Logo Przewdonik Katolicki

Papież bliskości, uśmiechu i pokory

ks. Roman Walczak
Fot.

Kiedy nad Kaplicą Sykstyńską w Watykanie uniósł się biały dym, wszystko było już jasne: habemus Papam, mamy Papieża! Mamy przewodnika i ojca, który poprowadzi dalej Kościół Boży. Radość, nadzieje, ale też niepewność. Kto pojawi się w białej sutannie na balkonie bazyliki św. Piotra?

Ktoś powiedział, że dziennikarze mieli swoje konklawe, a Duch Święty swoje. I to On, Duch Boży, wskazał następcę, kard. Bergoglio, wybranego niemal z końca świata, jak powiedział w swoim pierwszym przemówieniu. Zapewne jak większość z nas, śledziłem te wyjątkowe chwile przed telewizorem, w Nuncjaturze Apostolskiej w Lizbonie, gdzie obecnie pracuję. Kiedy było już pewne, że papież został wybrany, poleciłem natychmiast wywiesić watykańską flagę na budynku nuncjatury, aby dać zewnętrzny znak, że Stolica Święta ma znów pasterza. Ojciec Święty zaskakiwał nas od początku: kiedy przed pierwszym papieskim błogosławieństwem pochylił się głęboko i poprosił nas o modlitwę, kiedy obmywał i całował nogi więźniów, kiedy zaprosił do papamobile niepełnosprawnego chłopca, kiedy ściskał i błogosławił chorych i dzieci, zatelefonował  do samotnej matki, kiedy pościł i modlił się niestrudzenie o pokój w Syrii i na świecie... Zaskakiwał nas? A może też i zawstydzał?

Moje pierwsze, osobiste spotkanie z Ojcem Świętym Franciszkiem miało miejsce w Watykanie 6 lipca, podczas dorocznej wizyty w Stolicy Świętej, którą odbywają wszyscy pracownicy nuncjatur, aby spotkać się z przełożonymi w Sekretariacie Stanu. Zamieszkałem w Domu św. Marty, w rezydencji papieskiej, gdyż jak wiemy, Ojciec Święty po wyborze nie przeprowadził się do Pałacu Apostolskiego, ale pozostał tam, gdzie mieszkał podczas konklawe. Przydzielono mi pokój na trzecim piętrze. Szybko się zorientowałem, że będę mieszkał z Ojcem Świętym niemal przez ścianę. Zajmuje on dwa niewielkie pokoje na drugim piętrze budynku. Kolejne zaskoczenie przeżyłem następnego dnia podczas śniadania, które spożywałem wraz z innymi gośćmi Domu św. Marty. W pewnym momencie otwarły się centralne drzwi jadalni i wszedł Ojciec Święty  ze swoim sekretarzem. Natychmiast powstaliśmy, aby uszanować papieża, ale on gestem ręki poprosił, abyśmy usiedli i kontynuowali śniadanie. Od tej chwili nie mogłem już właściwie jeść, dyskretnie spoglądałem tylko na Ojca Świętego, który siedział przecież zaledwie kilka metrów ode mnie, przy centralnym stole refektarza. Podobnych spotkań doświadczyłem podczas kolejnych posiłków. Ojciec Święty czasem zapraszał kogoś do swojego stołu, czasem podchodził do nowych gości.

Zdarzyło się jednego dnia, że schodząc schodami Domu św. Marty i mijając drugie, papieskie piętro budynku, spotkałem Ojca Świętego, który wychodził ze swojego pokoju. Zatrzymałem się i ukłoniłem. Papież Franciszek uśmiechnął się i uczynił w moją stronę podobny gest. Największą radość przeżyłem w przeddzień opuszczenia Watykanu, kiedy osobisty sekretarz Ojca Świętego zaprosił mnie do koncelebrowania porannej Eucharystii z papieżem Franciszkiem. W jego kaplicy jeszcze kilku innych kapłanów, kilkunastu wiernych świeckich oraz grupa kadetów Gwardii Szwajcarskiej. Zawsze kiedy uczestniczyłem w papieskich liturgiach, także wtedy, gdy stałem z nim przy ołtarzu, towarzyszyło mi przekonanie, że przeżywam najważniejsze chwile życia, celebrując misterium zbawcze Chrystusa wraz z Jego wikariuszem. Po Mszy św. weszliśmy do kaplicy na dziękczynienie. Szukałem wzrokiem Ojca Świętego, wypatrując go gdzieś przed ołtarzem, w centrum kaplicy. On jednak siedział z boku, na całkiem zwykłym krześle, tak jak inni uczestnicy Eucharystii. Po modlitwie czekał na nas przed kaplicą. Podszedłem do niego, uklęknąłem i ucałowałem jego dłoń. Ojciec Święty uśmiechnął się i mocno mnie uścisnął. Jakby mnie znał od zawsze… Przedstawiłem się, mówiąc, że jestem sekretarzem nuncjatury w Lizbonie i zapewniłem o naszej modlitwie. Ojciec Święty podziękował i poprosił, abym przekazał pozdrowienia dla mojego nuncjusza abp. Rino Passigato, którego zna osobiście. Po Mszy św. udałem się do refektarza na ostatnie już wspólne z papieżem śniadanie. Zjadłem je nieco w pośpiechu, aby na czas dotrzeć na lotnisko. Wychodząc z refektarza, jeszcze raz spojrzałem na Ojca Świętego i ukłoniłem się w jego stronę. A on, jak zawsze, uśmiechnął się i także ukłonił. Zapewniony o papieskiej więzi i błogosławieństwie, z nieopisaną radością w sercu udałem się w drogę do Polski.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki