Logo Przewdonik Katolicki

Oto historia medjugorskiej widzącej

Goran Andrijanić
Fot.

Czerwcowe popołudnie, hercegowińska wieś i wzgórze, na którym Maryja objawiła się dwom nastolatkom. W tym roku mija 31 lat od pierwszego objawienia w Medjugorje.

Czerwcowe popołudnie, hercegowińska wieś i wzgórze, na którym Maryja objawiła się dwom nastolatkom. W tym roku mija 31 lat od pierwszego objawienia w Medjugorje.

 

Medjugorje

W takie jak dziś czerwcowe popołudnie, przed dokładnie 31 laty, w hercegowińskiej wsi Bijakovići, dwie przyjaciółki Mirjana i Ivanka spacerowały po wzgórzu, które do dziś mieszkańcy nazywają Podbrdo, chociaż innym o wiele więcej mówi nazwa „wzgórze objawienia”. Rozmawiały o tym, o czym zazwyczaj rozmawiają nastolatki. Mirjana co lato przyjeżdżała tu z rodzinnego Sarajewa, żeby odwiedzić dziadków i opowiedzieć przyjaciółce o wszystkim, co się wydarzyło od czasu ich ostatniego spotkania.

W pewnym momencie Ivanka przerwała rozmowę, popatrzyła w stronę Podbrda i powiedziała, tak jak do tej pory opowiadała o swoich szkolnych przygodach: „Myślę, że Maryja (Gospa) jest na wzgórzu”.

„I tak to się zaczęło” – mówi Mirjana Soldo, wspominając dzień, który już na zawsze przemienił nie tylko jej życie, ale i milionów pielgrzymów, którzy od 24 czerwca 1981 r. przyjeżdżają do Medjugorje modlić się, a wielu katolików wierzy, że to miejsce wciąż trwających tu objawień Matki Bożej. 

Widząca Mirjana, jedna z sześciorga dzieci, które od 1981 r. mają objawienia, przyjmuje nas w swoim domu we wsi Bijakovići, przed którym często (zbyt często) zbierają się ciekawi pielgrzymi, chcący choć na krótko zobaczyć „tę, która rozmawia z Gospą”. My siedzimy w miejscu oddzielonym od ciekawskich spojrzeń pielgrzymów, w przyjemnie chłodnej o tej porze roku jadalni na najniższej kondygnacji domu. Do środka prowadzi nas mąż Mirjany Marko Soldo, cichy i spokojny człowiek, który chwilę później gubi się niepostrzeżenie, wracając do swoich obowiązków. Małżeństwo Soldo prowadzi niewielki pensjonat dla pielgrzymujących przyjaciół, których goszczą w kilku pokojach swojego domu. Ale to cały czas jest bardziej dom i taka tu panuje atmosfera. Pewnie dlatego nawet jadalnia nie jest podobna do tych typowych hotelowych, których coraz więcej pojawia się w malutkim Medjugorje.  

Widząca ubrana w niebieską bluzkę i jeansy, siedzi w  fotelu naprzeciw nas, pod obrazem Matki Bożej z Guadalupe i św. Juana Diego Cuauhtlatoatzin, świadka Jej objawień, który w 2002 r. został kolejnym katolickim świętym zjednoczonych narodów Ameryki i świata.

Mirjana wygląda trochę na zmęczoną, ale zachowuje się swobodnie i jest bardzo otwarta. Przy kawie i ciastkach, które zrobiła na nasz przyjazd, rozmawiamy o wszystkim; od doświadczenia wychowywania dzieci do anegdot o tym, kto z nas słyszał najnudniejsze i najdłuższe kościelne kazanie. I tylko od czasu do czasu dociera do nas, że siedzimy przed jedną z osób, której życiowa historia znajduje się w centrum zainteresowania wielu. I choć Stolica Apostolska wciąż nie wyraziła ostatecznego sądu na ten temat, to określiła medjugorskie objawienia jako „bardzo znaczące wśród ostatnich objawień”.

 

Wracamy do historii sprzed 31 laty, kiedy wszystko się zaczęło.  

– Pamiętam, że bardzo się zdenerwowałam na Irankę, kiedy mi powiedziała, że widzi Maryję. Byłam pewna, że sobie żartuje. Odpowiedziałam jej coś w stylu: „Oszalałaś, myślisz, że Maryja nie ma nic innego do roboty, tylko przychodzić do mnie i do ciebie?”. Nawet nie chciałam spojrzeć w stronę Podbrda, tylko zawróciłam i odeszłam. Naprawdę byłam na nią zła. Kiedy doszłam do pierwszych domów, coś kazało mi wrócić. No i wróciłam. Zobaczyłam Ivankę, która zazwyczaj była rumiana, w przeciwieństwie do mnie mieszczańskiego bladego dziecka, jak bez ruchu patrzy w stronę wzgórza. Była jeszcze bardziej blada ode mnie. Kiedy i ja zdecydowałam się podnieść głowę wyżej, zobaczyłam kobietę w jasnobłękitnej sukni z dzieckiem na ręku – opowiada Mirjana i mówi, jak w jednym momencie doświadczyła i strachu, i niezrozumienia, ale jednocześnie ogromnego spokoju. Wystraszone przyjaciółki uciekły. Mirjana najpierw spotkała swoją babcię, której na jednym oddechu krzyknęła: „Widziałam Maryję”. Na babci nie zrobiło to większego wrażenia. Kazała jej iść do pokoju i zostawić Maryję w spokoju w niebie. Tej nocy dziewczynka nie mogła już spać. Przed oczami ciągle miała kobietę w długiej sukni, która stoi na kamienistym wzgórzu, trzymając na rękach dziecko.

Następnego dnia obie przyjaciółki znowu się spotkały na Podbrdo. Była z nimi jeszcze czwórka ich przyjaciół i prawie cała wieś. „Przyszliśmy do Maryi pierwszy raz i zobaczylismy, że Ona już tam na nas czekała”.

Taki był początek historii o Medjugorje, a Mirjana często rozmyśla o tych dniach i widzi w tym wydarzeniu i wszystkim, co się działo przedtem i potem Boży palec.

Pochodzi z Sarajewa. Tu się urodziła (jako Mirjana Dragičević) i tu dorastała, ale każdego lata odwiedzała dziadków w jednej z hercegowińskich wsi, gdzie oprócz „tytoniu i słabo rodzących winogron nie było niczego”. Rodzice i brat jechali nad morze, a ją coś ciągnęło do Hercegowiny. Za każdym razem kiedy tata odprowadzał ją na pociąg, miał nadzieję, że córka jednak zmieni zdanie i wybierze plażę, ale nigdy się tak nie stało. Mirjana wysiadała we wsi Bijakovići i zostawała tam całe lato, pomagając dziadkom w zbiorach tytoniu. 

Była wzorową uczennicą, wychowywaną w wierzącej rodzinie i nie było jej łatwo dorastać w  ateistycznym środowisku swojej szkoły. „Tylko ja w mojej klasie wierzyłam w Boga” – tłumaczy. 

Po półtora miesiąca objawień w Medjugorje, pewnego dnia policja zaciągnęła ją siłą do auta i odwiozła do Sarajewa do rodziców. Nie chciała wracać. Bała się, że objawienia mogą się skończyć, kiedy zostawi swoich przyjaciół. Tak się nie stało, ale czekały na nią inne pokusy.  

W Sarajewie i ona, i jej rodzina mieli status „wroga narodu”, dlatego zostali zupełnie sami, bez przyjaciół, którzy w jednym momencie zaczęli ich unikać.

Niedługo później Mirjanę zawieszono i wyrzucono bez wyjaśnienia z elitarnego Trzeciego Gimnazjum. Musiała kontynuować naukę w Piątym Gimnazjum, w którym najczęściej kończyła młodzież wyrzucona z innych szkół za problemy z alkoholem i narkotykami.  „A ja nie wiedziałam co to jest narkotyk, a co dopiero, żebym się spotykała z kimś, kto ich używa? To był dla mnie koniec świata” – wspomina Mirjana. Sama przyznaje, że trochę rozpieszczona nastolatka („Dziewięć lat byłam jedynaczką. Wszystko zawsze było tak, jak ja chciałam.”), teraz musiała stanąć twarzą w twarz z codziennymi przesłuchaniami i przeszukiwaniem mieszkania. W tym wszystkim  znajdowała siłę na to, żeby pocieszać rodziców, chociaż na policję jeździła z lękiem o własne życie.

Pozostali widzący zostali razem w Medjugorje, gdzie po początkowych przesłuchaniach komunistyczna policja zostawiła ich w spokoju.

Ona została sama w Sarajewie, spędzając codziennie po kilka godzin na policji. Szczerze mówiąc, czekała, że po tylu spotkaniach z Gospą, Maryja da jej jakieś pocieszenie w tym trudnym czasie opuszczenia, z dala od przyjaciół, może jakieś małe prywatne objawienie, słowo otuchy na to przez co musi przechodzić każdego dnia. Ale nic takiego się nie stało. Cały miesiąc płakała z tego powodu, dopóki nie zrozumiała, że dla Boga nie ma uprzywilejowanych.

Pewnego dnia zadzwonił do niej przyjaciel, Serb, z którym czasami chodziła na kawę po zajęciach. „Pytał mnie: «Do cholery, kim ty jesteś?»”. Okazało się, że poprzedniego dnia tajniacy zawieźli go białym golfem na policję. Wypytywali, skąd mnie zna, o czym rozmawiamy. Kiedy im zaczął, zresztą zgodnie z prawdą, wyliczać: o szkole, nauczycielach, uczniach, usłyszał zdenerwowany głos przesłuchującego go milicjanta: „Marsz do domu!” – śmiejąc się, wspomina Mirjana. Po tym wydarzeniu dziewczyna zaczęła unikać przyjaciół, żeby nie robić innym problemów, skoro sama już siedziała w nich po uszy. To była ciężka życiowa lekcja dla piętnastolatki, ale ona została niewzruszona, „bo w tym wszystkim cały czas miałam Maryję przed oczami i byłam taka dumna, że mogę zrobić coś dla Niej”.  

„Kiedy zaczęła się wojna w Bośni, pewien były policjant dał mi kasetę z jednego z moich przesłuchań. Gdy jej słuchałam nie mogłam uwierzyć w to, jak dorośle i pewnie odpowiadam. Bóg działał – to jasne. Kiedy widzisz niebo tak, jak ja je widzę podczas objawień, wtedy rozumiesz, jak szybko przemija ten świat. Jeśli masz umrzeć, umieraj z podniesioną głową, z godnością. Nie oddawaj swojej wiary. Pozostań wierny temu, w co wierzysz” – mówi Mirjana.

I przez cały czas, kiedy opowiada swoją trudną historię o duchowym dojrzewaniu, uśmiech nie schodzi z jej twarzy. Mówi, jak mimo tych doświadczeń często brakuje jej Sarajewa i jak bardzo lubi tam wracać. Do tego ducha i mentalności „ekipy z osiedla”, do naturalności i zwyczajności, która – nie da się ukryć – jest jej częścią. Mirjana kocha się śmiać, żartować, mówi, że nie rozumie chrześcijan, którzy doświadczyli Bożej miłości, a pozostają smutni i zatroskani.

Opowiada nam wiele historii, także tę, kiedy spotkała się z jednym zabawnym amerykańskim dziennikarzem. Kiedy ją pytał, jak to się stało, że Maryja właśnie jej, a nie pozostałym widzącym odkryła swoich 10 medjugorskich tajemnic, odpowiedziała żartem, że „widocznie Gospa wie, kto je od razu może zrozumieć, a kto potrzebuje trochę więcej czasu”. Dziennikarz to napisał, ale zapomniał dodać, że Mirjana powiedziała to półżartem.

„Musiałam przez następny tydzień wszystkim wyjaśniać, że nie mówiłam poważnie i że to był żart” – mówi nam widząca, szeroko się uśmiechając. Dodaje jeszcze, że ważnym dowodem na autentyczność Medjugorje jest fakt, że Maryja zebrała między widzącymi ludzi o skrajnie różnych charakterach, takich, którzy gdyby nie było objawień, najprawdopodobniej nie spotykaliby się zbyt często, bo są po prostu różni.  

„Oto przykład. Zaraz po objawieniu nie wiem, «kim jestem». Nie potrafię rozmawiać z ludźmi, wszystko, czego potrzebuję, to zamknąć się w pokoju i w samotności się modlić. W przeciwieństwie do niej Ivan Dragičević (drugi z widzących), po objawieniu jest rozluźniony i nie ma żadnych problemów z komunikacją. Każdy z nas przeżywa to spotkanie inaczej” – opowiada nam Mirjana. 

W pewnym okresie widząca studiowała ekonomię turystyki w Sarajewie, zaliczyła pierwszy rok, ale po szykanach ze strony profesora, zdecydowała się przerwać studia. Na pytanie czy tęskni za nauką odpowiada, że uzupełnia wiedzę regularnym czytaniem. Lubi beletrystykę i książki historyczne, najbardziej rosyjską klasykę i thrillery. Lubi też filmy, ale tylko te z happy endem, w których główny bohater kończy w szczęśliwym związku, a zabójca jest odnaleziony. To dlatego, że przesycona jest nieszczęśliwymi historiami, które opowiadają jej pielgrzymi. Czy doświadcza czasami ze strony wierzących zawiści, zazdrości z powodu objawień, których oni nie mają?

 

Codzienne życie

„Kto ze mną przeżyłby jeden dzień, nigdy by mi nie zazdrościł. Musisz zapomnieć, że masz dom, życie. Twój dom to stacja, na której ciągle jest ruch jak na dworcu. Cały czas ktoś przychodzi, odchodzi. Wszyscy cię potrzebują, chcą mieć prawo do ciebie. Mówię wam, jeśli ktoś jest zazdrosny, niech przeżyje ze mną mój jeden zwykły dzień” – mówi widząca, ale od razu dodaje, że jest świadoma, iż pielgrzymi jej potrzebują i przychodzą do niej z wielkimi potrzebami. 

Pytamy, jak znosi to rodzina, czy cierpi czasami z tego powodu? Mówi, że męża Marka zna od dziecka, żartuje, że on od zawsze był w niej zakochany. Ślub wzięli w 1989 r., po kilku latach „chodzenia”. A jak Marko przyjmuje to, że ma żonę, która spotyka się z Maryją? „On od początku wie, co się dzieje w Medjugorje. Stawia Boga na pierwszym miejscu i wtedy wszystko idzie łatwiej. Ja jestem dla niego kimś, kto jest na służbie u Boga, wie, że kiedyś wszyscy będziemy tak «pracować»” – wyjaśnia Soldo. 

Swoje córki Mariję i Veronikę wychowuje tak, aby nauczyły się kochać Boga i chce to osiągnąć bez żadnej presji. Kiedy przyszedł czas, wyjaśniła im, że Bóg czasami wybiera niektóre osoby do pewnych zadań, ale nie dlatego, że są lepsi od innych, tylko że po prostu tak jest. W ten sposób dziewczynki zrozumiały, że Bóg wybrał mamę jako tę, która widzi Maryję. Starsza Marija zrozumiała to dość wcześnie, bo już jako dwulatka na przechwałki swojej koleżanki, że „jej mama jeździ autem” odpowiedziała, że to nic takiego, bo jej mama „rozmawia z Gospą” –  wspomina, śmiejąc się Mirjana.

Kiedy wychodzimy na dwór, żeby zrobić zdjęcia, Mirjana narzeka, że będą ją widzieć pielgrzymi i pewnie za chwilę ją „napadną”. Zresztą niedawno podczas jednego z ostatnich widzeń nieprzebrany tłum tak bardzo na nią napierał, starając się ją dotknąć, że prawie złamał jej rękę. Cała była posiniaczona, a lekarka, która ją widziała, skomentowała, że gdyby jej nie znała, pomyślałaby, że ktoś ją napastował. „Tak naprawdę jedyną rzeczą, która mnie smuci, jest to, że ludzie, którzy przyjeżdżają do Medjugorje, myślą, że widzący coś znaczą, że jeśli się ich dotkną, dotkną samej Maryi. A przecież dla Matki Bożej nie ma uprzywilejowanych – mówi Mijana – wszyscy są przed Nią równi, wszyscy są Jej dziećmi”. Wie, że ludzie to robią z miłości i tęsknoty za Bogiem. 

Popołudniowe słońce, choć zachodzi, wciąż mocno grzeje. Na szczęście nie ma zbyt dużo przechodniów. Ci, którzy mijają dom Mirjany, zatrzymują się na chwilę, żeby pozdrowić widzącą albo zrobić jej zdjęcie. Znowu niepostrzeżenie pojawia się Marko z córkami. Właśnie wracają z Podbrda. W medjugorskiej parafii trwa nowenna z okazji rocznicy objawień maryjnych, skąd parafianie regularnie chodzą na Podbrdo. Kiedy proponujemy „rodzinną fotografię”, Marko i dziewczynki niezainteresowani tylko machają ręką i idą do swoich obowiązków. „Wiecie, uważamy, żeby córki nie miały za dużo kontaktów z mediami” – wyjaśnia Mirjana. Pytamy jeszcze, jak reaguje na zarzuty, że żaden z widzących nie wstąpił do klasztoru czy seminarium duchownego, tylko wszyscy są w związkach małżeńskich. „Myślałam o tym – potwierdza Soldo – czy Bóg jest zadowolony z tego, jak żyję, kim jestem i jestem już spokojna w tej kwestii. Otoczenie mnie nie martwi, ponieważ rzadko kiedy można je zadowolić. Długo się modliłam i pościłam w intencji wyboru drogi życiowej, ale nigdy nie doświadczyłam powołania do życia konsekrowanego. Zawsze chciałam mieć rodzinę. Poza tym nigdzie nie jest napisane, że widzący musi zostać zakonnikiem albo siostrą zakonną” – odpowiada Mirjana.

A jak to jest znać tajemnice o przyszłości ludzkości? Żyć ze świadomością, że ludzi mogą spotkać jakieś złe rzeczy? Jak to działa na ludzką psychikę?

„Trzeba przeżyć objawienie, żeby to zrozumieć. To nie ja troszczę się o te tajemnice, to robi Bóg. Jeślibym nie miała Jego pomocy, nie mogłabym żyć normalnie. Kiedy mam objawienia, jestem w niebie. Możecie więc się domyślać, co czuję, kiedy wszystko się kończy i wracam na ziemię. Gdybym nie miała pomocy z góry, chyba bym oszalała. Jestem normalna i mam na to papiery” – śmieje się Mirjana. „A nie ma wielu osób, które mogą się tym pochwalić” – znowu żartuje, dodając, że dokument dostała jeszcze od jugosłowiańskiego psychiatry.

Mirjana została wybrana przez Maryję do modlitwy za niewierzących, za tych, którzy jeszcze nie poznali Bożej miłości. Myślała o tym, dlaczego właśnie ją wybrała do tego dzieła i stwierdziła, że pewnie dlatego, że w młodości wiele czasu spędziła właśnie z nimi. Pewnego razu Mirjana powiedziała w jednym z wywiadów, że  „dorastała z Gospą”. Pytamy, co to tak naprawdę oznacza. „To znaczy dostać to, co matka może dać – miłość do każdego człowieka. To, że nie krytykujesz, nie osądzasz, to, że w każdym człowieku widzisz swojego brata. Masz cierpliwość dla każdego, kto grzeszy – to dla mnie wychowywać się z Maryją. To znaczy kochać” – wyjaśnia Mirjana, podając nam rękę na do widzenia.

 

 


 

Kościół bada

 

Zamieszczone w artykule stwierdzenie „Stolica Apostolska wciąż nie wyraziła ostatecznego sądu na ten temat” należy rozumieć w takim znaczeniu, że Kościół ani nie potwierdził, ani nie zaprzeczył prawdziwości objawień w Medjugorje. Komisja watykańska wciąż tę sprawę bada. Zawsze jest bowiem tak, że najpierw należy sprawdzić, czy opisane wydarzenia mają kościelną aprobatę i czy w ogóle mogą być nazwane objawieniami. Trzeba też pamiętać, że nawet jeśli tak jest, są to objawienia prywatne, których nie jesteśmy zobowiązani przyjmować z wiarą.

Sprawę odróżniania objawień prywatnych od jedynego Objawienia publicznego poruszył Benedykt XVI w posynodalnej adhortacji apostolskiej Verbum Domini. Czytamy tam: „Synod zalecił «pomaganie wiernym we właściwym rozróżnianiu słowa Bożego i objawień prywatnych»”, których rolą „nie jest (...) «uzupełnianie» ostatecznego Objawienia Chrystusa, lecz pomaganie w pełniejszym przeżywaniu go w jakiejś epoce historycznej”.

Zatem wartość objawień prywatnych różni się zasadniczo od jedynego Objawienia publicznego. To ostatnie wymaga naszej wiary; w nim bowiem ludzkimi słowami i za pośrednictwem żywej wspólnoty Kościoła przemawia do nas sam Bóg.

Kryterium prawdziwości objawienia prywatnego jest jego ukierunkowanie ku samemu Chrystusowi. Jeśli ono oddala nas od Chrystusa, z pewnością nie pochodzi od Ducha Świętego, który jest naszym przewodnikiem po Ewangelii, a nie poza nią. Objawienie prywatne wspomaga wiarę i jest wiarygodne właśnie przez to, że odsyła do jedynego Objawienia publicznego.

Kościelna aprobata objawienia prywatnego zasadniczo mówi, że dane przesłanie nie zawiera treści sprzecznych z wiarą i dobrymi obyczajami; wolno je ogłosić, a wierni mogą przyjąć je w roztropny sposób. Objawienie prywatne może wnieść nowe aspekty, przyczynić się do powstania nowych form pobożności lub do pogłębienia już istniejących. Może mieć ono pewien charakter prorocki (por. 1 Tes 5, 19–21) i skutecznie pomagać w lepszym rozumieniu i przeżywaniu Ewangelii w obecnej epoce, dlatego nie należy go lekceważyć. Jest to pomoc, którą otrzymujemy, ale nie mamy obowiązku z niej korzystać.

 

ks. Jan Glapiak

doktor prawa kanonicznego 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code
  • awatar
    Mirjana
    06.02.2019 r., godz. 13:06

    Obecność Jasenovac to żywe świadectwo obecności Maryji wśród nas i dowód na Prawdę Nauki Kościoła w posłannictwie Świętego Miroslava Filipović-Majstorovića.
    Módlmy się do niego aby wspierał Kościół Boży w prawdzie i był świadectwem Miłości Bożej w Jasenovac.

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki