Logo Przewdonik Katolicki

Od wychowania rodziców do wychowania dziecka

Magdalena Prokop-Duchnowska
Fot.

Kochający rodzic to taki, który przede wszystkim stara się być świetnym współmałżonkiem, a dopiero w następnej kolejności wychowawcą i opiekunem dziecka.


 

Dojrzała, stale pielęgnowana relacja między mężem i żoną to niewątpliwie najsolidniejszy fundament pod wychowanie dziecka. Pociecha dorastająca w atmosferze miłości, a więc akceptacji i bezpieczeństwa, jest otwarta, odważna, życzliwa i pełna szacunku dla swoich rodziców.

 

Miłość wiecznie żywa

Uczucie, w przeciwieństwie do dziecka nie potrafi manifestować głodu czy złego samopoczucia krzykiem i płaczem, nic więc dziwnego, że w przypadku wielu par, wraz z pojawieniem się nowego członka rodziny, pielęgnacja małżeńskiej relacji schodzi na drugi plan, a partnerzy z męża i żony zmieniają się w skupionych wyłącznie na maluchu rodziców. Brak czasu i energii na rozmowę, okazywanie sobie czułych gestów i przeżywanie intymnych chwil skutkuje tym, że miłość, pdobnie jak zaniedbana roślina, usycha. Na co wówczas dziecku troska i uwaga wychowawców, jeśli nie otrzymuje od nich tego co najważniejsze, czyli przykładu do naśladowania i budzącego poczucie bezpieczeństwa widoku szczęśliwych, kochających się rodziców?

Aby utrzymać miłość w dobrej kondycji, należy jak ognia unikać kilku powszechnie popełnianych przez małżonków błędów. Po pierwsze, dom powinien być miejscem przeżywania nie tylko problemów, ale i radości, sukcesów. Wówczas zmniejsza się ryzyko, że jeden z partnerów przesadnie odda się pracy zawodowej, zaniedbując przy tym rodzinę. Na pracoholizm w szczególności narażone są osoby nagminnie krytykowane przez współmałżonka, których jedynym polem do odnoszenia sukcesów jest kariera. Partner spiesznie powróci do domu, który jest dla niego azylem, twierdzą ciepła i miłości, a więc synonimem spokoju. Nieustające reprymendy, zgiełk i narzekania spowodują, że zechce się z rodzinnego gniazda pod byle pretekstem, np. obowiązków zawodowych, wydostać.

Atmosfera bezpieczeństwa w rodzinie to nie tylko wynik doceniania siebie nawzajem, ale przede wszystkim bezwarunkowej wierności obu partnerów, którzy chcą być razem do końca, mimo wszystko, w zdrowiu i w chorobie. Bez tej podstawowej wartości, żaden z domowników nie zazna spokoju i pewności. Wyobraźmy sobie ojca, który tłumaczy dziecku: „Synku, chciałbym być z twoją mamusią do końca życia, ale różnie to bywa, nie potrafię przewidzieć, co się stanie, kiedy mnie bardzo zdenerwuje”. Z łatwością oszacujemy rozmiar lęku i stresu towarzyszące takiemu maluchowi przy każdej, nawet najmniejszej, sprzeczce rodziców.

 

Rodzina z zasadami

 Wzajemną wierność małżonków zagwarantuje ustalenie wspólnej hierarchii wartości. Jak to zrobić? Wypiszcie na kartce indywidualne, ważne dla każdego z was, ideały, np.: porządek, słowność, obowiązkowość, szczerość, czułość, punktualność itp. Następnie z tak powstałego zbioru każde z was niech wybierze po pięć najistotniejszych wartości i posegreguje je w kolejności od najważniejszego do najmniej istotnego. A teraz wspólnie przypatrzcie się wynikowi. Czy wartości zapisane na obu listach są takie same lub chociaż podobne?

Określenie wspólnych ideałów jest nie tylko kluczem do wierności, ale i ważnym narzędziem wychowawczym. Wyobraźmy sobie, że mąż, który najwyżej ceni sobie punktualność, wychodzi do pracy z żoną niewyobrażającą sobie życia w nieporządku. „Kochanie, musimy już iść, spóźnię się” - zwróci jej uwagę. „Już, tylko ogarnę trochę w kuchni. Nie możemy przecież wrócić do bałaganu...” - wytłumaczy się kobieta. Tymczasem obserwator konfliktu – dziecko - stanie przed dylematem: punktualność czy porządek – co tak naprawdę jest ważniejsze? Jeśli rodzice wychowawcy mieliby taką samą lub chociaż podobną hierarchię wartości, zamiast dwóch sprzecznych komunikatów, dostałoby jeden spójny. Wówczas, jeśli w przyszłości miałby dokonać wyboru między porządkiem a punktualnością, zdecydowałby się na wartość za którą kiedyś, jednogłośnie, opowiedzieli się rodzice.

Jaki z tego wniosek? Identyczna lub chociaż podobna hierarchia wartości w małżeństwie daje dziecku spójny, a przez to wyrazisty, model wychowawczy. Konsekwencja, przykład własny oraz jasno określone zasady to fundamenty dobrego rodzicielstwa. Dlatego, jeśli w waszych listach ideałów pojawiły się znaczne rozbieżności, usiądźcie i sporządźcie jedną, wspólną hierarchię pięciu najważniejszych dla was wartości. W to ważne przedsięwzięcie, budując ją np. z kolorowych klocków, włączycie również dzieci.

 

Modele wychowania

Dopiero po wychowaniu siebie, czyli analizie miłości oraz podjęciu decyzji o pracy nad jej naprawą, partnerzy mogą skierować swoją uwagę na to co jest ważne, jednak w obliczu małżeństwa drugoplanowe, czyli rodzicielstwo.

Wychowanie może być nastawione na efekty albo na osoby. Pierwsze polega na tym, że rodzic ma wobec dziecka swój plan i stara się go z wszelką cenę zrealizować. Np. mama pragnie, by jej córeczka była pobożna, więc przez całe życie posyła ją wyłącznie do szkół prowadzonych przez siostry zakonne. Albo tata zakładając, że zrobi z syna pianistę, wynajduje mu najlepsze zajęcia muzyczne i organizuje mu wystąpienia przed rodziną i znajomymi. W takim modelu wychowania rodzic dominuje nad biernym i podporządkowanym dzieckiem, traktując je jak tworzywo urabiane zgodnie z zaprogramowanym przez siebie celem. Tymczasem efektem przesadnego kontrolowania i instruowania rodzicielskiego może być nie tylko błędna interpretacja powołania dziecka, ale również niesamodzielność, brak asertywności i koncentracja na sobie tak traktowanego podopiecznego.

 Rodzice wychowujący dzieci z nastawieniem na osoby nie narzucają swoim pociechom własnej wizji szczęścia. Starają się najpierw poznać ich talenty, temperament, inteligencję, mocne i słabe strony, aby w następnej kolejności, kierując się odkrytymi cechami i zdolnościami, pomóc im rozwijać się w najlepszym dla nich kierunku. Zatem przybliżają oni swoje dzieci do prawdy o sobie samym, tj. prowadzą go do twórczego i pełnego wolności samowychowania. Jaki z tego wniosek? Dobre wychowanie polega więcej na wyjaśnianiu niż instruowaniu, inspirowaniu niż kontrolowaniu, towarzyszeniu niż ograniczaniu.

 

Z dziada pradziada...

Nasi podopieczni dziedziczą po nas nie tylko cechy charakteru i elementy urody: kolor oczu, kształt nosa, figurę, ale również... nierozwiązane problemy. Zatem jeśli twój syn popełni w życiu błąd, np. rzuci szkołę tuż przed maturą, nie spiesz się z sądzeniem go i oskarżeniami. Najpierw zadaj sobie pytanie: „Jaki jest powód jego niedoskonałości?”, bowiem 90 proc. problemów dzieci otrzymują w spadku po rodzicach i przodkach! W dodatku dlatego, że ci przodkowie nie próbowali lub nie udało im się uporać z trudnościami.

     Dlatego zamiast obwiniać potomka o to, że ugina się pod ciężkim bagażem przeszłości, który wrzuciła mu na plecy jego rodzina, porozmawiajcie z nim o przekazywanych z pokolenia na pokolenie problemach (np. alkoholizmie, aborcji), a potem wspólnie stawcie im czoło. Mimo że walka z trudnościami zajmuje wiele czasu, niemniej warto ją podjąć, chociażby dla dobra kolejnych pokoleń, którym tym sposobem zamiast dokładać, oszczędzimy zbędnych problemów.

 

Atmosfera bezpieczeństwa i akceptacji

Dobre wychowanie nie może opierać się na ciągłym upominaniu i krytykowaniu podopiecznego. Nawet, jeśli dziecku powinie się noga, musi wiedzieć, że dalej jest przez rodziców kochane i akceptowane. Dziecko stłucze talerz? Zamiast ostentacyjnie wzdychać i je krytykować, powiedz: „Zdarza się”, a następnie zapytaj malucha, jakie wyciągnął z tego zdarzenia wnioski. To wystarczy, by dziecko nie poczuło się źle i nauczyło, że błędy są cenną nauką na przyszłość. Dziecku trzeba wysyłać jasne sygnały – musi wiedzieć, za co dostało klapsa, dlaczego zwrócono mu uwagę. Niektórzy rodzice mają zwyczaj upominać pociechy nie uzasadniając im swojej agresywnej reakcji np.: „Przestań trzaskać drzwiami!”. Najmniej skuteczne są komunikaty niedokończone, typu: „Uspokój się, bo zobaczysz...”, „Przestań, bo powiem tatusiowi...”, gdyż budzą w dziecku ciekawość. „Co takiego mama mi pokaże? Co powie tacie?” - zastanawia się zaintrygowane dziecko, po czym powtarza irytującą matkę czynność, licząc na uzyskanie odpowiedzi.

    

Czułość nie tylko w sypialni

Bywa, że rodzice kłócą się przy dzieciach, ale już godzić wolą się na osobności. Tym sposobem ich pociechy nie wiedzą, że należy przeprosić druga osobę, przyznać się do popełnionych błędów, okazać czułość. A dla dzieci nie ma nic przyjemniejszego niż obserwowanie przytulonych, całujących się, szepczących sobie miłe słowa czy nawet droczących się i bawiących w berka, rodziców. Taki widok w przeciwieństwie do stresującej kłótni działa na nie kojąco, napełnia spokojem i poczuciem bezpieczeństwa, a więc tworzy środowisko miłości i akceptacji, które jest tłem do dobrego wychowania i prawidłowego rozwoju naszych pociech.

 



 

 

Tekst przygotowano w oparciu o konferencję ks. Jarosława Szymczaka, doktora teologii w zakresie teologii małżeństwa i rodziny,  twórcy portalu Przeznaczeni.pl.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki