Przyprowadził cię tu Bóg

Najpierw trzeba pozwolić, żeby osoba uzależniona żyła programem AA, programem prawdy i miłości, a dopiero potem proponujemy, ale nie zmuszamy, żeby przyszła na mszę, medytację czy skorzystała z innych propozycji duszpasterskich – mówi ks. Leszek Woźnica, wieloletni duszpasterz osób uzależnionych na Świętej Górze.
Czyta się kilka minut
fot. Szymon/Adobe Stock
fot. Szymon/Adobe Stock

Jakie były początki Duszpasterstwa Apostolstwa Trzeźwości na Świętej Górze?

– Wiosną 1991 roku przyjechała do nas grupa uzależnionych z Poznania z prośbą, aby mogli się tu spotykać. Do tej pory jeździli na takie spotkania do Zakroczymia do ojców kapucynów, ale, jak wtedy tłumaczyli, to było dość daleko dla nich. Tymczasem Święta Góra jest znacznie bliżej, jest dom rekolekcyjny i chcieliby tu się spotykać. Nasi przełożeni pozytywnie odnieśli się do tej prośby i jesienią 1991 roku miało miejsce pierwsze spotkanie. Przyjechali uzależnieni nie tylko z Poznania, ale także z innych miejscowości, a nawet z Wybrzeża. Pamiętam, że podczas niedzielnej mszy św. jeden z uczestników dawał na ambonie świadectwo.

Jak to się stało, że to właśnie Ksiądz został ich duszpasterzem?

– Wyznaczyli mnie przełożeni. Na początku chodziło przede wszystkim o to, że ktoś musiał być opiekunem grupy, aby oni nie czuli się zagubieni, aby wszystko było odpowiednio przygotowane i aby w każdej chwili – gdyby zaszła taka potrzeba – wspierać ich podczas pobytu. Z czasem zaczęliśmy się lepiej poznawać, oni nabierali zaufania, zaczęły się rozmowy, prośby o indywidualne spotkania, spowiedź. Po jakimś czasie pojawiła się myśl, aby na Świętej Górze powstało duszpasterstwo dla ludzi uzależnionych i ich rodzin. Na początku niektórzy z nich podeszli do tego pomysłu z dużą rezerwą, jednak inni chcieli czegoś więcej. Chcieli czegoś bardziej religijnego – jakiejś konferencji, medytacji, opieki duszpasterskiej – i pytali, czy bym się nie podjął takiej roli. Ja na to, że po to jest Święta Góra. Przełożeni zgodzili się i duszpasterstwo zaczęło działać.

Podjęcie się prowadzenia duszpasterstwa wymusiło na Księdzu konieczność zdobycia bardziej fachowej wiedzy dotyczącej alkoholizmu?

– Niewątpliwie tak. Zacząłem jeździć na różne spotkania ludzi pracujących z uzależnionymi. Na początku popełniałem pewne błędy, np. ktoś przyszedł, dałem mu pieniądze, a okazało się, że on chciał je na picie. Z czasem nauczyłem się, że nigdy nie wolno dawać pieniędzy. Fachowcy wytłumaczyli mi, że jako człowiek i jako kapłan jestem wsparciem, ale na prośby o pieniądze należy asertywnie odpowiedzieć: nie, nie dostaniesz. Niewątpliwie te początki wiele mnie nauczyły, zresztą do dzisiaj się uczę, ale po tych 35 latach mam znacznie więcej doświadczenia i już tak łatwo nie można mnie podejść.

Obierając swoją kapłańską drogę na Świętej Górze, myślał Ksiądz o uzależnionych i pracy z nimi?

– Przyznam szczerze, że nigdy nie przypuszczałem, że będę duszpasterzem osób uzależnionych. W latach 80. byłem duszpasterzem ludzi Solidarności, także tych działających w podziemiu. Przemiany, jakie nastąpiły w Polsce po czerwcowych wyborach w 1989 roku, wprowadziły wiele nowego. Dla mnie tym nowym była właśnie propozycja zajęcia się uzależnionymi. Z czasem odkryłem, że jest mi bardzo dobrze z tymi ludźmi, że pewnie to bycie z nimi to jest dar z nieba dla mnie. Kocham ludzi, kocham siedzieć w konfesjonale i tam pomagać ludziom rozwiązywać ich problemy, a oni głównie tego oczekują od duszpasterza. Terapeutów i innych specjalistów mają na co dzień, ale potrzebują także czegoś innego. Księża, owszem, dadzą miejsce na spotkania, nawet przy niektórych parafiach są grupy AA, ale rzadko się bardziej angażują. Pomimo tego zawsze dziękuję księżom za to, że dają tym ludziom miejsce, gdzie mogą się spotykać. Niektórzy księża nawet przychodzą na te otwarte spotkania i to jest duży plus, ale dla większości to jest tabula rasa – nie wiedzą, o co w tym wszystkim chodzi.

Kto najczęściej sięga po alkohol i dlaczego?

– Na pierwszym miejscu jest to choroba lekarzy, na drugim miejscu prawników, a na trzecim duchowieństwa – takie są wyliczenia. W Polsce co dziesiąty ksiądz jest uzależniony od alkoholu, dlatego to jest także nasz problem, podobnie jak wszystkich grup społecznych. W naszym duszpasterstwie pojawiły się nawet dwie siostry zakonne, które też mają ten problem. Mogłoby się wydawać, że w tej grupie czegoś takiego nie ma, a jednak. Alkoholizm to jest choroba ucieczki. Lekarz ma problemy, prawnik ma problemy, ksiądz też ma problemy, szczególnie gdy nie umie stanąć przy Bogu i przy współbraciach, wtedy ucieka w samotność, a w samotności jest pocieszycielka w postaci alkoholu i ani się nie spostrzeże, jak go weźmie w swoje objęcia.

Duszpasterstwo to nie tylko osoby uzależnione, ale także współuzależnione.

– Alkoholik wciąga w orbitę swoich chorych zachowań mniej więcej 16 osób. To są najbliżsi, czyli rodzina, ale także przyjaciele czy sąsiedzi, którzy muszą znosić to wszystko, co się dzieje, gdy alkoholik przychodzi nietrzeźwy do domu. I ci współuzależnieni także potrzebują pomocy, terapii, wsparcia i zajęcia się sobą, a nie alkoholikiem. Nieraz przychodzą do mnie żony albo inne osoby współuzależnione i pytają: co zrobić, żeby jemu pomóc? Ja im odpowiadam: musisz sobie pomóc, zająć się sobą. Jeśli tak zrobi, wtedy przynosi to efekty – i to nie tylko dla tej osoby współuzależnionej, ale często także dla tego pijącego. Tam, gdzie jest praca nad sobą osób współuzależnionych, tam te małżeństwa się na nowo jakoś sklejają, na nowo wracają do siebie. Często to mówię, zwłaszcza do matek, żon czy dzieci: jesteście bohaterami, bo mądrze przy tym bliskim uzależnionym trwaliście. Owszem, to wielkie szczęście, że przestał pić, ale to wy jesteście tymi, którzy przyczynili się do tego zwycięstwa.

Jaka jest różnica pomiędzy grupą Anonimowych Alkoholików a duszpasterstwem?

– Jedno i drugie jest potrzebne. AA proponuje tzw. program duchowy, a program duchowy to nie program religijny. Założyciele AA chcieli, żeby ruch był dla wszystkich – niewierzących i wierzących, wyznawców różnych religii. Ale duchowość w pojęciu ruchu AA to jest szukanie prawdy i szukanie miłości, czyli to, co buduje więzi ze sobą samym i z drugim człowiekiem. I to są te dwie fundamentalne sprawy, które w ruchu AA są do odbudowania. Natomiast program religijny, który my jako duszpasterze proponujemy, jest zapisany w Ewangelii. Jeśli ktoś odkrywa, że Chrystus jest właśnie tą drogą, to widzi, że to pasuje do drogi trzeźwienia, którą odnalazł w AA. Przyjechał do nas pewien trzeźwy alkoholik z Lubonia i mówi: Wiesz, ja codziennie teraz chodzę na mszę. Miał życie w rozsypce – małżeństwo, firmę, a wszystko przez alkohol. Najpierw poszedł na spotkanie AA, potem na mszę. I teraz mówi: To jest moja główna siła. Choroba alkoholowa krzywi w człowieku wiele rzeczy i to trzeba naprawić, realizując program dwunastu kroków Anonimowych Alkoholików, który jest absolutnym fundamentem do trzeźwienia. To jest program z nieba, który jeśli jest uczciwie realizowany, daje gwarancję, że ten człowiek idzie prostą drogą.

Ma Ksiądz swój sposób na rozmowę z uzależnionymi?

– Kiedy ktoś przychodzi pierwszy raz na rozmowę, nigdy nie pytam o wiarę. Przychodzi człowiek, który ma problem i zaczynam z nim rozmawiać. Często sami mówią o swoich odejściach od Boga, od Kościoła, o swoich bluźnierstwach, a ja mówię: Pan Bóg cię tutaj przyprowadził. Przyjeżdżała do nas przez wiele lat pewna osoba, była jedną z tych pierwszych. Przez ileś lat nie chodziła ani na msze św., ani na nasze medytacje, konferencje, na nic. Po sześciu latach zadzwonił telefon i ona mówi: Ja bym chciała do ciebie przyjechać do spowiedzi. Byłem zdumiony. Sześć lat i nic, a tu nagle spowiedź. Ona do dzisiaj jest piękną osobą głęboko wierzącą. Najpierw trzeba pozwolić, żeby żyli programem AA, programem prawdy i miłości, a potem dopiero proponujemy, zapraszamy, ale nie zmuszamy, żeby ktoś przyszedł na mszę, na medytację czy na inne nasze propozycje duszpasterskie. Z czasem oni sami tego pragną, przychodzą i się tym cieszą. I wtedy słyszę od nich: dziękujemy, że mogliśmy to dzisiaj przeżyć.

KS. LESZEK WOŹNICA
Wieloletni duszpasterz osób uzależnionych na Świętej Górze

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 44/2026