Kolejne wybuchy samochodów-pułapek, ostrzały czy porwania nie są już odnotowywane nawet na telewizyjnych „paskach”. Chyba że jest bardzo dużo ofiar i/lub terroryści zaatakują cele poza regionem – jak 24 stycznia, gdy zamachowiec-samobójca wysadził się na moskiewskim lotnisku Domodiedowo, zabijając 37 osób.
Takie doniesienia budzą grozę, ale nie dają wyobrażenia o skali zjawiska. Tymczasem w aktach przemocy, do jakich doszło na Kaukazie Północnym w 2010 r., zginęło łącznie niemal 750 osób, co daje średnią ponad dwie ofiary śmiertelne dziennie. Tylko w Kabardyno-Bałkarii śmierć poniosło 97 osób, w tym 42 funkcjonariuszy różnych struktur siłowych i 24 bojowników (pozostałe ofiary to osoby cywilne).
Wiele wskazuje na to, że obecny rok będzie jeszcze tragiczniejszy. W styczniu na Kaukazie Północnym zginęły 84 osoby, a 164 zostały ranne. Mamy do czynienia już nie z szalejącą przestępczością, nie z falą terroryzmu – a z regularnym konfliktem zbrojnym. Z pełzającą wojną domową pomiędzy odwołującym się do islamu podziemiem a świeckimi władzami poszczególnych republik. Od wyniku tej wojny zależy nie tylko, jak będzie wyglądał Kaukaz, ale też jakie wpływy w regionie zachowa Moskwa.
Tygiel narodów
Krótki kurs geografii: góry Kaukazu ciągną się od Morza Czarnego do Kaspijskiego. Na południe od nich leży Kaukaz Południowy, zwany dawniej Zakaukaziem. Składają się na niego trzy niepodległe państwa, dawne republiki radzieckie: Gruzja, Azerbejdżan i Armenia. Kaukaz Północny obejmuje ziemie położone na północ od głównego grzbietu i wchodzi w skład Rosji.
Kaukaz Północny to region mozaikowy, różnorodny. Administracyjnie dzieli się na siedem republik (Adygeja, Karaczajo-Czerkiesja, Kabardyno-Bałkaria, Osetia Północna, Inguszetia, Czeczenia i Dagestan) oraz dwa tzw. kraje, w których dominuje ludność słowiańska: Krasnodarski (na jego terytorium leży Soczi) i Stawropolski.
Zachód regionu zajmują ludy zwane ogólnie czerkieskimi – Adygejczycy, Czerkiesi i Kabardyjczycy; pomiędzy nimi żyją ludy pochodzenia tureckiego: Karaczaje i Bałkarzy. Wschód należy do ludów wajnachsko-dagestańskich (Wajnachowie to wspólna nazwa spokrewnionych ze sobą Czeczeczenów i Inguszy). Oddzielnym przypadkiem są Osetyjczycy, którzy oddzielają Kaukaz „czerkiesko-turecki” od „wajnachsko-dagestańskiego” – jest to naród indoeuropejski.
Za cara i za bolszewika
Rosja zaczęła systematyczny podbój Kaukazu na przełomie XVIII i XIX w. Najpierw opanowała Zakaukazie. Ok. roku 1830 należały już do niej niemal wszystkie ziemie obecnej Gruzji, Armenii i Azerbejdżanu. Kaukaz Północny sam w sobie nie był Rosji do niczego potrzebny, ale wbijał się klinem pomiędzy jej centralne prowincje a nowe nabytki, a kaukascy górale, nienawykli do obcych rządów, wycinali w pień załogi garnizonów, lokowanych na tych ziemiach dla ochrony dróg.
Wojna kaukaska, toczona przez Rosję z góralami Kaukazu Północnego, trwała kilkadziesiąt lat. Na wschodzie regionu zakończyła się w 1859 r., kiedy do rosyjskiej niewoli trafił legendarny imam Szamil. Na zachodzie zorganizowany opór trwał do 1864 r.
Po upadku caratu i efemerycznej niepodległości region ponownie wszedł w skład Rosji – tym razem bolszewickiej. O niechęci do nowej władzy świadczą powstania i rewolty, które w latach 20. XX w. wybuchały regularnie w różnych częściach Kaukazu Północnego (podobnie w Gruzji). Najbardziej aktywni byli Czeczeni.
W latach 1943–1944, na rozkaz Stalina, w kilku falach deportacji w całości wysiedlono z Kaukazu do Azji Centralnej cztery narody: Czeczenów, Inguszów, Bałkarów i Karaczajów. Pretekstem stała się kolaboracja z Niemcami. Zdarzały się przypadki, że niechętni bolszewikom górale przyłączali się do hitlerowców, którzy opanowali część Kaukazu z Elbrusem i szykowali się do zajęcia pól naftowych Baku. Większość walczyła jednak ze wspólnym wrogiem w szeregach Armii Czerwonej. Stalin, sam pochodzący z Kaukazu, chciał jednak zdusić w zarodku wszelki bunt i nie dopuścić, by region kiedykolwiek powstał przeciwko władzy radzieckiej. Deportacji nie przeżyła blisko 1/3 populacji wysiedlonych narodów.
Góralom pozwolono wrócić na Kaukaz po kilkunastu latach, na fali Chruszczowowskiej odwilży, ale skutki deportacji odczuwalne są do dziś: domy i ziemie wysiedlanych zajmowali ich sąsiedzi, zmianie ulegał przebieg granic administracyjnych. Stało się to m.in. przyczyną krótkotrwałej wojny osetyjsko-inguskiej, do której doszło jesienią 1992 r.
Dwie wojny czeczeńskie
Rozbudzona w czasie pierestrojki świadomość narodowa, połączona z narastającym kryzysem oraz ogólnym rozprężeniem państwa sprawiła, że na Kaukazie Północnym odżył separatyzm.
Najsilniejszy był w Czeczenii, która w 1992 r. odmówiła podpisania układu federacyjnego, tworzącego ramy ustrojowe nowo powołanego niepodległego państwa – Federacji Rosyjskiej. Czeczeni, milionowy, najliczniejszy w regionie naród, nie był jednomyślny, ale gdy pod koniec 1994 r. do republiki wkroczyły wojska rosyjskie, masowo poparł „niepodległościowe” kierownictwo Dżohara Dudajewa.
Moskwa zdecydowała się na wojnę – która przeszła do historii jako pierwsza czeczeńska – aby zapobiec efektowi domina i odpadaniu od Federacji kolejnych terytoriów (kampanię rozpoczęto pod hasłem obrony porządku konstytucyjnego). Rosjanom chodziło też o kontrolę nad biegnącym przez Czeczenię rurociągiem z kaspijską ropą naftową.
Czeczenia wygrała i od lata 1996 r. do jesieni 1999 r. była de facto niepodległym państwem – choć nieuznanym na świecie. Rządził nią Asłan Maschadow.
W republice panował chaos. W zrujnowanym i pogrążonym w kryzysie kraju nie było pracy ani perspektyw. Było za to dużo broni. Państwo stało się wkrótce luźną federacją ziem, rządzonych przez poszczególnych komendantów polowych. Moskwa, niechętna separatystom, blokowała ich gospodarczo. W Rosji coraz częściej traktowano Czeczenów i innych ludzi z Kaukazu jak obywateli drugiej kategorii. Zniechęceni do „niepodległości” górale zaczęli zwracać się ku islamowi.
Druga wojna czeczeńska rozpoczęła się od zbrojnych rajdów najsłynniejszego czeczeńskiego dowódcy, Szamila Basajewa, na Dagestan latem 1999 r. Basajew głosił, że wyzwala braci muzułmanów spod jarzma „niewiernych”.
W odpowiedzi na te akcje – oraz na serię niewyjaśnionych do dziś zamachów terrorystycznych w Moskwie, Wołgodońsku i Bujnacku – rosyjskie wojska ponownie wkroczyły do Czeczenii. Operację firmował nowo mianowany premier Władimir Putin, który na fali popularności, jaką przyniosła mu ostra retoryka skierowana przeciwko terrorystom, wkrótce został prezydentem Rosji.
Spokój panuje w Groznym
Rosjanie zdołali w ciągu kilku miesięcy opanować czeczeńskie miasta, drogi i przełęcze, ale nie byli w stanie rozbić zbrojnego podziemia, na którego czele stał Maschadow. Czeczeni zaś prowadzili skuteczną wojnę partyzancką – ale byli za słabi, żeby odzyskać kontrolę nad republiką czy choćby jej częścią. Pomysłem na wyjście z pata stała się „czeczenizacja”, czyli formalne przekazanie władzy lojalnym wobec Moskwy Czeczenom i prowadzenie ich rękoma dalszej walki z bojownikami.
Na czele prorosyjskiej ekipy stanął były mufti Achmad Kadyrow, który w czasie pierwszej wojny walczył przeciwko Rosjanom. Gdy zginął w zamachu, rządy przejął jego syn Ramzan. Kadyrowowie, na początku skrajnie niepopularni, z czasem wywalczyli sobie bardzo silną pozycję.
Mimo wiernopoddańczych gestów Ramzan Kadyrow ograniczał rosyjskie wpływy. Doprowadził m.in. do zmniejszenia liczebności stacjonujących w republice wojsk. Równocześnie pozbył się opozycji, zastraszając oponentów lub zmuszając ich do wyjazdu. Wszystko to za rosyjskie pieniądze, którymi Kreml kupował spokój i stabilizację.
Powoli wracało normalne życie. Z ruin podnosił się Grozny, znowu działały szkoły i szpitale, kursowały autobusy. Dla wielu zmęczonych wojną Czeczenów okazało się to ważniejsze niż dyktatorskie ambicje i bardzo twarda ręka Ramzana.
W kwietniu 2009 r. Kreml ogłosił zakończenie operacji antyterrorystycznej – formalny koniec drugiej wojny czeczeńskiej. Kadyrow pozostał zakładnikiem Moskwy, której zawdzięcza karierę i pieniądze – ale Moskwa jest też zakładniczką Kadyrowa. Gdyby go zabrakło, bez wątpienia powróciłby chaos. Ma on większą władzą niż Dudajew i Maschadow razem wzięci.
O co walczy Emirat
Po śmierci Maschadowa (2005 r.) zdziesiątkowane podziemie ewoluowało w stronę radykalnego islamu. Jesienią 2007 r. kolejny przywódca bojowników, Dokku Umarow, zrzekł się tytułu prezydenta Czeczeńskiej Republiki Iczkeria i ogłosił jej koniec. W zamian powołał Emirat Północnokaukaski – obejmujące cały region wirtualne „państwo” islamskie, rządzące się szariatem. Sam mianował się jego „emirem”. Miejsce separatyzmu etnicznego zajął separatyzm religijny.
Achmet Jarłykapow, badacz islamu z Instytutu Etnologii i Antropologii Rosyjskiej Akademii Nauk, mówi, że chodziło o „wyprowadzenie” wojny poza Czeczenię: – Islam jednoczy cały Kaukaz. Hasło budowy emiratu jest bardziej nośne niż hasło budowy państwa narodowego. Idea narodowa nie wypaliła się do końca, dlatego Emirat dzieli się narodowe „wilajaty”: czeczeński, inguski, nogajski. Dominują Czeczenii, ale coraz częściej na pytanie o narodowość młodzi kaukazczycy odpowiadają: jesteśmy muzułmanami.
Maciej Falkowski, polski znawca Kaukazu, pisał: „Ewolucja ruchu czeczeńskiego w kierunku islamskiego separatyzmu może budzić w Polsce zdziwienie graniczące z przerażaniem. Oto «szlachetni bojownicy o wolność», którym współczuliśmy czy wręcz kibicowaliśmy, a których walka z rosyjskim imperium przypominała nam o polskich powstaniach, okazali się «islamskimi terrorystami». Mało kto zdaje sobie jednak sprawę, że na Kaukazie dżihad nie jest czymś nowym, ideą przyniesioną przez wysłanników Osamy bin Ladena. Pod sztandarami islamu walczyli wszyscy wodzowie antyrosyjskich powstań, które wybuchały tam od końca osiemnastego wieku aż do lat trzydziestych dwudziestego”. (Kaznodzieja z karabinem, „Tygodnik Powszechny”, nr 15/2010).
Region islamizuje się niezależnie od Emiratu. Towarzyszy temu radykalizacja poglądów, np. zrywane są występy rosyjskich artystów estradowych (jako nieobyczajne), rozbijane i palone sklepy sprzedające alkohol. Po islam sięga też sam Ramzan Kadyrow: urzędniczkom i studentkom polecił zakrywać włosy. Niedawno ogłosił, że poszukuje drugiej żony.
Olimpiada pod specjalnym nadzorem
Ofiarami bojowników padają najczęściej przedstawiciele lokalnych władz i oficjalnego muzułmańskiego duchowieństwa oraz milicjanci, funkcjonariusze FSB i żołnierze. Od czasu do czasu Emirat atakuje cywilów, a także cele poza Kaukazem.
Od początku tego roku szczególnie niebezpiecznie jest w Kabardyno-Bałkarii. 17 lutego członkowie zbrojnego podziemia najpierw zabili tam czworo turystów z Moskwy, a następnie wysadzili w powietrze kolejkę linową na zboczu Elbrusu (ofiar nie było, ale naprawa może potrwać pół roku).
Do zamachów doszło w czasie, gdy oddalone o ok. 200 km tereny przyszłej olimpiady zimowej (Soczi 2014) wizytowali prezydent Dmitrij Miedwiediew i premier Władimir Putin. Dowodzi to, że bojownicy będą starali się wszelkimi sposobami zakłócić przygotowania do imprezy.
Trudno sobie oczywiście wyobrazić, by igrzyska się nie odbyły. Moskwa zrobi też wszystko, żeby były bezpieczne. Chociaż w miarę zbliżania się inauguracji, będą się zapewne aktywizować nie tylko terroryści, ale i działacze ruchów czerkieskich uważający, że w okolicach Soczi w XIX w. miało miejsce ludobójstwo autochtonów.
Wewnętrzna zagranica
Wydaje się, że Moskwa nie ma pomysłu, jak walczyć z kaukaską rebelią. Metody siłowe okazują się kosztowne i mało efektywne, a podejmowane od pewnego czasu próby realizacji projektów rozwojowych nie przynoszą rezultatów, gdyż gros trafiających na Kaukaz środków przejmują klany związane z władzami poszczególnych republik.
Region tymczasem coraz bardziej „wyobcowuje” się z kulturowej i społecznej przestrzeni Rosji. Proces ten najlepiej widać w Dagestanie i Czeczenii – lądując w Machaczkale albo w Groznym, przybysz z Moskwy czy Petersburga ma wątpliwości, czy wciąż znajduje się w swoim państwie. Obok islamizacji postępuje demodernizacja (powrót instytucji społecznych sprzed przyjścia Rosji) oraz derusyfikacja.
– Uczestniczyłem kiedyś w audycji radiowej – opowiada Jarłykapow. – Zapytano słuchaczy, czy Kaukaz należy zintegrować z resztą Rosji, czy też odgrodzić od niej murem, 80 proc. odpowiedziało, że odgrodzić. Wśród Rosjan panuje dość powszechne odczucie, że Kaukaz to nie do końca ich kraj, ale jakaś „wewnętrzna zagranica”, coś w rodzaju terenów plemiennych. Z kolei wśród Kaukazczyków narasta przekonanie, że Rosja nie jest ich ojczyzną.