z Grzegorzem Górnym i Januszem Rosikoniem, autorami książki ŚWIADKOWIE TAJEMNICY. Śledztwo w sprawie relikwii Chrystusowych, rozmawia Łukasz Kaźmierczak
Tej książki nie dało się napisać zza biurka?
Grzegorz Górny: – Absolutnie nie. Konieczne było przeprowadzenie najpierw rasowego śledztwa dziennikarskiego. Przez dwa lata podążaliśmy w różne części świata tropem relikwii Chrystusowych, próbując znaleźć dowody na ich autentyczność. I co nas najbardziej zdziwiło, to fakt, że naszymi największymi sojusznikami w tym dziele nie były wcale osoby duchowne, czy gorliwi wyznawcy, ale naukowcy, ludzie często bardzo odlegli od wiary.
Bo chyba gdzieś głęboko tkwi w nas wszystkich potrzeba dotknięcia Boga…
Janusz Rosikoń: – Rzeczywiście, jest w nas, ludziach, dużo niewiernego Tomasza. Powiedziałbym nawet, że zaskakująco dużo.
GG: – No tak, ale wiara chrześcijańska jest przecież wiarą historyczną. Wiemy, że Jezus był postacią historyczną. A skoro wierzymy, że to Bóg wkroczył w historię ludzkości, zatem musiał także zostawić po sobie jakieś materialne ślady. Tak jak pozostawili je Napoleon, Jerzy Waszyngton czy królowa Wiktoria.
JR: – Zadaliśmy więc sobie zasadnicze pytanie: czy i gdzie zachowały się ślady po Kimś, kto uważany jest za największą postać w dziejach ludzkości? A stąd był już tylko krok do zainteresowania się relikwiami pasyjnymi.
GG: – Choć oczywiście same relikwie nie są konieczne do wiary. Spotykaliśmy zresztą na swojej drodze naukowców, którzy sami dostarczali nam najwięcej dowodów na autentyczność niektórych relikwii, a mimo to pozostawali ludźmi niewierzącymi.
Ot, choćby, wielokrotnie cytowany przez Panów, światowej sławy genetyk prof. Gérard Lucotte.
(...)
Pełne teksty artykułów "Przewodnika Katolickiego" w Internecie ukazują się po 10 dniach od daty wydania drukiem.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









