Czy Kościół broni globalizacji? Papieska odpowiedź niewygodna dla wszystkich

W czasie, gdy multilateralne instytucje tracą autorytet, Kościół staje po stronie współpracy międzynarodowej i prawa globalnego. Nie wynika to z politycznych sympatii, lecz z głębokich przesłanek teologicznych, łączących pokój z wizją człowieka i Boga
Czyta się kilka minut
Papież Leon XIV spotyka się z europejską młodzieżą skautową. Kościół już od czasów Leona XIII podkreśla, że wychowanie młodych w duchu pokoju i solidarności jest fundamentem sprawiedliwego świata. Watykan, 1 czerwca 2026 r. | fot. VATICAN MEDIA/East News
Papież Leon XIV spotyka się z europejską młodzieżą skautową. Kościół już od czasów Leona XIII podkreśla, że wychowanie młodych w duchu pokoju i solidarności jest fundamentem sprawiedliwego świata. Watykan, 1 czerwca 2026 r. | fot. VATICAN MEDIA/East News

Praktycznie nie ma już analityków i komentatorów kwestionujących, że znajdujemy się w szczególnym momencie przełomu dziejowego. Ład globalny istniejący od końca II wojny światowej, a następnie w nowej odsłonie od przemian społeczno-ustrojowych po 1989 r. odchodzi do lamusa. Te dość powszechne rozpoznanie wydaje się potwierdzać Leon XIV w swojej pierwszej encyklice Magnifica humanitas. Papież napisał bowiem w jej rozdziale V: „Instytucje powołane do strzeżenia idei wspólnego losu narodów i światowego dobra wspólnego wydają się osłabione, nie tylko z powodu ograniczeń strukturalnych, lecz także dlatego, że często brakuje wspólnej woli, by je wspierać, reformować i uznawać ich autorytet moralny. Zamiast iść naprzód, cofamy się wobec historycznego przełomu XX wieku” (n. 201).

Doświadczenie pokoleń uczy, że sam fakt takiej zmiany nie powinien nas dziwić. Maksymę panta rhei oznaczającą nieustanną zmienność świata stworzyli już przecież starożytni, na długo przed narodzeniem Chrystusa. Osobną kwestią pozostaje ocena takich zmian. Obiektywne spojrzenie na procesy historyczne oraz naturalny, zdrowy sceptycyzm wskazują, że transformacje społeczno-polityczne mają niejednoznaczne oblicze. Wiążą się zarówno z szansami rozwojowymi i postępem, ale również ujawniają ciemniejsze i kontrowersyjne oblicza. Zwłaszcza w postaci kosztów zmian ponoszonych przez człowieka, będącego przecież podmiotem dziejów. Nie należy też udawać, że niekiedy negatywne koszty mogą przeważać w ocenie przemian w danej epoce. Kościół działający „tu i teraz”, ale jednocześnie wychylony ku istniejącej poza czasem i przestrzenią rzeczywistości eschatologicznej nie abdykuje z refleksji o tym, co dzieje się wokół niego. Logicznie więc, będzie dokonywać ocen dominujących zjawisk społecznych w oparciu o kluczowe kryteria swojego nauczania. Polaryzacja i wielopoziomowe napięcia dotykające nowoczesne społeczeństwa sprawiają, że głos papieży i Kościoła w tych kwestiach jest niewłaściwie odbierany i rozumiany. Nierzadko może on być interpretowany jako doraźne opowiedzenie się po jednej ze stron bieżących sporów. Co za tym idzie, bywa traktowany przez aktorów życia publicznego w sposób instrumentalny, bez niezwykle istotnej perspektywy długofalowej.

Przyzwyczailiśmy się do perspektywy, że kompasem, według wskazań którego Kościół ocenia otaczające go życie społeczne i polityczne, są fundamentalne zasady katolickiego nauczania społecznego. Wypracowali je papieże ostatnich dwóch stuleci, od Leona XIII do jego obecnego następcy – imiennika. Leon XIV przypomina je również w nowej encyklice, przywołując kategorie dobra wspólnego, powszechnego przeznaczenia dóbr, pomocniczości, solidarności oraz sprawiedliwości społecznej. Skąd jednak bierze się katolickie przywiązanie do tych kategorii, które przekłada się na jednoznaczne wsparcie przez Kościół praktycznych modeli społecznego ładu międzynarodowego? Takich jak pokojowe współistnienie państw i narodów, organizacyjne formy współpracy międzynarodowej i procesu podejmowania decyzji globalnych (nazywane w języku politologii i dyplomacji multilateralizmem), rozbrojenie międzynarodowe oraz upowszechnianie zrównoważonego i sprawiedliwego rozwoju kontynentów? Nie wynikają one z przyjęcia przez Kościół konkretnej agendy politycznej, ale z nauczania dogmatycznego i teologii. Spróbujmy zatem odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Kościół uważa kwestię ładu międzynarodowego za zagadnienie teologiczne, a nie tylko należące do zakresu zmiennej gry interesów politycznych i gospodarczych?

Teologia kształtuje historię

Na pięć lat przed rozpoczęciem pontyfikatu, kard. Joseph Ratzinger w przedmowie do jednego z kolejnych wydań swojej książki Wprowadzenie do chrześcijaństwa zwrócił uwagę, że bardzo istotnym elementem myślenia Soboru Watykańskiego II był zamiar przywrócenia chrześcijaństwu zdolności kształtowania historii. Była to jednocześnie próba ostatecznego przezwyciężenia powstałych w epokach oświecenia i pozytywizmu przesądów, że religia należy całkowicie do sfery prywatnej i jest wyrazem subiektywizmu. Sobór, wbrew jego niektórym pesymistycznym krytykom, pokazał, że wiara chrześcijańska obejmuje wszystkie aspekty życia i jest obecna w nurcie czasu i jego przemian. Nie oznacza to wezwania do płynięcia lub dryfowania z duchem epoki i brakiem w stosunku do niego krytycznej refleksji. Nie jest jednak również radykalnym odrzuceniem nowoczesności i tego co tu i teraz.

Intuicje przyszłego papieża Benedykta XIV podjął w 2023 r. Franciszek w motu proprio Ad theologiam promovendam. Wezwał w nim do uprawiania teologii będącej w stanie sprostać wymogom nadchodzących czasów i do odczytywania przez nią konkretnych kontekstów życia i doświadczenia ludzkiego. W naszym polskim doświadczeniu echa takiego spojrzenia dostrzec możemy wiele lat wcześniej w refleksji filozoficznej ks. Józefa Tischnera i Karola Wojtyły. Postulowali oni, aby myśl chrześcijańska korzystała z narzędzi i metody fenomenologicznej, wychodzącej od analizy poszczególnych doświadczeń. Zarówno tych jednostkowych – moralnych, jak i zbiorowych – historycznych. Tym obecnym doświadczeniem, z którym się mierzymy, jest zauważony przez Leona XIV głęboki kryzys systemu multilateralnego, kwestionujący sens zaufania pomiędzy państwami i narodami. Może nią być także wskazywana przez Ojca Świętego w tegorocznym wystąpieniu do korpusu dyplomatycznego „moda” na rozwiązywanie problemów drogą wojny i przemocy, a nie dialogu dyplomatycznego.

Powszechność kontra naga siła

Dlaczego jednak Kościół tak konsekwentnie opowiada się za wyraźnie słabnącym duchem multilateralizmu, konceptem narodów zjednoczonych oraz elementami globalnego zarządzania niektórymi problemami współczesnego życia społecznego, które postulował Benedykt XVI w encyklice Caritas in veritate? W poszukiwaniu odpowiedzi trzeba sięgnąć kilkadziesiąt lat wstecz. Papież Paweł VI, jako pierwszy następca św. Piotra występujący na forum Zgromadzenia Ogólnego Organizacji Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku (jesienią 1965 roku), określił Kościół mianem „ekspertów w sprawach ludzkości”. Obrazowo stwierdził, że w głosie Kościoła domagającym się pokoju dźwięczy głos poległych w tragicznych wojnach i żyjących jeszcze w tamtym czasie licznych ofiar wielkich konfliktów światowych z pierwszej połowy XX w. Paweł VI przyznał, że ludzie będący ofiarami wojen marzyli o zgodzie i pokoju, a ich tragiczne doświadczenie słusznie wyczekuje lepszej ludzkości. Zdaniem ówczesnego papieża, droga do niej wieść może przez budowę organizacji wielostronnych i wielopaństwowych, które będą starać się promować cywilizację pokoju i miłości.

W czasie wspomnianego przemówienia, które do dzisiaj uznaje się za jedno z najbardziej wymownych wystąpień papieży na forum społeczności międzynarodowej, Paweł VI dokonał znamiennego porównania: „Wasza idea odzwierciedla w pewien sposób w płaszczyźnie doczesnej to, czym nasz Kościół katolicki pragnie być w płaszczyźnie duchowej: jedynym i powszechnym. Nie można sobie wyobrazić czegoś bardziej wzniosłego w porządku przyrodzonym (…). Waszym powołaniem jest bratanie nie tylko niektórych narodów, lecz wszystkich narodów. Zadanie trudne bez wątpienia, ale taki jest wasz cel (…). Któż nie widzi konieczności stopniowego stworzenia światowej władzy, zdolnej działać skutecznie w płaszczyźnie prawnej i politycznej?”.

Tropy podjęte przez św. Pawła VI w 1965 r. w sposób twórczy odczytali zarówno św. Jan Paweł II, tak dramatycznie powtarzający: „Nigdy więcej wojny!” przed inwazją na Irak w 2003 roku, jak i Benedykt XVI w czasie globalnego kryzysu finansowego w latach 2008–2009. Franciszek w encyklice Fratelli tutti o braterstwie i przyjaźni społecznej pokazał zaś, że twórcze kontynuowanie wskazań Pawła VI i jego następców nie oznacza zachowawczej i sztywnej apologii konkretnej formy ustrojowo-administracyjnej systemu narodów zjednoczonych oraz prawa międzynarodowego. Na kartach encykliki z 2020 r. wzywał do odważnej reformy ONZ i podejścia do zasad kształtujących współżycie międzynarodowe. Postulował więc m.in. bardziej precyzyjne dookreślenie ram prawnych ONZ, aby zapobiec reaktywacji XIX-wiecznego „koncertu mocarstw” polegającego na zdominowaniu narodów zjednoczonych przez silnych i wpływowych graczy państwowych, którzy słabszym narodom i państwom narzucali poprzez zasadę nagiej siły arbitralne schematy kulturowe i cywilizacyjne oraz różnego rodzaju ideologie. „Trzeba zapewnić niekwestionowaną praworządność i niestrudzone uciekanie się do negocjacji, pośrednictwa i arbitrażu, zgodnie z tym co mówi Karta Narodów Zjednoczonych, będąca prawdziwą, podstawową normą prawną” – apelował w n. 173 Fratelli tutti.

Należy przy tym zwrócić uwagę, że poparcie Kościoła dla różnych form uniwersalizmu i powszechnego zarządzania globalnego nie oznacza chęci likwidacji współczesnych państw narodowych. Na poziomie relacji dyplomatycznych są one wciąż nadrzędnym czynnikiem i aktorem życia społecznego. Zarówno św. Jan Paweł II (m.in. w przemówieniu na forum Zgromadzenia Generalnego ONZ w 1995 r.), jak i Franciszek dostrzegali istniejące i manifestujące się napięcie pomiędzy partykularyzmami narodowymi i lokalnymi oraz tym, co globalne i powszechne. Zwracali jednak uwagę, że przy mądrym podejściu, unikającym skrajności radykalnego nacjonalizmu i kosmopolityzmu, napięcie takie może zostać przetworzone w twórczą energię rozwoju duchowego i cywilizacyjnego świata, narodów i społeczności lokalnych.

Źródła trynitarne

Niedawna uroczystość Trójcy Świętej skłania do jeszcze głębszego poszukiwania korzeni fundamentalnego nauczania Kościoła o znaczeniu powszechnego i sprawiedliwego ładu globalnego, opartego o organizacje multilateralne i prawo międzynarodowe. Nie wynika ono bowiem tylko i wyłącznie z dwóch wskazanych już wyżej źródeł w postaci katolickiego nauczania społecznego oraz historycznego doświadczenia traumy wojen światowych w XX w. wraz ze skutkami kilkudziesięcioletniego funkcjonowania ustrojów totalitarnych w różnych częściach globu.

Z pomocą w odkryciu tych korzeni przychodzi znów Benedykt XVI. Poprzednik Leona XIV i Franciszka zwrócił uwagę na to, że zagadnienie rozwoju narodów i rodziny ludzkiej zaczyna się od relacji międzyludzkich, które są człowiekowi niezbędne do normalnego funkcjonowania. Wszelkie zaś relacje i wspólnoty – a więc także wspólnoty globalne pielęgnujące pokojową koegzystencję państw, narodów i społeczności – są zakorzenione w dynamice relacji miłości Trójcy Świętej. To ona, z nieustanną, płodną i energiczną wymianą darów pomiędzy Ojcem, Synem i Duchem Świętym (nazywaną przez teologię grecką mianem perychorezy) jest w stanie owe relacje pomiędzy ludźmi i narodami zrodzić i podtrzymywać. „W świetle objawionej tajemnicy Trójcy Świętej rozumie się szczególnie, że prawdziwe otwarcie nie oznacza odśrodkowego rozproszenia, lecz głębokie wzajemne przenikanie”przeczytamy w n. 54 Caritas in veritate.

Kościół konsekwentnie trzyma się, wydawałoby się coraz bardziej niemodnej, coraz częściej kwestionowanej, a nawet wyśmiewanej idei ładu międzynarodowego. Dostrzega również jej bieżące wady i niedociągnięcia wymagające reform i napraw. Nie nadaje przy tym automatycznie każdej inicjatywie multilateralnej szyldu katolickiego. Pozostając w nurcie nauczania papieży i bogatej spuścizny teologii łacińskiej i greckiej, nie absolutyzuje żadnego konkretnego kształtu ustrojowego i geopolitycznego świata. Większą szansę na głębokie, wzajemne przenikanie się ducha trynitarnej chrześcijańskiej miłości widzi jednak w sprawiedliwym porządku globalnym. Opartym o fundamenty pokoju i racjonalnego prawa międzynarodowego, promującego równość ludów, państw i narodów. Wspomniane zaś przez Benedykta XVI odśrodkowe rozproszenie zagraża nam wtedy, gdy porzucamy ów racjonalny porządek oparty na jednoznacznych normach moralnych na rzecz polityki presji i przemocy oraz egoizmu i dyktatu silnych w stosunku do słabszych.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 24/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Dlaczego Kościół broni ładu międzynarodowego?