Papa Francesco

Kiedy 100 tysięcy ludzi w strugach zimnego deszczu oczekiwało na wynik trzeciej tury głosowania, zapewne nikt nie przypuszczał, jak zaskakujący może być jego wynik. I nie chodzi wcale o to, że nikt nie był w stanie przewidzieć, że papieżem zostanie jezuita z Argentyny, bo miał przecież takie same szanse jak każdy ze 115 uczestników konklawe. Z pewnością jednak nikt nie przewidział tego, że tak błyskawicznie nowy papież zyska serca swoich wiernych.
Czyta się kilka minut

Samolotem, samochodem, autokarem, pociągiem, metrem i pieszo. W te marcowe dni na plac św. Piotra przybywały tłumy. Część z nich to oczywiście turyści, którzy swoje wycieczki zaplanowali wiele miesięcy wcześniej, część to mieszkańcy Rzymu, których wiodła na ten plac zwyczajna ciekawość, część to osoby duchowne, o których złośliwi mogą mówić, że były tam w tym czasie niejako służbowo, ale jak długo byśmy nie prowadzili tej wyliczanki, to nie będziemy w stanie racjonalnie wytłumaczyć, dlaczego w naszym podobno już całkiem zlaicyzowanym świecie dziesiątki tysięcy osób poświęciły swój czas (i zapewne pieniądze), by na żywo obserwować coś, co z większą dokładnością mogliby zobaczyć w telewizji czy w internecie. Jak wytłumaczyć ten fenomen, który zgromadził w jednym miejscu tak wielu, tym bardziej że widowisko zapowiadało się nader skromnie – głównym punktem programu miał być przecież wydobywający się z jednego komina dym.

 

Czekając na papieża
Jednym z tych, którzy w dniach obrad konklawe przychodzili codziennie na plac św. Piotra, był Argentyńczyk o. Martin. Księdzem jest od siedmiu lat, teraz studiuje w Rzymie, ale ubogie dzielnice Buenos Aires zdążył przemierzyć wzdłuż i wszerz. – Takich kontrastów między biednymi i bogatymi jak u nas nie ma chyba nigdzie na całym świecie – mówi kapłan. – Jedni mają osobnych służących do wyprowadzania swoich psów na spacer, inni nie mają dostępu do wody pitnej, a tych biedniejszych jest o wiele więcej. U nas ksiądz musi być blisko nich, inaczej się nie da. Ojciec Martin w dniu wyboru swojego rodaka na zwierzchnika całego Kościoła katolickiego przyniósł na plac ogromną flagę swojego kraju. – Nawet nie marzyłem o tym, że nasz arcybiskup może zostać papieżem, flagę wziąłem ze sobą, by nam, Argentyńczykom, łatwiej było się znaleźć w tym tłumie – wyjaśnia cierpliwie, śmiejąc się do wszystkich zaczepiających go dziennikarzy, bo z tą flagą trudno go przeoczyć. Chcąc nie chcąc, tuż po tym, gdy na placu św. Piotra padły słynne słowa „Habemus papam”, o. Martin staje się gwiazdą mediów, tym bardziej że rozmawia po hiszpańsku, włosku i angielsku. – Zobaczycie, będziemy mieć wspaniałego    papieża, on zawsze był blisko ludzi, blisko ich problemów. Jest tacy jak oni, jak my wszyscy – przekonuje kapłan. Ilustracją jego słów będzie już następny dzień, pierwszy dzień pontyfikatu nowo wybranego Ojca Świętego.
 
Początek pontyfikatu
I rzeczywiście. Pierwsze informacje o nowym papieżu niejednemu zapewne wydały się zaskakujące. Po pierwszym spotkaniu z pielgrzymami zgromadzonymi na Placu św. Piotra papież nie zgodził się wsiąść do watykańskiej limuzyny, by pojechać na nocleg do Domu św. Marty, ale wraz z wszystkimi elektorami udał się tam minibusem. Wychodząc na balkon, nie nałożył też czerwonej, obszytej futrem aksamitnej peleryny, a zamiast złotego ozdobnego krzyża wybrał swój stary, skromny krzyż biskupi. Gdy w czwartek rano, pierwszego dnia po zakończeniu konklawe, po raz pierwszy jako papież opuścił mury Watykanu i pojechał pomodlić się do bazyliki Matki Bożej Większej, zrezygnował z reprezentacyjnego samochodu z charakterystyczną watykańską rejestracją SCV 1. Przez nikogo niezauważony, przemknął ulicami Rzymu w asyście zaledwie kilku policyjnych motocykli. Tę swoją poranną modlitwę u stóp Madonny Franciszek zapowiedział z loggi bazyliki watykańskiej, gdy po raz pierwszy zabrał publicznie głos jako papież. Wizyta w tej właśnie świątyni nie była przypadkowa. Jak mówią jego przyjaciele, będąc w Rzymie, zawsze chadzał do bazyliki Santa Maria Maggiore, by pomodlić się przed czczoną tam ikoną Salus Populi Romani, Matki Bożej patronki Rzymu. Tego poranka złożył u Jej stóp bukiet kwiatów, a potem modlił się też w znajdującej się obok kaplicy, miejscu symbolicznym dla Towarzystwa Jezusowego. Właśnie tam bowiem swą pierwszą Mszę św. odprawił w dniu Bożego Narodzenia założyciel jezuitów, św. Ignacy Loyola. Ku zawodowi wiernych, którzy zgromadzili się przy głównym wejściu bazyliki, by powitać Ojca Świętego, wszedł on do świątyni bocznym wejściem i całą półgodzinną wizytę poświęcił na cichą modlitwę. Gdy wychodził, pozdrowił dominikanów pełniących w bazylice posługę spowiedników. „Bądźcie miłosierni w konfesjonale dla swych penitentów; bardzo tego potrzebują” – powiedział Franciszek i prosił, by pamiętali także o modlitwie w jego intencji. Wśród tych, którzy tego dnia mieli swój dyżur w konfesjonale, był dominikanin o. Elio Monteleone. – Miałem szczęście modlić się razem z papieżem, a potem podszedł on do każdego z nas i każdego indywidualnie błogosławił – opowiada mi później o. Elio o swoim porannym spotkaniu z Franciszkiem. – Ja też poprosiłem  Ojca Świętego o modlitwę w intencji naszej pracy jako spowiedników – mówi zakonnik. – Ludzie przychodzą do nas z takimi problemami, że naprawdę czasem nie wiadomo, co im powiedzieć, co im poradzić. Cieszę się, że papież o nas pomyślał.
 
Ciąg dalszy zaskoczeń
Pierwsza wizyta Ojca Świętego Franciszka za murami Watykanu miała swój dalszy ciąg. Papież pojechał do leżącego nieopodal Panteonu Międzynarodowego Domu Pawła VI, gdzie zatrzymał się przed rozpoczęciem konklawe. Zanim zabrał walizkę z osobistymi rzeczami, zapłacił za pobyt, by – jak powiedział – dać dobry przykład. – Spotkał się z mieszkańcami i pracownikami. Wizyta miała charakter bardzo serdeczny – mówił potem Katolickiej Agencji Informacyjnej pracujący w Watykanie ks. Arkadiusz Nocoń, od lat mieszkający w tym domu. Pracuje on w Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, której członkiem był kard. Bergoglio. – Dzisiaj rano przed wyjściem do pracy zostaliśmy zatrzymani w drzwiach. Nagle otwiera się brama i na nasze podwórko wjeżdża samochód – właśnie z Ojcem Świętym. Po prostu, wracając z bazyliki Santa Maria Maggiore, przyjechał po swój bagaż, bo zostawił go tutaj w pokoju nr 203 i miał wrócić po niego po konklawe, a teraz pojawił się tutaj już jako Ojciec Święty i udał się do naszej jadalni, aby przywitać się z personelem, a więc obsługą kuchni, a także z paniami zajmującymi się sprzątaniem. Proszę sobie wyobrazić, jakie były emocje, jaka była radość, ile łez radości. Było to nieprawdopodobne. Otrzymaliśmy wszyscy jego błogosławieństwo, no i cały czas nas zaskakuje, od samego początku.
Zaskoczenia zachowaniem i osobowością nowo wybranego papieża nie krył nawet sam ks. Federico Lombardi, rzecznik prasowy Stolicy Apostolskiej i jednocześnie jego współbrat zakonny. – Osobiście jestem trochę zszokowany, że papieżem został jezuita – te słowa ks. Lombardiego przytoczyła amerykańska agencja informacyjna CNS. – Jezuici zawsze uważają, że są sługami, a nie sprawującymi władzę w Kościele – powiedział rzecznik Watykanu. Wybór imienia Franciszek określił jako „odważny”, wyrażający prostotę i ewangeliczne świadectwo. Przyznał także, że dotychczasowego argentyńskiego kardynała Jorge Bergoglio nie zna bliżej, choć są braćmi z tego samego zakonu. – Jeszcze wczoraj przywitaliśmy się, ale nie spodziewałem się, że następnym razem zobaczę go już w białych szatach – powiedział ks. Lombardi. Na swojej pierwszej po wyborze nowego papieża konferencji prasowej odpowiadać musiał przez półtorej godziny, a pytań dziennikarzy było mnóstwo. Zapytano go nawet, czy niekonwencjonalne zachowanie nowego papieża nie zagraża jego bezpieczeństwu, ale ks. Federico Lombardi stwierdził wówczas, że to ochrona musi się dostosować do stylu papieża Franciszka, a nie odwrotnie. Zresztą, jak dodał watykański rzecznik, już Jan Paweł II zasłynął łamaniem protokołu i chodzeniem w miejsca, które wcześniej wydawały się dla papieża niewyobrażalne.
 
Opinie inne niż zwykle
Nic więc dziwnego, że pierwsze publikacje po wyborze Ojca Świętego nie nawiązywały do jego kariery naukowej czy kurialnej. Pierwsze opinie były zupełnie inne. Na przykład Luis Badilla na portalu „Il Sismografo” podkreślił, że jako arcybiskup Buenos Aires kard. Jorge Mario Bergoglio dużą wagę przywiązywał do formacji kandydatów do kapłaństwa. Na spotkaniach z nimi powtarzał, że „dobry pasterz musi pachnieć jak jego owce”. Według niego w tym zdaniu zawiera się spora część „kapłańskiego profilu” Franciszka. Zachwyceni nowym papieżem wydawali się także polscy kardynałowie, Stanisław Dziwisz i Kazimierz Nycz, którzy spotkali się następnego dnia po konklawe z polskimi dziennikarzami w Domu Polskim im. Jana Pawła II w Rzymie. – Będziemy prosić, aby przyjechał na Światowe Dni Młodzieży do Polski, następne po Rio de Janeiro – mówił kard. Dziwisz. Ta wizyta w naszym kraju z okazji 1050-lecia chrztu Polski przypadającego w 2016 r. miałaby „nadrobić dług historii”, gdy na tysiąclecie władze PRL nie zgodziły się na obecność Pawła VI. Komentując wybór papieża, kard. Dziwisz stwierdził, że była to decyzja zaskakująca, zapowiadająca zmiany. Dodał, że szczególnie wzruszony był faktem przyjęcia przez niego imienia Franciszek, w którym zawiera się program pontyfikatu, posługi pokornej, ubogiej, zobowiązującej. – Nowy papież po wyjściu z Kaplicy Sykstyńskiej nie wsiadł do samochodu papieskiego, lecz do busa z innymi kardynałami elektorami, takim oto gestem rozpoczął pontyfikat – powiedział metropolita krakowski. – On wie, czego świat oczekuje dziś od papieża. Kard. Kazimierz Nycz dodał przy tym, że Kościół oczekiwał na papieża spoza Europy i wspomniał, że odwiedzając argentyńską Polonię, miał okazję złożyć wizytę kard. Bergoglio. – Jego dom to rzeczywiście nie jest pałac biskupi, to jest budynek podobny do polskiego bloku, w którym mieszkał on, w którym mieści się kuria, a część pomieszczeń jest wynajmowana, mieszkają w nim zwyczajni ludzie. Przez godzinę byłem w jego bardzo prostym domu i on pewnie takim też będzie papieżem ­– mówił metropolita warszawski. Dziennikarze pytali jeszcze, czy kardynałom Dziwiszowi i Nyczowi udało się porozmawiać choć chwilę z papieżem. Kard. Nycz powiedział, że po kolacji w Domu św. Marty otrzymał specjalne wydanie „L' Osservatore Romano”, z którym podszedł do Ojca Świętego i poprosił go o podpis. – I mam taką papieską pamiątkę zaraz po wyborze papieża Franciszka – wyznał.
 
Włoska prasa o nowym papieżu
To specjalne wydanie „L’Ossevatore Romano” stało się najbardziej pożądaną pamiątką z tych dni, choć oczywiście sam    papież nie podpisał tego wydania chyba nikomu więcej. Gazeta ta ukazała się już w niecałą godzinę po ogłoszeniu wyboru kard. Jorge Mario Bergolio na papieża i tę godzinę umieszczono obok daty wydania: 13.03.13, godz. 20.30. „L’Osservatore” jak zwykle sprzedawane było najpierw w kiosku tuż obok bazyliki św. Piotra. Na stronie tytułowej pisma zamieszczono zdjęcie papieża Franciszka z jego pierwszego wystąpienia w loggii bazyliki watykańskiej. Nad zdjęciem umieszczono słowa: „Annuntio vobis gaudium magnum: Habemus papam – Georgium Marium Bergoglio, qui sibi nomen imposuit Franciscum” („Oznajmiam wam radość wielką: mamy papieża – Najczcigodniejszego i Najprzewielebniejszego Pana Kardynała Świętego Kościoła Rzymskokatolickiego – Jorge Mario Bergoglio – który przybrał sobie imię Franciszek”). To wydanie „L’Ossevatore” liczy zaledwie 8 stron, a jego jedynym kolorowym elementem jest ozdobna ramka z motywem z laurowych liści i zdjęcie papieża; kosztowało ono 1 euro. Już w nocy ustawiały się jednak po ten wyjątkowy numer gazety bardzo długie kolejki, jedna osoba mogła kupić maksymalnie tylko dwa egzemplarze. Gdy w nocy wracałam metrem z placu św. Piotra, współpasażerowie zaczepiali mnie, widząc w moich rękach, jeszcze cieplutkie, prosto z drukarni, „L’Osservatore”. – To mamy już papieża? – upewniali się. – Dobrze, że go wybrali, im szybciej, tym lepiej. Żeby tylko okazał się dobrym człowiekiem – komentowali. Włoska poranna prasa – ta bardziej moglibyśmy powiedzieć „świecka” – nie pozostawia już złudzeń, że czasy, w których nowo wybranemu papieżowi Franciszkowi przyjdzie sprawować swoją funkcję, będą łatwe. Franciszek, Papież Franciszek, Nowy Kościół papieża Franciszka – oto tytuły pierwszych stron gazet. Dominowały w nich określenia wyrażające zaskoczenie i niespodziankę. Nie został wybrany faworyt włoskich mediów. „W 1978 r. papiestwo opuściło Włochy, dziś opuszcza Europę” – napisał Luigi Accattoli. Komentator „Corriere della Sera” opisał serię nowości, które przyniosło samo ogłoszenie, kim jest nowy papież. „Wszystkie pomogą Kościołowi przezwyciężyć kompleks recesji, który – jak się wydaje – obciążał Kościół w ostatnich dziesięcioleciach, począwszy od ruchu młodzieżowego w latach 60. ubiegłego wieku” – dodał. „Kard. Scola zdradzony przez Włochów już w pierwszym głosowaniu” – oznajmiła z kolei turyńska „La Stampa”. Giacomo Galeazzi próbował w ten sposób wyjaśnić całkowitą porażkę przewidywań, które mówiły, że w pierwszych dniach konklawe wybranym będzie faworyt, a od trzeciego dnia wypłyną nazwiska „outsiderów”. Wybór papieża z Argentyny położył im kres. To właśnie poparcie ze strony kardynałów biskupów wielkich diecezji miało zapewnić kard. Scoli przewodzenie w gronie papabili. Watykaniści nie potrafią teraz wyjaśnić takiego przebiegu konklawe. „Papież z zaskoczenia, przybyły z końca świata, by powiedzieć dość intrygom w Kurii i paraliżowi, który osłabił rządy Benedykta XVI i doprowadził do rezygnacji” – pisał na pierwszej stronie dziennika „La Repubblica” Ezio Mauro. Z kolei Franco Garelli w „Il Messaggero” próbował interpretować wybór imienia nowego papieża. To dla niego „znak prostoty” po serii skandali w Kościele. Publicysta przyznał jednak, że szybka i niespodziewana zgoda wśród kardynałów co do kandydatury Argentyńczyka obróciła w proch wszelkie przewidywania i spekulacje odnośnie do frakcji w Kolegium Kardynalskim. Sprawdziło się więc po raz kolejny stare kościelne powiedzenie o mechanizmach rządzących konklawe, które mówi, że kto wchodzi do Kaplicy Sykstyńskiej papieżem, wychodzi z niej… kardynałem.
 
Przed oficjalną inauguracją
Trudno przewidzieć, jaki tak naprawdę będzie pontyfikat papieża Franciszka. Tłum na placu św. Piotra zaufał mu już od pierwszych chwil jego posługi na stolicy Piotrowej. Gdy w tamtą środę 13 marca po godz. 20.00 usłyszeliśmy nazwisko kardynała, którego wybrano na głowę Kościoła, plac zamilkł na długie 2–3 sekundy, tak jakby nikt nie przewidział takiego rozwoju wydarzeń. Dopiero po chwili przez tłum przebiegło szybkie „Argentina, Argentina” i można się było zorientować, że nowy Ojciec Święty pochodzi z Ameryki Południowej. Jednak gdy poinformowano, że wybrał on imię Franciszek, spontaniczny, głośny aplauz pokazał, jak bardzo obecnym na placu podoba się to imię, jak szybko je akceptują. Młodzież zaczęła skandować „Papa Francesco”, jeszcze zanim zdążył on cokolwiek powiedzieć. A papież Francesco ujął wszystkich skromnością i serdecznością. Trudno było ukryć wzruszenie, gdy w pierwszych zdaniach poprosił wszystkich, by pomodlili się za „naszego biskupa emerytowanego Benedykta XVI, by Pan mu błogosławił i Madonna go strzegła”. Wszyscy razem z nim głośno mówili „Ojcze nasz” i „Zdrowaś Mario”. Tłum posłuchał też papieża od razu, gdy ten poprosił o cichą modlitwę w swojej intencji, „zanim udzielę Wam wszystkim błogosławieństwa”. W tym momencie zamilkli nawet najbardziej rozkrzyczani włoscy studenci, którzy weszli na latarnię oświetlającą plac, by lepiej widzieć, i cały czas głośno pokazywali, jak bardzo się cieszą. A papież pobłogosławił „wszystkich mężczyzn i kobiety dobrej woli” i zdążył jeszcze obecnym na placu podziękować „za to, jak mnie przyjęliście. Módlcie się za mnie!” – dodał. Rozpoczął się pontyfikat 266. papieża, Franciszka. Czy uda mu się pozostać „papieżem ubogich” do ostatnich dni sprawowania tego najważniejszego urzędu w naszym Kościele?
  
Ks. Ernesto Yamaguci z Peru, od 3 lat studiuje teologię w Rzymie
– Nie jest łatwo być papieżem, obojętnie w jakich czasach by nie żył. Sam św. Piotr miał o wiele trudniej w tamtych czasach niż w naszych. Odnoszę czasem wrażenie, że obecnie tylko papież i tylko Kościół katolicki przypominają wszystkim, czym tak naprawdę jest rodzina, kim jest człowiek i kiedy powstaje. Tylko papież walczy o prawdę i o niej mówi. Przyszedłem na plac św. Piotra, bo chcę uczestniczyć w tym ważnym dla wszystkich katolików wydarzeniu, chcę być razem ze wszystkimi. Nie przeszkadza mi, że pada deszcz, będę czekał na biały dym.
 
Anna, Dariusz i Nikola Jackowscy z Sierzchowa k. Kalisza
– Przyjechaliśmy do Rzymu specjalnie na konklawe, chcemy widzieć nowego papieża, będziemy przychodzić codziennie aż go wybiorą. Ten papież nie będzie teraz miał łatwego zadania. Chcielibyśmy, by był otwarty, by umiał porwać za sobą tłumy, bo jak z tym sobie poradzi, to wtedy będzie mu łatwiej kierować Kościołem i Kościół zmieni się na lepsze.
 
Jackie Kannely z USA, gospodyni domowa, matka czterech córek
– W Rzymie jestem razem z córkami, towarzyszymy mężowi w sprawach zawodowych. Jestem bardzo szczęśliwa, że jesteśmy tu akurat w tak ważnym dla Kościoła momencie. Nie znam w ogóle kardynała, który został  papieżem, ale dla mnie nie ma w ogóle znaczenia, z jakiego kraju pochodzi nowo wybrany następca św. Piotra, ważne, że już go wybrali, bo Kościół zawsze potrzebuje swojego przywódcy, swojego Ojca Świętego.
 
Siostra Maria z Austrii, 5 lat w zakonie
– Nic nie wiem o nowo wybranym papieżu, ale wierzę, że jest dobrym człowiekiem i że poradzi sobie z kierowaniem Kościołem w tych trudnych czasach. Będę razem z innymi siostrami z mojego zakonu dużo się za niego modlić, postanowiłyśmy to sobie, jeszcze zanim tu przyjechałyśmy. Myślę, że on bardzo lubi św. Franciszka, skoro wybrał takie imię, i że będzie chciał tworzyć Kościół tak, jak widział to św. Franciszek. To bardzo dobry wybór. Podoba mi się. Na pewno przyjdzie mu się zmagać z wielkimi problemami, także wewnątrz Kościoła, ale dziś nie chcę o tym mówić. To taki radosny dzień.
 
o. Martin Astudilio z Argentyny, jest księdzem od 7 lat
– Wszyscy mnie pytają, czy jestem dumny z tego, że mój rodak został papieżem, ale ja nie umiem powiedzieć, co czuję. Duma? Nie, przecież wszyscy razem jesteśmy katolikami, raczej po prostu wielkie szczęście.
 Oczywiście, że wiem, kim jest nowo wybrany Ojciec Święty, choć nie znam go osobiście, ale myślę, że będzie dla nas dobrym papieżem. On zawsze był blisko ludzi, blisko człowieka i jego spraw. Z tego jest znany u nas w kraju. Wierzę, że pomoże ludziom zbliżyć się do Jezusa, a dzięki temu oni szybciej i łatwiej odnajdą szczęście w swoim życiu.
 
ks. Kazimierz Pres, 30 lat pracował w Argentynie, misjonarz
– Znam osobiście nowego papieża, to człowiek pokorny i skromny. Kard. Jorge Mario Bergoglio to człowiek o wysokiej kulturze, bardzo pokorny, nie mieszkał w pałacu biskupim tylko przy kurii, mówił, że wtedy jest bliżej ludzi. Nie miał prawa jazdy, jeździł miejską komunikacją. Raz nawet zaproponowałem kardynałowi, że go odwiozę samochodem, kiedy razem wracaliśmy z pogrzebu. Podziękował mi i powiedział, że wróci autobusem. Krótko też rozmawialiśmy. Kardynał zapytał mnie, skąd pochodzę. Odpowiedziałem, że z Polski, tak jak Jan Paweł II. Kardynał powiedział mi, że bardzo ceni papieża. Franciszek jest zresztą kopią Jana Pawła II – w wierze, postawie, świętości i kontakcie z ludźmi. Moim zdaniem nowy papież podczas swojego pontyfikatu będzie odnawiał, wzmacniał Kościół i przypominał ludziom, że świętość jest możliwa. Jeszcze przed wyborem mówiłem księżom, że jeżeli kardynałowie będą szukać świętego papieża, to jest nim kard. Bergoglio. Myślę, że nie będzie lubił papamobile, on wolałby poruszać się pieszo… wśród ludzi.
Źródło KAI
 
Karolina Frąk, od 13 lat pracuje w Argentynie, zmartwychwstanka
– Kard. Bergoglio odwiedzał dzielnice nędzy, sierocińce i domy starców, bo wie, że jego miejsce jest wśród najbiedniejszych. Pewnego dnia do domu dziecka, prowadzonego przez nas, czyli przez siostry zmartwychwstanki, zadzwonił osobiście i spytał, czy możemy przyjąć dziewczynkę, która potrzebuje opieki. To była 12-letnia dziewczynka niemająca rodziny i przez pół roku przebywająca w szpitalu psychiatrycznym. Ja osobiście z nim rozmawiałam. Powiedział wtedy: „Ja tylko chcę prosić siostrę o jedno: żeby siostry zrobiły wszystko, by mogła być u was. By po wyjściu ze szpitala mogła rozpocząć życie godne każdego dziecka”. Kard. Bergoglio zapewnił nas wtedy także, że nam pomoże, bo wiedział, że nasz dom nie jest przystosowany do opieki nad dziećmi z problemami psychiatrycznymi. Ale miał wielką nadzieję, że dziewczynka nie jest skazana na zawsze na życie z tą chorobą, że będzie mogła normalnie funkcjonować. I rzeczywiście, półtora miesiąca od przybycia do naszego domu udało się odstawić wszystkie psychotropy i rozpoczęła normalne życie z pozostałymi podopiecznymi naszego domu. Ona nie wie, komu to zawdzięcza, ale dziś [tj. w czwartek, 14.03.13 – przyp. red] do niej zadzwonię, żeby jej powiedzieć, że to obecny Ojciec Święty zaopiekował się nią i miał wpływ na to, że została zaadoptowana – od dwóch lat jest w rodzinie zastępczej. Dziś mówi, że może obchodzić urodziny dwa razy do roku – w dzień biologicznych narodzin i w dniu, gdy trafiła do ośrodka prowadzonego przez siostry. Mówi to otwarcie i daje o tym świadectwo.
Źródło: KAI
 

 

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 12/2013