Dynia i szkielet. Karnawalizacja lęku przed śmiercią

Rytuały związane ze śmiercią i żegnaniem odchodzącego na przestrzeni wieków przepełnione były bólem, ale i humorem i drwiną, mającą obłaskawić ból i paradoksy ludzkiej egzystencji. Dziś też próbujemy oswoić lęk przed śmiercią, obracając jej majestat w żart.
psycholożka, psychoterapeutka
Czyta się kilka minut
il. Agnieszka Sozańska
il. Agnieszka Sozańska

Drążenie dyni i wstawianie do niej świeczki pełni dziś tę samą rolę co kilkaset lat temu wykonywanie portretu trumiennego. Poprzez zabawy z nutą grozy i flirt ze śmiertelną estetyką próbujemy oswoić przemijanie oraz obłaskawić nieuchronność śmierci.

Zamazać zęby mureny 

Lęk przed śmiercią – własną oraz bliskich osób – jest tak samo uniwersalnym doświadczeniem jak impuls życia i instynkt samozachowawczy. Niezależnie od przynależności kulturowej, grupy etnicznej czy osobistych przekonań wszyscy w ramach wewnętrznego życia mierzymy się z tym, że nasze trwanie na ziemi, jakkolwiek nie byłoby wspaniałe i satysfakcjonujące, pewnego dnia się skończy. Każde urodziny i każdy Nowy Rok subtelnie przypominają nam o tym, że czas naszej „kadencji” wśród żywych jest coraz krótszy – i choć idea longevity obiecuje nam wydłużenie doczesności, to jedynie promil z nas łudzi się szansą na pokonanie śmierci ludzkimi siłami. Rzecz jasna, lęk przed śmiercią, pojmowany jako doświadczenie egzystencjalne, nie musi przejmować kontroli nad ludzkim życiem. Świadomość skończoności ziemskiego czasu może nas mobilizować do mądrego korzystania z lat, które zostały nam dane, a także sprawiać, że będziemy w rozsądny sposób unikać niebezpieczeństw. Niemniej groza umierania, utraty witalności i możliwości przytulenia bliskich, którzy mogą zakończyć ziemską wędrówkę przed nami, czasami przebija się do naszej świadomości i domaga się otoczenia troską. Jednym ze sposobów na zmniejszenie tego napięcia jest obrócenie majestatu śmierci w żart, czyli karnawalizacja śmierci i przemijania. Dziecko, na które z kart książki o podwodnym życiu spogląda przerażająca, mroczna murena, może – aby poradzić sobie z lękiem – dorysować jej głupią minę i zamazać ostre zęby (choć osobiście nie popieram niszczenia książek, to w przypadku tych węgorzokształtnych doskonale rozumiem impuls dziecka!). To samo robimy my, dorośli, czyniąc ze śmierci postać komiczną, ludzką, czasem głupią i pozwalającą się przechytrzyć. Dysponujemy przy tym już nie tylko zestawem flamastrów, ale arsenałem literatury, dziesiątkami technik artystycznych oraz możliwością uzupełniania kalendarza świętami. 

Wesołe prosektorium i tancerki hula

Formy karnawalizacji śmierci zmieniają się w zależności od epoki. To, jak się bawimy, jest kształtowane przez możliwości technologiczne, aktualne wydarzenia społeczne i ogólną wrażliwość. Przed wiekami – głównie w XVII i XVIII stuleciu, w polskiej kulturze przejawem obłaskawiania śmierci było wykonywanie portretów trumiennych, które eksponowały negatywne cechy nieboszczyka (artyści podkreślali np. czerwone od pijaństwa policzki albo zapadnięte oczy). Jan Sztaudynger słownie ironizował natomiast: „A kiedy do mnie przyjdzie ta z kosą/ Niech będzie ładną, młodą, bosą (…)”. Lata później Maciej Zembaty sarkastycznie – i jakże zręcznie! – śpiewał swoim niskim głosem o tym, że „w prosektorium najprzyjemniej jest nad ranem” – leżące trupy, nawet te po dekapitacji, to w jego dowcipnej optyce całkiem wesoła ekipa, o czym, jak zapewniał artysta, sami się kiedyś przekonamy. Przedstawiciel młodego pokolenia artystów Wojtek Szumański przy skocznym akompaniamencie trąbki figlarnie wyśpiewuje: „Bycie żywym to choroba która nie wyznacza dat/ Masz przed sobą dzień albo sto lat”. Sama uczłowieczona śmierć również bywa przedstawiana nie tylko w sposób majestatyczny: na obrazie Śmierć i dziewczynka Fransa Van Kuycka jej alegoria jest czuła, a wręcz komiczna i nieporadna, gdy pustymi oczami wpatruje się w nieświadome (?) jej obecności dziecko; z kolei twórcy kultowej gry The Sims w niektórych częściach produkcji uczynili ze śmierci Mrocznego Kosiarza, z którym można wygrać życie postaci w zabawie kamień–papier–nożyce i który czasami przybywa po Sima w towarzystwie tancerek hula (bądź z naręczem zabawek dla kotów, gdy ma zamiar zabrać w zaświaty zwierzę). Również rytuały związane ze śmiercią i żegnaniem odchodzącego na przestrzeni wieków przepełnione były nie tylko bólem, ale także humorem i drwiną, mającą obłaskawić ból i paradoksy ludzkiej egzystencji. Wielu naszych pradziadów nie wylewało przecież za kołnierz podczas styp, które w niektórych regionach polskich ziem przypominały wręcz małe wesela (tyle że bez tańca) – motyw ten został nawet obśmiany przez zespół Wilki w teledysku do piosenki Bohema. Dzisiaj upojenie alkoholowe i objadanie się na konsolacjach nie jest traktowane jako zachowanie pożądane. Śmierć próbujemy natomiast pozbawić grozy za pomocą zabawy w Halloween, memów oraz oraz stand-upów nawiązujących do skończoności ludzkiego życia. Nie chcę w tym momencie rozstrzygać, czy obchodzenie Halloween stanowi zagrożenie duchowe i czy katolikom wypada stawiać na balkonach wydrążone dynie. Warto jednak zauważyć, że flirt z estetyką rozkładu, ciemności i groteskowego gotycyzmu musi zaspokajać zwłaszcza u młodych ludzi jakąś potrzebę, skoro amerykański zwyczaj podbił również Polskę. Zapewne jedną z tych potrzeb jest właśnie kruszenie majestatu Kostuchy. 

Kwestia niesmaku 

Rozważania na temat karnawalizacji śmierci nieuchronnie w którymś momencie doprowadzą nas także do pewnego niełatwego pytania: tego dotyczącego granic dobrego smaku. Absolutnie każde ludzkie doświadczenie może stać się przyczynkiem do kawału, dowcipu czy swawolnej piosenki – jednak obśmiewanie, choć niekiedy bardzo potrzebne, może w pewnych sytuacjach urazić konkretną osobę bądź „uczucia ogólne”. Tuż przed tym, jak zabierałam się do pracy nad tym tekstem, czytałam kolejne doniesienia na temat ataków nożowników w polskich szkołach – a także na temat fejkowych gróźb w niektórych placówkach. Możliwość skrzywdzenia dzieci w szkołach u wielu z nas wywołała zrozumiały strach – niestety dla niektórych żartownisiów społeczna panika przerodziła się właśnie w karnawał makabry. Dzieciaki wyczuwające napięcie dorosłych zaczęły więc zamieszczać na kanałach komunikacyjnych fikcyjne pogróżki, ktoś przyniósł do szkoły plastikowy tasak, inna młoda osoba „groziła” kolegom przyborami geometrycznymi. Dramatyczne wydarzenia i obawy pracowników szkół dla niektórych osób stały się inspiracją do odgrywania na żywo scen z horrorów klasy „B”. Ten przejaw karnawalizacji zagrożenia dla niejednej osoby jest po prostu nie do przyjęcia, chociażby z uwagi na pamięć o tragicznie zmarłej woźnej. Niektóre memy i filmy nawiązujące do dramatycznych wydarzeń w polskich szkołach części odbiorców mogą wydawać się zabawne – ale dla tych, których sprawa bezpośrednio dotyczy lub dla osób, które zwyczajnie boją się o swoje dzieci, mogą być odrzucające i raniące. Oczywiście memizacja śmierci i zbiorowych tragedii także stanowi zbiorowy mechanizm obronny – współcześnie dociera do nas tak wiele dramatycznych informacji, że trudno jest nam je pomieścić w sobie. Ucieczka w pozbawione subtelności dowcipy pozwala zachować dystans wobec zła, którego nie jesteśmy w stanie zwalczyć. Nie w każdym gronie i nie zawsze można jednak w ten sam sposób obśmiewać śmierć – nasze nastawienie wobec tego sposobu radzenia sobie z przemijaniem zmienia się w zależności od wieku, osobistych doświadczeń i relacji z „dowcipnisiem”. Humor, jeśli ma stanowić dojrzały mechanizm obronny, powinien łączyć, a nie zadawać rany – ogromnym błędem i nietaktem byłoby zatem zmuszanie np. osoby w świeżej żałobie do słuchania dowcipów o pracy grabarzy lub muzyki prześmiewczo odnoszącej do umierania.

Różnorodny śmiertelny folklor 

Formy radzenia sobie z lękiem przed śmiercią poprzez karnawalizację są nie tylko zmienne w czasie, ale także mocno synkretyczne: śmiertelny folklor to – zwłaszcza w dobie globalizacji – mieszanka motywów pochodzących z najróżniejszych kultur. Flirtując z tematem śmiertelności, współcześni ludzie eksplorują zarówno meksykański kult Santa Muerte, jak i polskie dziady – niektóre kluby i puby pod koniec października oferują gościom przebierane imprezy w stylu słowiańskiego święta duchów. Dr Małgorzata Bulaszewska, kulturoznawczyni z Uniwersytetu SWPS, zwraca uwagę na eklektyzm we współczesnym podejściu do karnawalizacji śmierci – coraz częściej w Polsce obserwujemy mieszanie się zwyczajów i tradycji związanych z dniem Wszystkich Świętych i Zaduszkami. Niektórzy włączają w obchody tych świąt także elementy związane z Halloween, inni zaszywają się w domach przy ulubionych horrorach i filmach grozy.

Być może to, że nasz śmiertelny karnawał wzbogaca się o coraz to nowe zwyczaje i motywy, wynika również z tego, że o śmierci nie umiemy dziś rozmawiać – a potrzeba radzenia sobie ze związanymi z nią emocjami nie znika. Skoro w wielu domach śmierć stanowi tabu (tak jak kiedyś stanowiła je ludzka seksualność), to można o niej mówić (ale też np. śpiewać) w sposób prześmiewczy, ironiczny, nawet cyniczny – dokładnie tak, jak w ludowych przyśpiewkach opisywało się tematykę miłości i intymności. Nie oznacza to jednak, że społecznie zatraciliśmy się błazenadzie. To, że Polacy są zainteresowani Halloween, chętnie zaglądają na fanpage'e oferujące „grobowy” humor (jak chociażby Zakład Pogrzebowy A.S. Bytom) i wspólnie ze swoimi dziećmi oglądają K-popowe łowczynie demonów, nie pociąga za sobą porzucenia chociażby tradycji odwiedzania grobów bliskich zmarłych w okolicy dnia Wszystkich Świętych. Mimo niezaprzeczalnej laicyzacji społeczeństwa nad polskimi cmentarzami na początku listopada nadal unosi się łuna drżącego światła ze zniczy. Wygląda na to, że potrzeba wyrażenia pamięci o naszych zmarłych wciąż pozostaje (nomen omen) żywa. Szare listopadowe wieczory to moment, w którym o śmierci myślimy całkiem na serio. Niektórzy krytycy Halloween i żartów z przemijania zwracają uwagę na związaną z nim komercjalizację oraz trywializację podejścia do śmierci. Bez wątpienia Halloween – jak właściwie wszystkie inne okazje – stało się także świętem konsumpcji. Ilość produkowanych tego dnia odpadów oraz zmarnowanego jedzenia (wydrążone dynie nie kończą przecież zawsze jako składniki zupy, lecz lądują w koszu na bio) przytłacza nie mniej, niż październikowo-listopadowa aura. Zarzut, że zbieranie słodyczy w Halloween, drążenie dyń czy jesienne maratony horrorów są płytkie i nie skłaniają do refleksji nad przemijaniem, można uznać za słuszny tylko po części. Owszem, ozdabianie domu sztucznymi pająkami i potańcówki w przebraniach inspirowanych filmami Tima Burtona nie stanowi raczej przyczynku do eschatologicznych rozważań. Karnawalizujemy śmierć nie po to, by skupiać się na tym, co może nastąpić po niej, lecz po to, by na chwilę rozładować napięcie związane z wypieraną na co dzień świadomością własnej kruchości. Ciało, które podlega prawom materii, zostaje więc obśmiane wraz ze wszystkimi atrybutami przemijalności. Jeśli jednak nie zatrzymamy się na etapie śmiertelnego karnawału, możemy zadać sobie następnie pytanie o to, czym – poza doświadczającym rozkładu ciałem – jest człowiek. Jako chrześcijanie wierzymy, że w tym słabym ciele znajduje się pierwiastek nieśmiertelności – dusza, która nie obróci się w proch, zgniliznę ani plastikowe odpady. 

Obśmiewanie własnej śmiertelności – w formie zbiorowych zabaw, czarnego humoru, tworzenia obrazów czy wierszy z motywem „uczłowieczonej” śmierci – jest potrzebne wielu z nas. Dla dobra własnego ducha i w imię dojrzałości nie warto się jednak na etapie chichotu zatrzymywać.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 44/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Karnawalizacja lęku przed śmiercią