Chomik zakopany pod starym przydomowym drzewem, ułożony z kamieni grób dla psa w ogrodzie czy kot pochowany na łące to obraz dzieciństwa niejednego z dzisiejszych dorosłych. Wielu z nas tak właśnie żegnało się ze swoim czworonożnym przyjacielem. Dziś samodzielne pochowanie ukochanego zwierzęcia w parku, lesie, ogrodzie czy przydomowej posesji grozi mandatem, gdyż stanowi on wykroczenie z art. 154 § 2 i art. 162 § 1 k.w.
Różne możliwości
Według prawa Unii Europejskiej ciało zmarłego zwierzęcia traktowane jest jako materiał biologiczny, stwarzający zagrożenie dla wszystkiego, co żyje. Zwierzęta kończą swoje życie z różnych powodów i nie wiadomo co z ich ciał, zakopanych w przypadkowych miejscach, może dostać się do środowiska. Pozostawienie ciała zwierzęcia w lecznicy weterynaryjnej zazwyczaj kosztuje około 300 zł i oznacza, że zostanie ono odebrane przez wyspecjalizowaną firmę zajmującą się transportem i utylizacją ubocznych produktów pochodzenia zwierzęcego (tak z perspektywy prawnej nazywane jest ciało nieżyjącego zwierzęcia). Proces ten nie jest równoznaczny z indywidualną kremacją zwierzęcia, gdyż obejmuje zbiorowe przetwarzanie ciał wielu zwierząt oraz ich części. Kremacja indywidualna zwierzęcia polega na spaleniu ciała jednego czworonoga w osobnej komorze pieca kremacyjnego, co daje gwarancję odzyskania 100 proc. jego prochów. Cena usługi waha się od kilkuset do blisko 2 tys. zł. Opiekunowie, którzy chcą inaczej pożegnać swojego czworonożnego przyjaciela i wybrać sposób upamiętnienia go, mogą zdecydować się w określonych warunkach również na pochówek. W Polsce funkcjonuje 18 cmentarzy dla zwierząt. Pierwszy powstał w miejscowości Konik Nowy koło Warszawy w 1991 roku. Koszt pochówku zwierzęcia wynosi zazwyczaj od 300 do 1600 zł, w zależności od jego masy i wielkości, a także rodzaju wybranej kwatery, zbiorowej lub indywidualnej. Całkowity koszt może być jednak wyższy, jeśli opiekun zdecyduje się na indywidualne miejsce na cmentarzu oraz jego wieloletnie utrzymanie. Opłaty roczne mogą wynosić kilkaset złotych, a pierwsza opłata bywa wyższa. Dodatkowym wydatkiem może być również tablica pamiątkowa lub nagrobek, których koszt, w zależności od materiału i projektu, może sięgać nawet kilku tysięcy złotych. Należy także uwzględnić transport zwierzęcia, można dostarczyć je na cmentarz samodzielnie, jeśli placówka dopuszcza taką możliwość, lub zlecić odbiór i przewóz jej obsłudze, co może wiązać się z dodatkową opłatą. Cmentarze dla zwierząt podlegają nadzorowi inspekcji weterynaryjnej, która kontroluje przestrzeganie obowiązujących wymagań weterynaryjnych.
Językowe utarczki
To, że wyrzuciliśmy śmierć poza nawias naszego zachodniego społecznego mainstreemu, nie jest wiedzą tajemną. Skróciliśmy obrządki pogrzebowe do minimum, nie czuwamy przy zmarłym w domach rodzinnych, mało rozmawiamy o umieraniu w przestrzeni publicznej. O ile w przypadku umierania ludzi nie mamy ochoty zgłębiania tego tematu, o tyle odchodzenie zwierząt podnosi znacznie naszą społeczną temperaturę. W 2024 roku przez media przetoczyła się fala komentarzy po wypowiedzi prof. Jerzego Bralczyka. 13 lipca podczas rozmowy w TVP info językoznawca powiedział, że „pies nie umiera, pies zdycha”. Zwolennicy i przeciwnicy takiego czy innego zastosowania słów „umierać" i „zdychać" wytaczają mniej lub bardziej adekwatne argumenty. Spór ten wydaje się być nierozstrzygalnym przynajmniej na płaszczyźnie ogólnospołecznej. Natomiast gdy zawęzi się go do bardziej indywidualnych historii, zaczynamy dostrzegać w rozwiązaniu więcej światłocieni. Każdy ostatni oddech bliskiej istoty, niezależnie jakiego gatunku, obarczony jest dużym ładunkiem emocjonalnym osób towarzyszących. Lata budowania więzi, głębia przywiązania, wielowątkowe wspomnienia uprawomocniają indywidualne podejście do nomenklatury używanej w kontekście śmierci. Argument antropomorfizacji zwierząt nie ma tu nic do rzeczy.
Światło badań
Relacyjność człowieka, nie od dziś wiadomo, wykracza daleko poza ramy własnego gatunku, zarówno w kontekście psychicznym, jak i biologicznym. Badania naukowców z UC Davis z 2024 roku wskazują, że regularne interakcje z psem lub kotem mogą korzystnie wpływać na organizm, między innymi przyczyniając się do obniżenia ciśnienia krwi i tętna. Publikacje naukowe dotyczące więzi człowieka ze zwierzętami wskazują, że nawet krótki kontakt z psem może sprzyjać obniżeniu poziomu kortyzolu, czyli hormonu związanego ze stresem. Autorzy analiz zwracają uwagę, że efekt ten jest najsilniejszy u osób, które mają głęboką więź emocjonalną ze swoim pupilem. Również człowiek jako podmiot relacji przestał być obiektem li i jedynie innych ludzi. W 2019 roku zespół pod kierownictwem Maki Katayamy opublikował badanie pt. Emotional Contagion From Humans to Dogs Is Facilitated by Duration of Ownership w czasopiśmie „Frontiers in Psychology". Badania wykazały, że zdolność psów do empatycznego reagowania na ludzi w dużej mierze rozwinęła się w wyniku ponad 30 tysięcy lat wspólnej historii obu gatunków. Czworonogi nauczyły się rozpoznawać ludzkie emocje, między innymi na podstawie mimiki twarzy, a skuteczność tej umiejętności zależy w dużej mierze od czasu spędzanego z człowiekiem i wspólnego funkcjonowania w tym samym środowisku. W sytuacjach stresowych obserwowano również synchronizację rytmu serca psa i jego opiekuna, a reakcje fizjologiczne i emocjonalne zwierzęcia mogły odzwierciedlać stan człowieka. Niemalże każdego roku pojawiają się wyniki badań naukowych, które pokazują wagę wpływu obecności zwierząt na zdrowie nie tylko fizyczne, ale i psychiczne człowieka. Zaduma nad śmiercią zwierzęcia nie odbiera niczego z powagi ani dramatyzmu śmierci człowieka. Być może warto jednak poszukiwać nowych słów i narracji, które pozwoliłyby opowiadać o odchodzeniu zwierząt z większą wrażliwością i uważnością. Takich, które wyrażałyby szacunek dla więzi łączącej człowieka z odchodzącą istotą i uznawały znaczenie straty, której ten doświadcza. Być może zamiast wikłać się w jałowe spory o to, czy zwierzę „umiera”, czy „zdycha”, warto zastanowić się, co właściwie próbujemy wyrazić, gdy szukamy słów na pożegnanie. I czy język, którym się posługujemy, potrafi pomieścić zarówno tajemnicę śmierci, jak i głębię więzi, która nie przestaje być ważna tylko dlatego, że łączy nas z istotą innego gatunku.
Dusza
Wbrew powszechnej opinii Kościół katolicki nie rozstrzygnął oficjalnie kwestii istnienia bądź nieistnienia duszy zwierząt. Tym samym nie zajął jednoznacznego stanowiska w sprawie ich życia po śmierci. Nie oznacza to jednak, że na przestrzeni wieków, również w ostatnich dekadach, nie pojawiały się wypowiedzi teologów i papieży podejmujących próbę zgłębienia tej tajemnicy oraz refleksji nad możliwością obecności zwierząt w królestwie niebieskim. Współczesna refleksja nad duszą zwierząt, zarówno w wymiarze doktrynalnym i duszpasterskim, jak i indywidualnych poszukiwań teologicznych, w znacznym stopniu nawiązuje do myśli św. Tomasza z Akwinu. Jego rozważania stanowią istotny punkt odniesienia dla późniejszych interpretacji i dyskusji podejmujących tę problematykę. Według św. Tomasza zwierzęta mają duszę rozumianą jako mechanizm życia, który sprawia, że organizm żyje, czuje i działa. Jednak w rozumieniu autora Sumy teologicznej zwierzęca dusza może tylko współwystępować z ciałem, gdy to umiera, kończy się również istnienie duszy. Najważniejszy dokument Kościoła ostatnich lat, w którym poruszana jest kwestia zwierząt, nie podważa tomistycznej nauki na temat duszy zwierząt, odwraca jednak optykę i zamiast pytać o duszę zwierząt zadaje pytanie jak my, ludzie realizujemy odpowiedzialność za tych, których Bóg wraz z nami powołał na świecie do istnienia. – Chrześcijaństwo, jeśli odwołamy się do integralnej wizji człowieka, o której mówi encyklika papieża Franciszka Laudato si', zakłada relację nie tylko z Bogiem i drugim człowiekiem, ale także z samym sobą, z przyrodą, z całym światem stworzenia. I nie ma tutaj jakiegoś rankingu czy piramidy, w której jedne relacje byłyby ważniejsze, a inne mniej ważne. Wszystkie są istotne – wyjaśnia o. Stanisław Jaromi OFMConv.
Tajemnica
Mimo niepodważalnego wkładu św. Tomasza z Akwinu w rozwój teologii i filozofii chrześcijańskiej należy pamiętać, że jego poglądy na temat zwierząt kształtowały się w odmiennych realiach historycznych i w oparciu o ówczesny stan wiedzy przyrodniczej. Współczesne badania nad różnorodnymi gatunkami zwierząt pozwalają nam znacznie lepiej poznać nie tylko złożoność ich organizmów, lecz także bogactwo ich życia psychicznego i behawioralnego. Coraz więcej wiemy o ich zdolności do odczuwania emocji, nawiązywania relacji społecznych, tworzenia więzi, przejawiania przywiązania, a także podejmowania decyzji i wykazywania zachowań świadczących o określonej formie sprawczości. Wiedza ta skłania do ponownego namysłu nad miejscem zwierząt w świecie stworzonym oraz nad filozoficznymi i teologicznymi konsekwencjami ich złożonej natury. – W Pierwszym Liście do Koryntian, w rozdziale 2, wersecie 9, czytamy: „Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć tego, co Bóg przygotował dla tych, którzy Go miłują”. Jest w tej obietnicy przestrzeń tajemnicy, coś, czego jeszcze nie znamy i czego nie potrafimy sobie nawet wyobrazić. Z tą obietnicą wiąże się również nasza nadzieja, że ci, których kochaliśmy tutaj, na ziemi, będą z nami także w królestwie Bożym. To nadzieja, która przynosi pocieszenie i pozwala nam z ufnością patrzeć w przyszłość – wyjaśnia o. Stanisław Jaromi. – Jeśli ktoś bardzo kochał swojego psa, kota czy konia, to trudno się dziwić, że zadaje sobie pytanie: czy będzie szczęśliwy w królestwie Bożym, jeśli tych zwierząt tam nie będzie. Oczywiście nie mówimy tutaj o doktrynie, tylko o naszych doświadczeniach, o tym, co sami przeżywamy i obserwujemy. Zwierzęta często towarzyszą nam przez całe życie, dają nam miłość i bliskość, a czasem są przy nas wtedy, kiedy zawodzą nas ludzie. Dlatego rozumiem, że ktoś ma nadzieję, że ta więź nie kończy się po prostu na tym życiu – dodaje franciszkanin.
Objęcie modlitwą
Nie tylko przyszłe życie zwierząt budzi kontrowersje. W okolicach 4 października katolicka bańka internetowa zapełnia się zdjęciami zwierząt. Koty, psy, chomiki i świnki morskie przynoszone do kościołów na błogosławieństwo z okazji wspomnienia św. Franciszka z Asyżu budzą negatywne reakcje wśród osób sceptycznie nastawionych do tej praktyki. Niektórzy krytycy dopatrują się w tej praktyce przejawów postmodernistycznych tendencji przypisywanych „ekologicznym radykałom”, którzy ich zdaniem dążą do naruszenia sakralnego charakteru kościołów poprzez wprowadzanie do nich zwierząt. Tymczasem obrzęd błogosławienia zwierząt jest głęboko zakorzeniony w tradycji historycznej i teologicznej. – W księgach liturgicznych jest ponad 80 różnych błogosławieństw, z czego ponad 20 dotyczy przyrody, np. w uroczystość Matki Bożej Zielnej błogosławimy zioła, są też obrzędy związane z nasionami i wiele innych podobnych praktyk. Problem w tym, że są one związane z kulturą, która stopniowo zanika, z kulturą rolników, którzy kochali swoją pracę, ziemię i zwierzęta. Dzisiaj mamy raczej agrobiznes, wielkie hodowle, komputery zarządzające produkcją, a potem wielkie sklepy, w których wszystko trafia do nas w sterylnych warunkach. Ta dawna kultura więzi z ziemią i zwierzętami powoli zanika. Zostają nam przede wszystkim zwierzęta, które trzymamy w naszych domach – wyjaśnia o. Stanisław Jaromi. – Ostatnio sam organizowałem takie błogosławieństwo z okazji wspomnienia św. Franciszka. Było ładne popołudnie, więc przyszło całkiem sporo osób. Wierni przychodzili przede wszystkim z psami i kotami, ale zdarzały się również chomiki i różne inne małe zwierzątka, przynoszone w transporterach czy pojemnikach. Widać więc, że dla ludzi to ważne, że chcą przyjść ze swoimi zwierzętami i objąć je tą modlitwą – podsumowuje. W oporze części osób wierzących wobec błogosławieństwa zwierząt można dostrzec pewną sprzeczność. – Nie mamy żadnych oporów, żeby w dzień świętego Krzysztofa święcić samochody. Kropimy je wodą święconą, nawet jeśli są brudne i nieumyte. Tymczasem kiedy pojawia się temat błogosławieństwa zwierząt, nagle zaczynają się wątpliwości. Oczywiście sam obrzęd błogosławieństwa zwierząt znajduje się w księdze liturgicznej i nie budzi zastrzeżeń, ale niektórzy mają już opory przed samym pokropieniem ich wodą święconą – wyjaśnia franciszkanin. – Trudno zrozumieć, dlaczego mielibyśmy mieć mniej oporów przed błogosławieniem samochodu, nawet najbardziej luksusowego, niż przed pobłogosławieniem żywego stworzenia. Myślę, że wiele osób nie dostrzega tej sprzeczności, bo po prostu nie zastanawia się nad tym, jak w praktyce traktujemy świat, który został nam powierzony.
Test człowieczeństwa
Elbląg, połowa września, kilkadziesiąt minut po północy. Idąca tyłem kobieta ciągnie walizkę, w której znajduje się coś ciężkiego. Zostawia pakunek pod wiatą śmietnikową i odchodzi. Przypadkowy przechodzień odkrywa, że w walizce znajdowało się ciało martwego psa. Policji udało się ustalić, kim jest kobieta, ale okoliczności sprawy nie zostały podane do wiadomości publicznej. Jaka historia skrywa się za tym posępnym, medialnym obrazem nie wiadomo, pewne jest natomiast, że pies, który czuł, reagował na otaczający go świat, myślał, przestał żyć. Dzień Ustawy o Ochronie Zwierząt w Polsce obchodzony jest co roku 25 października, upamiętniając wejście w życie ustawy z dnia 21 sierpnia 1997 roku o ochronie zwierząt. Ustawa wprowadziła do polskiego prawa fundamentalną zasadę: „Zwierzę, jako istota żyjąca, zdolna do odczuwania cierpienia, nie jest rzeczą”. Zastanawiając się nad tym, czy zwierzęta umierają, czy zdychają, warto spojrzeć szerzej na nasze rozumienie życia i śmierci innych istot. Wraz z rozwojem nauki coraz lepiej poznajemy ich świat, zdolność odczuwania i złożoność relacji, które łączą je z nami. Być może ta wiedza skłania nas również do głębszej refleksji nad własnym stosunkiem do zwierząt i nad granicami naszej wrażliwości. Nie sposób bowiem całkowicie oddzielić przemocy wobec zwierząt od przemocy, której człowiek doświadcza ze strony drugiego człowieka. Sposób, w jaki traktujemy inne istoty, mówi wiele o tym, jak rozumiemy życie, cierpienie i własną odpowiedzialność za świat, który dzielimy z innymi. Z niezwykłą przenikliwością pisał o tym papież Franciszek w encyklice Laudato si': „Z drugiej strony, kiedy serce jest naprawdę otwarte na powszechną komunię, to nic i nikt nie jest wykluczony z tego braterstwa. Dlatego też prawdą jest, że obojętność lub okrucieństwo wobec innych stworzeń tego świata zawsze w jakiś sposób przekłada się na sposób traktowania innych ludzi. Serce jest jedno i ta sama mizeria, która prowadzi do znęcania się nad zwierzętami, niechybnie przejawi się w relacji z innymi osobami. Wszelkie okrucieństwo wobec jakiegokolwiek stworzenia «jest sprzeczne z godnością człowieka".
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.











