Logo Przewdonik Katolicki

Stowarzyszenie "Labor"

Mateusz Wyrwich
Fot.

Przychodzą tu zarówno osoby poszukujące pracy, jak ite, które ją mają, jednak utraciły sens jej wykonywania. Pracownicy, aleipracodawcy. Ludzie głęboko wierzący ici, którzy dopiero szukają dojścia do Boga. Szczególnie poruszające były dla mnie świadectwa osób, które zróżnych powodów...

Przychodzą tu zarówno osoby poszukujące pracy, jak i te, które ją mają, jednak utraciły sens jej wykonywania. Pracownicy, ale i pracodawcy. Ludzie głęboko wierzący i ci, którzy dopiero szukają „dojścia do Boga”. 


„Szczególnie poruszające były dla mnie świadectwa osób, które z różnych powodów traciły pracę. Ich droga od ogromnego załamania i cierpienia, przez oczyszczenie i dostrzeżenie innych zakrytych dotąd obszarów w życiu, pomogła mi uwolnić się od strachu przed utratą własnej pracy i jeszcze bardziej zawierzyć Jezusowi. […]”.


 „Można powiedzieć, że zanim przyszedłem na Spotkanie Świata Pracy, byłem załamany i przygnębiony. Pracuję od trzech lat w zawodzie, w którym nie wykorzystuję swojej wiedzy i umiejętności. [...] W trakcie spotkań Grupy Integracyjnej usłyszałem wyznania ludzi, którzy z reguły są lub byli w gorszej niż ja sytuacji, a mimo to się nie poddali. I zrozumiałem, że zdecydowaną większość tu obecnych trzyma na duchu głęboka wiara w Boga. [...]”


Trzeba coś zrobić

To tylko wybrane świadectwa osób, spośród kilku tysięcy, które przeszły przez Stowarzyszenie Integracji Świata Pracy „Labor”. Powstało ono pięć lat temu, zaś jego założycielką była Mira Jankowska, dziennikarka związana z katolickim Radiem „Józef”. Na pomysł ten wpadła po dwukrotnej utracie pracy. – Kiedy sama nie miałam pracy, zauważyłam ludzi, którzy są w strasznej depresji – opowiada. – Większość przeżywała to niezwykle dramatycznie. Zrozumiałam wtedy, że trzeba zrobić coś, co będzie motywowało ich do odkrywania swoich predyspozycji i tego kapitału, który został w nas złożony przez Pana Boga. Zauważyłam też, że ludzie są zdezintegrowani, ze środowiska świata pracy: pracujący, bezrobotni, przedsiębiorcy, pracodawcy, studenci, żyją „we własnym sosie”. Podobnie emeryci i renciści.


Zmiany są błogosławione

Założeniem więc stowarzyszenia „Labor” było, aby reprezentanci tych środowisk mogli spotykać się w jednym miejscu i wzajemnie wspierać. Wspólnie przekonywać się, że utrata pracy to nie tragedia, że choć dzisiaj się pracuje, to jutro można być bez zajęcia. Dziś zakłada się własną firmę, a jutro będzie się pracować u kogoś. Warto posłuchać, co ma do powiedzenia przedsiębiorca, którego pracownicy uważają najczęściej za nieprzyjaciela. Po spotkaniu okazywało się, że w istocie jest on porządnym człowiekiem zmagającym się z problemami, o których pracownik często nie ma pojęcia. 


Uznanie zmian w życiu człowieka jako naturalnej kolei rzeczy było drugim podstawowym założeniem stowarzyszenia. Zaakceptowanie dla zmienności życia w oczywisty sposób prowadzi bowiem do refleksji nad samym sobą. Do stawiania sobie ważnych pytań: do czego jestem stworzony? Co mam robić w danym czasie? Jednocześnie te i podobne pytania stopniowo uświadamiały uczestnikom spotkań ich własne predyspozycje, o których sami nawet nie mieli pojęcia. – Zmiana w życiu jest czymś podstawowym, jest pewna jak śmierć – mówi Mira Jankowska. – I do tego też trzeba się przygotować. Nazwałam to na swój użytek „zarządzaniem zmianą życiową”. Bo te zmiany w pewnym sensie są błogosławione, tylko trzeba je chcieć i umieć wykorzystać. U nas rzadko się pamięta o tym, że w pracy można znaleźć elementy duchowe. A przecież wszystko, co robimy, ma element duchowy. Bo tak naprawdę bardzo często taka zmiana wywołuje... z martwych powstanie. Tu i teraz, w tym świecie, to jest jakby nowe życie. Ci, którzy starali odciąć się od cierpienia, nie wiedzą, że jego akceptacja to odkrycie w sobie kompletnie nowej jakości.


W integracji środowisk znakomicie pomogła audycja w diecezjalnym Radiu „Józef” – „Ora et labora”, prowadzona właśnie przez Mirę Jankowską. Dużym wsparciem było też „miejsce w kościele i na plebanii”, jakiego udzielił im ksiądz Jan Sikorski, wówczas jeszcze proboszcz warszawskiej parafii św. Józefa Oblubieńca. – Chodziło o to, by jakoś połączyć ludzi świata pracy, żeby nie było tak, że tylko jestem ja z moimi wielkimi problemami i nikt inny na tym świecie nie istnieje – wyjaśnia Mira Jankowska. – Chodziło generalnie o to, by zacząć myśleć szeroko, a nie tylko kategoriami własnej redlinki.


Spotkanie z Bogiem-Przyjacielem

Spotkania od początku mają formułę modlitewno-formacyjną. Pierwsza część to godzinna animowana adoracja przed Najświętszym Sakramentem – takie spotkanie z Bogiem-Przyjacielem. Obejmuje czytanie fragmentu Pisma Świętego, komentowanie go, potem wypowiadane na głos prostego dziękczynienia lub osobistej prośby, świadectwo kogoś, kto rozpoznał w swoim życiu zawodowym działanie Boga. Ważnym punktem stała się też lektura z duchowości pracy – fragment pism kard. Stefana Wyszyńskiego, księży Jerzego Popiełuszki czy Józefa Tischnera. Zawsze z komentarzem na „tu i teraz”. Wszystko to przeplatane kanonami z Taizé lub pieśniami Wspólnoty Miłości Ukrzyżowanej, opartymi na Biblii. To wszystko poprzedzało Mszę Świętą. – Zależało nam, by otworzyć ludzi na przestrzeń duchową w codzienności, także tej zawodowej – opowiada Mira Jankowska. – Pamiętam dziewczynę, która pracowała w agencji reklamowej i zaczęła mieć problemy w sferze psychiki. Kiedy w kościele usłyszała modlitwę, to zaczęła płakać. Wypłakała się za wszystkie czasy. Zaczęła do nas przychodzić i stała się członkiem stowarzyszenia. Był też lekarz, który stracił bardzo prestiżowe stanowisko w firmie farmaceutycznej i się załamał, ale zyskał posadę lekarza i przyjaciół w małej podwarszawskiej miejscowości. Tam się osiedlił z rodziną i są teraz szczęśliwi.


Odnaleźć własną tożsamość

Do stowarzyszenia przychodzą pracodawcy, pracujący i poszukujący pracy: mężczyźni i kobiety, emeryci i uczący się jeszcze. Poznają się, zaczynają nawiązywać kontakty. Kto chce, opowiada o tym, co przeżywa. Mówi o sukcesach lub o dramatach. Te opowieści pomagają innym przejrzeć się w nich jak w lustrze. Zmuszają do postawienia sobie zasadniczych pytań: Kim jestem? O co mi w życiu chodzi? Dlaczego życie tak mi się układa? Jaki potencjał we mnie drzemie? Co chciałbym robić w życiu? Co mnie blokuje? Jak zacząć to zmieniać? Jak dbam o najbliższych? Często ludzie podejmują decyzję o terapii, o wizycie u doradcy rodzinnego, także o zmianie pracy, bo odkrywają, że w obecnej tracą czas lub w ogóle nie powinni robić tego, co robią. Zakładają własne firmy. W środowisku ludzi ze stowarzyszenia i sympatyków mają mnóstwo znajomych i przyjaciół, zyskują wsparcie psychiczne, nawiązują kontakty, mają możliwość rozmowy i uzyskania porad.


W części zwanej informacyjno- -ogłoszeniową uczestnicy spotkania przekazują sobie oferty pracy albo informacje o szkoleniach czy warsztatach. Stopniowo uświadamiają sobie, że jest w nich dużo piękna, dobra i możliwości, że sytuacja nie jest taka straszna, jak im się początkowo zdawało; nie są skończonymi nieudacznikami; potrafią też pomóc komuś innemu; że mogą z kimś porozmawiać, kiedy jest im ciężko. I wreszcie: że jest ktoś, kto się za nich pomodli. – Te spotkania wytwarzają niesamowitą więź duchową. Bardzo ludzi integrują – mówi Mira Jankowska. – Czasem mnie pytają, ile osób z tego grona znalazło pracę. Odpowiadam: nie wiem, bo jest to trudno policzyć. Ale najważniejsze jest to, że ludzie poznając się, a nasze społeczeństwo było przecież w komunizmie zatomizowane, zaczynają mieć świadomość tego, kim są i czego chcą od życia; praca jest faktycznym przekształcaniem rzeczywistości i że warto to robić razem. To powoduje, że człowiek bierze odpowiedzialność za siebie i za środowisko, w którym żyje. Praca, którą „Labor” wykonuje, jest rozpisana na długie lata. Bo to praca organiczna i u podstaw. Wierzę – podkreśla Jankowska – że przykładamy rękę do budowania społeczeństwa naprawdę świadomych siebie chrześcijan i obywateli, a nie biernych i gotowych zaspokoić się byle jakim życiem ludzi ze skazą „homo post sovieticus”.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki