Logo Przewdonik Katolicki

Łupią lasy, a łupki nadal w lesie

Jan Pospieszalski
Fot.

Zaledwie siedmiu tygodni potrzebowało Ministerstwo Środowiska, by przeprowadzić nowelizację ustawy pozwalającej rządowi wyciągać setki milionów z Lasów Państwowych. Ten sam resort, już siódmy rok, nie potrafi wprowadzić regulacji, by skutecznie poszukiwać, eksploatować, a tym samym ciągnąć korzyści z polskiego gazu łupkowego.

Projekt zmiany Ustawy o Lasach Państwowych ukazał się na stronie internetowej Ministerstwa Ochrony Środowiska na dzień przed Wigilią – 23 grudnia 2013 r. o godz. 16.00. Z datą 7 stycznia projekt trafił do Sejmu i mimo protestów leśników, związkowców i opozycji, 23 stycznia, na posiedzeniu połączonych komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa oraz Finansów Publicznych, odbyło się jego pierwsze czytanie. Jeszcze tego samego dnia, w nocy, na sali plenarnej miało miejsce drugie czytanie. Następnego dnia rano, głosami koalicji, ustawę przegłosowano. Okazuje się, że Sejm potrzebował na całą procedurę aż 25 godzin! Brakowało jeszcze tylko podpisu prezydenta, więc 12 lutego Bronisław Komorowski zmianę ustawy zatwierdził. Tak więc od ogłoszenia projektu na stronie ministerstwa do podpisania ustawy przez prezydenta upłynęło siedem tygodni. Nie przeszkodziły w tym ani święta Bożego Narodzenia, ani Nowy Rok, ani wolne od pracy święto Trzech Króli. 

 

Groźna zmiana

Choć w noweli ustawy znajdują się zapisy mające na celu ujednolicenie sposobu prowadzenia rachunkowości oraz inne, dotyczące doprecyzowania prawa, jakim są plany urządzania lasów, to istotą zmiany jest sięgnięcie przez rząd po pieniądze zgromadzone na rachunkach Lasów Państwowych. Nowe prawo zobowiązuje przedsiębiorstwo Lasy Państwowe do wpłacania do budżetu w latach 2015–2016 kwoty 1,6 mld, w ratach po 800 mln rocznie, a następnie, każdego roku po 2 proc. od przychodów, czyli 100–150 mln. Wpłaty będą dokonywane niezależnie, czy wynik przedsiębiorstwa w danym roku budżetowym będzie dodatni czy ujemny. Wprawdzie ustawa zakłada ewentualne odstępstwa od rygoru wpłat, ale tylko w przypadku klęsk żywiołowych czy innych przyrodniczych kataklizmów. Leśnicy alarmują: to nieprzemyślane, wprowadzone z pominięciem konsultacji z branżą działanie rządu może doprowadzić w krótkiej perspektywie do zapaści finansowej przedsiębiorstwa. Owszem, dziś pieniądze w kasie Lasów są, ale to środki potrzebne na bieżące inwestycje i rozwój. Zobowiązanie leśników do tak wysokiej daniny zmusi Generalną Dyrekcję Lasów do ograniczenia zaplanowanych inwestycji. Pociągnie to za sobą ograniczenie zakresu prowadzonych w lasach prac pielęgnacyjnych, jak i budowy wewnętrznych dróg i duktów, wykonywane przez małe firmy zewnętrzne, które istnieją tylko dzięki usługom świadczonym na rzecz Lasów. Wobec utrzymującego się w wielu regionach wiejskich strukturalnego bezrobocia ograniczenie tych zleceń może mieć katastrofalne skutki społeczne.   

Jan Szyszko, minister środowiska w rządzie AWS, a w ślad za nim inni posłowie PiS, kreślą czarny scenariusz, w którym obecna zmiana to początek reakcji domina. Destabilizacja sytuacji finansowej Lasów może wymusić restrukturyzację przedsiębiorstwa, czyli przekształcenie w spółkę Skarbu Państwa, a to według nich będzie wstępem do prywatyzacji.

 

Konstytucyjne gwarancje

W odpowiedzi na te zarzuty 12 lutego – w dniu podpisania przez prezydenta znowelizowanej ustawy – Jan Bury (PSL) i Rafał Grupiński (PO) na specjalnej konferencji w Sejmie przedstawili propozycję poprawki do konstytucji, która ich zdaniem ma przeciąć spekulacje dotyczące groźby prywatyzacji lasów. W projekcie poprawki czytamy m.in., że „lasy stanowiące własność Skarbu Państwa są dobrem wspólnym”, „nie podlegają przekształceniom własnościowym, z wyjątkiem przypadków określonych w ustawie. Lasy stanowiące własność Skarbu Państwa są udostępniane dla ludności na równych zasadach”. Jak zwykle sedno sprawy tkwi w szczegółach. Na razie nie wiadomo, jakie to wyjątkowe przypadki może określać ustawa, a nawet gdyby teraz nie zapowiadały nic groźnego, to ustawę można zmieniać zwykłą większością głosów.

W sprawie Lasów koalicja PO-PSL uspokaja opinię publiczną konstytucyjnymi gwarancjami w dniach, gdy minister Kozłowska-Rajewicz zapowiada przyjęcie przez Radę Ministrów konwencji Rady Europy dotyczącej  przemocy wobec kobiet – dokumentu pozostającego w rażącej sprzeczności z polską ustawą zasadniczą. Przyjmując tę konwencję, rząd Donalda Tuska ignoruje konstytucyjne gwarancje dotyczące ochrony małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny (art. 18), a także prawo do wychowania dzieci zgodnie z wyznawanym światopoglądem (art. 53 p.3).

Czy gwarancje ochrony Lasów okażą się tyle warte, ile gwarancje dotyczące rodziny?

 

Ministerstwo dwóch prędkości

Nadzwyczajne tempo prac nad ustawą o Lasach przedstawiciele obozu władzy uzasadniali potrzebami budżetu (w tym samorządów), apelowali o solidarność, tłumaczyli, że kryzys wymusza trudne decyzje. Tymczasem nad ustawą o łupkach, od momentu objęcia rządów przez ekipę PO–PSL, zawisło jakieś dziwne fatum. Opuszczając stanowisko głównego geologa kraju jesienią 2007 r., prof. Mariusz Orion Jędrysek pozostawił po sobie zręby nowych regulacji dotyczące poszukiwań i eksploatacji gazu łupkowego. Działania jego następcy, Henryka Jacka Jezierskiego, w latach 2007–2011 polegały na rozdysponowaniu (bez przetargu i za śmieszne pieniądze) ponad stu koncesji, wyczerpujących w znacznej mierze obszary, na których można prowadzić poszukiwania. Dokonania Jezierskiego jako głównego geologa lepiej jednak charakteryzuje fakt, że po zakończeniu jego kadencji ABW przeprowadziła „personalną restrukturyzację” Departamentu Geologii i Koncesji Geologicznych, zatrzymując siedem osób, w tym troje ważnych urzędników ministerstwa i jednego pracownika Głównego Instytutu Geologicznego. Pozostali zatrzymani to przedstawiciele spółki Silurian, kontrolowanej przez Ryszarda Krauzego. Wstrząs, jakim był korupcyjny skandal w ministerstwie, nie spowodował przyspieszenia prac. Wprawdzie premier na początku drugiej kadencji powołał na stanowisko głównego geologa uznanego w branży fachowca, Piotra Woźniaka, byłego ministra gospodarki w rządzie PiS, ale gdy ten w kilka miesięcy przygotował ustawę wzorowaną na prawie obowiązującym w Norwegii i Holandii, ta ugrzęzła w międzyresortowych uzgodnieniach. W efekcie Piotr Woźniak stracił stanowisko, a jego ustawa została wykastrowana z kilku najważniejszych zapisów.

 

Dla kogo ta ustawa?

Wykreślono z niej m.in. powołanie Narodowego Operatora Kopalin Energetycznych, który by nadzorował cały segment poszukiwań i wydobycia. Ponadto firmy prowadzące poszukiwania zostały zwolnione z obowiązku przekazywania Polsce próbek wraz z informacją o wierceniach. Polska traci w ten sposób bezcenną wiedzę o złożach. Opublikowany na początku tego roku raport NIK, opisujący działania administracji publicznej oraz przedsiębiorców w zakresie poszukiwania i rozpoznawania złóż gazu łupkowego, nie zostawia na rządzie suchej nitki. Brak potrzebnego prawa, nieprawidłowości przy wydawaniu koncesji, nierówne i nierzetelne traktowanie podmiotów, brak nadzoru nad wywiązywaniem się z koncesji, wysokie ryzyko korupcji, niezabezpieczenie obowiązku przekazywania próbek i interpretacji z odwiertów, to kilka z szeregu wymienionych przez NIK zarzutów. Niezależnie od NIK kontrola prowadzona przez ABW stwierdziła, że firmy związane z kapitałem rosyjskim skupują udziały w spółkach, które otrzymały koncesje na polskie łupki. Część firm, mimo otrzymania koncesji i zajęcia terenów, nie podjęła poszukiwań. Czy dlatego, że koncesje nabyto w celach spekulacyjnych, a może chodzi o zablokowanie działek i celowe opóźnienie wydobycia?  Jak by nie patrzeć, mimo buńczucznych zapowiedzi premiera w kampanii wyborczej, gaz z łupków nie płynie, zysków nie ma, a z każdym rokiem zbliża się moment negocjacji z Gazpromem nowego kontraktu. Zastój w polskich łupkach i brak dywersyfikacji dostaw gazu wzmacnia pozycję negocjacyjną Rosjan. Przez to, że rząd nie potrafił zadbać o inne źródła gazu, Waldemar Pawlak w 2010 r. podpisał kontrakt, w którym za każdy metr sześcienny gazu płacimy Gazpromowi kilkanaście procent drożej niż Niemcy. To strata każdego roku olbrzymich pieniędzy, wielokrotnie większych niż te wyrwane przez rząd od Lasów Państwowych. Jak widać, w tym samym resorcie jedne ustawy można przepchnąć przez siedem tygodni, a dla przeprowadzenia innych nawet siedem lat jest za mało.

 


Zaprotestuj i podpisz list poparcia w sprawie referendum w obronie polskich lasów i w obronie ziemi. Egzemplarz do pobrania na www.ekorozwoj.pl

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki