otwartym oknie, z uwagą obserwowali przygotowania do wyjazdu i gdy pan Roman pojawił się koło auta, najmłodszy zawołał: "Pan Blankstetel"! Na to Brandstaetter, szeroko uśmiechając się, powiedział: "Jak się masz, młody Polaku?" Malec odparł: "Dobrze, a pan?".
Pan Roman chętnie rozmawiał z młodymi sąsiadami przy różnych okazjach. Zdarzyło się, że starszy syn miał pewne wątpliwości związane z opisem przejścia Żydów przez Morze Sitowia i udał się piętro wyżej z prośbą o wyjaśnienia. Ku naszemu zaskoczeniu owo zdarzenie zostało potem opisane w "Kręgu biblijnym".
Tu dochodzimy do jeszcze jednej refleksji. Roman Brandstaetter był Żydem, z czego był dumny, ale był także Polakiem i związek z Polską silnie odczuwał. Z domu wyniósł umiłowanie Biblii, swojej duchowej Ojczyzny - jak to później wyraził w jednym ze swoich wierszy. W rodzinie otrzymał staranne wychowanie, a studia na Uniwersytecie Jagiellońskim uwieńczył pracą doktorską poświęconą Mickiewiczowi, jako krytykowi literackiemu w okresie wileńsko-kowieńskim.
Zostawiając analizę twórczości Romana Brandstaettera kompetentnym osobom, można chyba powiedzieć, że pisał nie tylko dla osób wybranych, ale dla każdego. W jego utworach czytelnik może dostrzec odblaski własnych zmagań z życiem w drodze do ostatecznego celu.
Autor "Kręgu biblijnego" ukazał chwile przełomu, którym było jego "przejście" ze Starego do Nowego Testamentu. Ta scena przypomina inne wydarzenie sprzed wieków, rozgrywające się na drodze do Damaszku. Szaweł, także zdolny i starannie wykształcony Żyd, faryzeusz, w jednym momencie z wroga przemienił się w wyznawcę Jezusa Chrystusa i dla Niego zginął.
Zarówno pierwsze, jak i drugie zdarzenie nie jest łatwe do wyrażenia w słowach i pewnie dlatego pan Roman, odpowiadając Jankowi, zacytował zdanie Seneki: "Bóg działa za pomocą środków niekiedy, wydawało by się, bardzo odległych od naszego pojęcia o bliskości". Środków odległych, ale przecież możliwych do osiągnięcia...
Trudno mi dzisiaj powiedzieć, jak długo (bo nie była krótka) trwała rozmowa pana Romana z moim synem, ale zostawiła w jego pamięci ślad. Po latach, gdy został radnym osiedla Winogrady, przeforsował projekt zmiany nazwy jednej z ulic na ulicę Romana Brandstaettera.
W mojej pamięci pan Roman pozostał jako człowiek głębokiej wiary, dobry, czuły mąż i przyjaciel pani Reny, wrażliwy twórca, mistrz polskiego słowa, ze świętym Pawłem w tle.
A co zostanie w pamięci łejerowskiej publiczności? Mam nadzieję, że w jej młodych sercach też jakiś kącik znajdzie patron ulicy, przy której mieści się przecież szkoła Łejerów...
Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją
Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.
W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:
- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;
- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.
Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.
Masz konto? Zaloguj się
Subskrypcja miesięczna

Tylko teraz otrzymujesz czternastodniowy bezpłatny dostęp testowy do serwisu internetowego Przewodnika Katolickiego. Po jego zakończeniu płacisz jedynie 19,90 zł miesięcznie!
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!
Subskrypcja roczna

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.
Koszt rocznej subskrypcji przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.
↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!







