Być może niejeden Czytelnik, który czytał mój ostatni artykuł o Ignacym Daszyńskim, patrząc na tytuł sugerujący fundamentalną rolę lewicy demokratycznej w skutecznej odbudowie polskiej państwowości jesienią 1918 roku, pomyśli: a cóż to za lewak zalągł się w gronie autorów szacownego, katolickiego pisma? Cóż, mój stosunek do epitetu „lewactwo” i zawłaszczeniu przez prawicę pojęcia „patriotyzm” wyjaśniłem już tydzień temu i nie chcę się tutaj powtarzać, pragnę jednak jasno pokazać, jak odległe od jakichkolwiek konotacji partyjnych były zasługi dla Niepodległej. Lewica niepodległościowa Józefa Piłsudskiego, Daszyńskiego, Stanisława Thugutta, Jędrzeja Moraczewskiego, Leona Wasilewskiego i wielu innych miała ogromne znaczenie, zarówno dla utworzenia suwerennych organów polskiej władzy w listopadzie 1918 roku, jak również dla obrony młodego i słabego państwa przed rewolucją.
Wokół nastroje rewolucyjne
Przypomnijmy tamte dni. Od roku w Rosji sprawują władzę bolszewicy, a ich przykład wzmacnia rewolucyjne skłonności w wyczerpanych wojną krajach Europy centralnej i zachodniej. Niemcy, przytłoczone klęską i kompromitacją elit cesarstwa, pogrążają się w chaosie. Kajzer ucieka, socjaldemokraci proklamują republikę (zwaną później weimarską) i podpisują 11 listopada 1918 roku kapitulację. Działania rewolucyjne, inspirowane przez komunistów ze Związku Spartakusa, wciąż się wzmagają. Berlin i wiele niemieckich miast są areną demonstracji i walk ulicznych. W Bawarii na pewien czas udaje się nawet stworzyć Bawarską Republikę Rad. Kraj leżący w sercu Europy zdaje się stać na krawędzi przepaści bolszewickiej anarchii. Także w innych krajach Europy, szczególnie tych, które znalazły się w gronie przegranych i stanęły wobec dyktatu zwycięzców, rosły nastroje rewolucyjne. Na Węgrzech, do niedawna części monarchii Habsburgów, bolszewicy zdobywają władzę, powstaje Węgierska Republika Rad z fanatycznym bolszewikiem Belą Kunem na czele. Czy to, co dzieje się wokół ziem polskich, mogło pozostać bez wpływu na nastroje polskiego społeczeństwa? Oczywiście nie!
Po zakończeniu I wojny światowej sytuacja gospodarcza ziem polskich była bardzo trudna. Panowały bezrobocie, drożyzna i niedobory żywności. Robotnicy organizowali strajki i demonstracje, domagając się wyższych wynagrodzeń, krótszego czasu pracy oraz poprawy warunków życia. Wystąpienia te wynikały zarówno z trudnej sytuacji materialnej, jak i z rosnącego przekonania, że należy zmienić dotychczasowy porządek społeczny. Jednym z wielu przykładów tej radykalizacji była tzw. republika tarnobrzeska. W listopadzie 1918 roku w okolicach Tarnobrzega doszło do wystąpień robotniczych i chłopskich, które doprowadziły do powstania tej swoistej formy rewolucyjnej władzy. Ruchowi przewodzili radykalni działacze, m.in. Tomasz Dąbal i ks. Eugeniusz Okoń. Chłopi domagali się reformy rolnej, sprawiedliwszego podziału ziemi i poprawy swojej sytuacji ekonomicznej. W niektórych miejscowościach przejmowali władzę lokalną. Ruch ten miał charakter radykalny społecznie i stanowił przykład dążeń do gruntownej zmiany stosunków na wsi. Trudno doszukać się w nim skłonności jednoznacznie bolszewickich, był jednak przejawem anarchizacji – tej samej, która zaledwie przed rokiem przywiodła Lenina i Trockiego do władzy w Rosji.
Robotnicze protesty i słabość państwa
U schyłku 1918 roku wiele grup społecznych oczekiwało nie tylko odzyskania niepodległości, lecz także zasadniczych zmian społecznych i gospodarczych. Nie tylko robotnicy domagali się lepszych warunków pracy, chłopi oczekiwali reformy rolnej oraz ograniczenia wpływów wielkich właścicieli ziemskich. Popularność zyskiwały idee socjalistyczne i ludowe, umiejętnie starali się to wykorzystywać agitatorzy skrajnej, komunistycznej lewicy. Pod koniec 1918 roku powstała Komunistyczna Partia Robotników Polski (KPRP), odtąd nie mogło być już wątpliwości, że socjalistyczny, patriotyczny i demokratyczny socjalizm spod znaku PPS nie miał już nic wspólnego z komunistycznymi, antypolskimi działaniami skrajnej lewicy. Istotną cechą programu KPRP był sprzeciw wobec niepodległej Polski jako państwa kapitalistycznego. Przywódcy tej partii uznawali, że walka klasowa i międzynarodowa rewolucja proletariacka są sprzeczne z budową państwa narodowego. W ich przekonaniu robotnicy powinni jednoczyć się ponad granicami państw i narodów, aby wspólnie doprowadzić do rewolucji socjalistycznej. Takie stanowisko odróżniało komunistów od większości polskich ugrupowań politycznych – również patriotycznej, demokratycznej lewicy niepodległościowej, które dążyły do umocnienia odzyskanej niepodległości.
Państwo było jednak słabe, jego struktury dopiero powstawały. Nie wszyscy, szczególnie chłopi, czuli się Polskami i solidaryzowali się z rodzącą się Niepodległą. Nie było w zasadzie wojska i policji, urzędów i administracji, jednolitego systemu walutowego, prawnego i edukacyjnego, a władza wciąż zdawała się „leżeć na ulicy”. Radykalizacja społeczeństwa łatwo mogła się w takich warunkach przerodzić w bolszewicką destrukcję, która zdławiłaby w zarodku rodzącą się niepodległość. Rozwój ruchów radykalnych budził niepokój wśród polskich elit politycznych i większości społeczeństwa. Obawiano się, że wydarzenia podobne do rewolucji rosyjskiej mogą doprowadzić do przemocy, destabilizacji państwa i utraty kontroli nad gospodarką. Dlatego polskie władze, które formowały się jesienią 1918 roku, musiały jednocześnie budować struktury niepodległego państwa i reagować na napięcia społeczne.
Wpływ rewolucji rosyjskiej, który wzmocnił protesty robotnicze na ziemiach polskich, wzmacniał też przekonanie, że masowe wystąpienia mogą doprowadzić do głębokich przemian politycznych. Ważnym ośrodkiem aktywności robotniczej była Łódź, gdzie rozwinięty przemysł włókienniczy skupiał liczną klasę robotniczą. Również w Warszawie i Zagłębiu Dąbrowskim silne były tradycje ruchu robotniczego. W regionach tych działalność prowadziły różne organizacje socjalistyczne, a pod koniec 1918 roku zaczęły rozwijać się również struktury komunistyczne. Wariant rosyjski był jak najbardziej prawdopodobny.
Społeczne oczekiwania
Popularność haseł rewolucyjnych stanowiło wyzwanie dla władz odradzającego się państwa polskiego. Jesienią 1918 roku należało jednocześnie tworzyć administrację, organizować wojsko, odbudowywać gospodarkę i rozwiązywać problemy społeczne. Radykalizacja części środowisk robotniczych pokazywała, że samo odzyskanie niepodległości nie wystarczało do spełnienia wszystkich oczekiwań. Entuzjazm wynikający z „wybuchu Polski”, jak wtedy mówiono, szybko wygasał. Wielu Polaków oczekiwało poprawy warunków życia – nie tylko suwerenności politycznej, ale również społecznej sprawiedliwości, a brak takich zmian mógł prowadzić do kolejnych protestów.
Władze musiały zatem brać pod uwagę zarówno potrzeby robotników, jak i zagrożenie destabilizacją państwa. Istotne znaczenie miało rozwijanie ustawodawstwa socjalnego, regulowanie warunków pracy i podejmowanie działań zmierzających do poprawy sytuacji gospodarczej. Należało odebrać komunistom rolę jedynego reprezentanta potrzeb ludu, przekonać, że można budować sprawiedliwą „ludową”, niepodległą Polskę bez rewolucji komunistycznej, antynarodowej i antypatriotycznej. Któż mógł to skutecznie uczynić? Narodowa prawica? Konserwatyści? Środowiska ziemiańskie? Oczywiście nie! Tylko rząd, który dawał szansę na spełnienie oczekiwań ludu, mógł wygasić rewolucyjne nastroje, uchronić kraj przed bolszewicką anarchią.
Rządowy manifest
Pierwszy rząd, który określił się jako przekraczający granice zaborów, powołany w Lublinie 7 listopada 1918 roku, miał być ponadpartyjny, reprezentować wszystkie najważniejsze formacje polityczne. Tak się jednak nie stało – powstał rząd lewicy niepodległościowej, a na jego czele stanął Ignacy Daszyński. Retoryka manifestu tego rządu była wielce radykalna. „Nad skrwawioną i umęczoną ludzkością wschodzi zorza pokoju i wolności. W gruzy walą się rządy kapitalistów, fabrykantów i obszarników, rządy militarnego ucisku, i społecznego wyzysku mas pracujących. Wszędzie lud pracujący dochodzi do władzy. I nie zaświta lepsza dola nad narodem polskim, jeżeli rdzeń i olbrzymia jego większość, lud pracujący, nie ujmie w swoje ręce budowy podwalin naszego życia społecznego i państwowego” – tak brzmiały pierwsze jego słowa. Później następowały konkretne zobowiązania: „przymusowe wywłaszczenie i zniesienie wielkiej i średniej własności ziemskiej i oddanie jej w ręce ludu pracującego pod kontrolą państwową; upaństwowienie kopalń, salin, przemysłu naftowego, dróg komunikacyjnych, oraz innych działów przemysłu; […] prawo o ochronie pracy, ubezpieczeniu od bezrobocia, chorób i na starość; […] wprowadzenia powszechnego, obowiązkowego i bezpłatnego świeckiego nauczania szkolnego”.
Retoryka manifestu zasadniczo nie różniła się od stosowanej przez komunistów. W środowiskach ziemiańskich i warstwach posiadających wybuchła panika – bolszewicy u władzy! Jednak to nie byli żadni bolszewicy, to byli patrioci używający radykalnego języka, ale rozumiejący, że w tym dziejowym momencie trzeba głosić program socjalistyczny, a jednocześnie niepodległościowy, patriotyczny, bo inaczej wszystko zmieść może niszcząca, nihilistyczna rewolucyjna fala. Takiego programu oczekiwali przedstawiciele ludu, inaczej posłuchaliby propagandy bolszewickiej. Jeśli rząd Daszyńskiego i późniejszy – Moraczewskiego, wdrażały te socjalistyczne hasła w życie, czyż potrzebna była rewolucja, bolszewicka destrukcja i anarchia? Rządy lewicy niepodległościowej w pierwszych miesiącach niepodległości skutecznie uspokoiły, skanalizowały radykalne aspiracje społeczeństwa i zapobiegły nieszczęściu rewolucji. To wielka, historyczna, choć nie zawsze dostrzegana, zasługa polskiej lewicy patriotycznej.
Sensowna alternatywa
Czy lewica ocaliła Polskę przed rewolucją? Nie w tym sensie, że samodzielnie powstrzymała nieuchronny marsz bolszewizmu. Nie ma dowodów, że taki scenariusz mógł się ziścić. Jednak polscy socjaliści-patrioci pomogli uczynić z niepodległości coś więcej niż zmianę flagi nad urzędami. Wprowadzili do debaty o nowym państwie pytanie o prawa ludu, demokratyczną reprezentację i społeczne koszty wolności. Być może właśnie w tym tkwi ich najważniejsza zasługa: nie tyle pokonali rewolucję, ile współtworzyli alternatywę, dzięki której walka o sprawiedliwość społeczną nie musiała oznaczać zniszczenia odrodzonej Polski. II RP, taka jaką się stała, nie spełniła nadziei demokratycznej lewicy, były w niej „rachunki krzywd”, o których pisał lewicowy poeta. Program rządu Daszyńskiego nie został wcielony w życie, zapewne nie było na to szans, ale być może uratował kraj przed nieszczęściem rewolucyjnej anarchii i dał szansę istnienia suwerennej Rzeczpospolitej.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.











