Po stronie słabszych

Po protestach Poznańskiego Czerwca część robotników stanęła przed sądem. Niektórym groziła kara śmierci. Wśród ich obrońców był Stanisław Hejmowski. Nie był to pierwszy moment w jego życiu, gdy stanął po stronie słabszych.
Czyta się kilka minut
fot. NAC
fot. NAC

Urodzony w Lipawie, na terenie dzisiejszej Łotwy, Stanisław Hejmowski już w międzywojennym Poznaniu dał się poznać jako adwokat, który nie bał się bronić osób stojących na przegranej pozycji wobec władz i ówczesnego społeczeństwa.

Stolica Wielkopolski była wówczas bastionem endecji, nie brakowało w niej tendencji antysemickich. Hejmowski bronił m.in. żydowskich kupców. Za cel ataku wybrał ich sobie wydawca antysemickich czasopism Jan Kulig. Żydowskie firmy działające w Poznaniu były posądzane o nadużycia i szpiegowanie na rzecz komunizmu. Za ich obronę Hejmowski został przez pismo Kuliga nazwany „przyjacielem spasionych na polskim chlebie Machabeuszów”. Ostatecznie w procesie to nie żydowscy kupcy, a Jan Kulig został skazany.

Hejmowski bronił też poznańskich komunistów. Choć robił to dobrowolnie, podkreślał, że broni ich wbrew swoim poglądom – dla praworządności. Broniąc doktora Mariana Kłodzkiego w 1932 r., nie przeczył jego działalności w Komunistycznej Partii Polski, ale w linii obrony zaznaczał, że ten bezpłatnie leczył powstańców wielkopolskich i legionistów. Doprowadziło to do uniewinnienia medyka.

Wbrew sobie

Dwudziestolecie międzywojenne nie było jedynym okresem, w którym Hejmowski, wierny idei sprawiedliwego procesu i osądzenia oskarżonych osób, musiał bronić swoich klientów nie tyle wbrew swoim poglądom, ile wbrew sobie. W 1946 r. został wyznaczony jako obrońca w procesie Arthura Greisera. Greiser w latach 1939-1945 był namiestnikiem tzw. Kraju Warty. Hejmowski dwukrotnie zwracał się z prośbą o zwolnienie z obowiązku obrony Greisera. Argumentował, że sam padł ofiarą jego zbrodniczej polityki, a Niemcy odpowiadają za śmierć członków jego rodziny. Odmówiono mu. Polskie władze chciały, aby proces Greisera, śledzony przez zagraniczne media i obserwatorów, był uczciwy, dlatego obrońca byłego namiestnika tzw. Kraju Warty powinien być doskonałym adwokatem.

Hejmowski, który bronił Greisera z Janem Kręglewskim, linię obrony oparł na kilku argumentach. Obrońca hitlerowskiego dygnitarza argumentował: „Gdyby śmierć Greisera mogła wskrzesić chociaż jedną ofiarę gestapo, otrzeć jedną łzę polskiego dziecka – sam bym za nią głosował. Ale to jest niemożliwe. Więc po co ta śmierć? Dla zemsty? Nie wierzę w drogę do lepszej przyszłości ludzkości, nad którą, jak brama tryumfalna, wznosić się ma szubienica!”.

Jak po latach wspominała córka Hejmowskiego, Teresa Heymowska-Amberg, niewiele brakowało, a Greiser uniknąłby stryczka. Wyrok skazujący go na śmierć miał zapaść jednym głosem. Arthur Greiser został stracony 21 lipca 1946 r. na poznańskiej Cytadeli. Jego śmierć oglądało nawet 100 tys. osób. Była to ostatnia publiczna egzekucja wykonana w Polsce.

Czasy PRL-u były dla Hejmowskiego, człowieka uważanego za religijnego, ale też ceniącego prawdę, wyzwaniem. Od 1946 r. był obrońcą w Wojskowym Sądzie Rejonowym, który stanowił narzędzie stalinowskiego terroru. Hejmowski bronił m.in. członków podziemia antykomunistycznego. W 1949 r. jego rodzina wyjechała do Szwecji. W późniejszych latach władze komunistyczne utrudniały mu wyjazd z kraju, aby mógł spotkać się z bliskimi. Hejmowski był też obrońcą księży. To kolejna grupa, którą uważał za będącą na straconej pozycji w stosunku do władzy. Prowadził sprawy duchownych, oskarżanych m.in. o ukrywanie osób poszukiwanych przez wymiar sprawiedliwości czy udostępnianie młodzieży antykomunistycznych książek religijnych.

Wbrew władzy ludowej

Hejmowski jest najbardziej znany jako obrońca z procesów po Poznańskim Czerwcu. Władze komunistyczne miały świadomość, że po tak masowym zrywie nie da się postawić wszystkich robotników przed sądem. Postanowiono więc oskarżyć osoby uważane za „element chuligański i kryminalny”. Hejmowski był obrońcą w dwóch postępowaniach.

W „procesie trzech” bronił młodych robotników, oskarżonych o śmiertelne pobicie kaprala – całej trójce groziła kara śmierci. Prokuratorzy postrzegali ich jako element chuligański. Hejmowski to zamienił w akt oskarżenia wobec całego systemu komunistycznego. Argumentował, że chuligaństwo nie występowało w czasach przedwojennych. Na drogę chuligaństwa – jak mówił – młodzi zostali sprowadzeni w ostatnich latach, a odpowiada za to m.in. brak autorytetów oraz system podważający autorytet rodziny, szkoły i Kościoła. Wykazał też, że atakujących kaprala było więcej, że zaatakował go tłum, więc wina oskarżonych ma charakter bardziej zbiorowy niż indywidualny. Doprowadziło to do zmiany kwalifikacji oskarżenia i niższych wyroków, z których najwyższym było cztery i pół roku więzienia.

W „procesie dziesięciu” Hejmowski bronił pracownika MPK Romana Bulczyńskiego. Prokurator chciał go przedstawić jako chuligana odczuwającego wstręt do pracy, czyli zupełne przeciwieństwo przedstawiciela tzw. klasy robotniczej. Hejmowski jako obronę przedstawił zaświadczenia o zatrudnieniu oskarżonego w MPK. Ukazał też Bulczyńskiego jako człowieka pochodzącego z rodziny doświadczonej II wojną światową, który odkąd wiek mu na to pozwolił, musiał pracować, aby się utrzymać. Wykorzystał też fakt, że na początku procesu oskarżony dziękował sądowi, że go nie bito. Hejmowski mówił: „W XX wieku wolny człowiek, obywatel wolnego państwa musi dziękować władzy, że go w śledztwie nie bito!”. Ogromnym sukcesem mecenasa było ukazanie, że 28 czerwca na ulicach Poznania to przedstawiciele komunistycznej władzy pierwsi otworzyli ogień do robotników. Procesy po Poznańskim Czerwcu odbywały się na przełomie września i października 1956 r. Towarzyszył im klimat tzw. odwilży w komunistycznej Polsce. To jemu oraz Hejmowskiemu Roman Bulczyński prawdopodobnie zawdzięcza, że nie został skazany. W październiku Władysław Gomułka powiedział, że „robotnicy nie protestowali przeciwko Polsce Ludowej, lecz przeciwko panującemu złu”. W tych okolicznościach sędzia wydający wyrok w procesie Bulczyńskiego wolał odroczyć proces, a do jego wznowienia już nie doszło.

Procesy odbiły się szerokim echem w Europie i na świecie. Ich przebieg relacjonowali zagraniczni korespondenci. Hejmowski został też bohaterem w Poznaniu. Procesy były transmitowane w radiu, dzięki czemu mieszkańcy miasta mogli usłyszeć mowy obrończe.

Na celowniku bezpieki

Popularność, jaką zdobył Hejmowski, nie uszła uwagi bezpieki. Jeszcze w marcu 1956 r. otwarto sprawę operacyjną o kryptonimie „Maestro”. Hejmowskiego początkowo inwigilowano pod kątem kontaktów z cudzoziemcami. Podejrzewano, że może prowadzić działalność szpiegowską. Następnie skupiono się na „działalności antypaństwowej”. Uznano go za zdeklarowanego „przeciwnika władzy ludowej” i osobę, którą nie da się manipulować. Sprawdzono jego życiorys z czasów okupacji, szukając czegoś, co może go skompromitować. Przeglądano jego korespondencję. Był też podsłuchiwany – bezpieka podsłuchiwała nawet jego rozmowy z klientami. Wokół mecenasa istniała też siatka TW, którzy donosili o jego działaniach.

W późniejszych latach prowadzono wobec Hejmowskiego działania dyscyplinarne, które miały mu utrudniać pracę oraz oskarżono go o malwersacje finansowe. W 1961 r. adwokat przeszedł zawał serca, a w 1967 r. SB nie bez satysfakcji odnotowała, że z uwagi na zły stan zdrowia mecenas ograniczył swoją działalność adwokacką. Jesienią 1968 r. zakończono inwigilację ze względu na ciężką chorobę Hejmowskiego i jego wycofanie się z życia społecznego. Wcześniej przeszedł wylew i był częściowo sparaliżowany.

Stanisław Hejmowski zmarł 31 maja 1969 r. Dzisiaj w Poznaniu jego imię nosi ulica przy sądzie okręgowym.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru Historia. Czerwiec 56