Logo Przewdonik Katolicki

Katolicyzm deklarowany

PK
Fot.

Przyjazd Brendana Faya i Thomasa Moultona, których moment zawarcia formalnego związku wykorzystano w orędziu prezydenta Lecha Kaczyńskiego, wywołał burzliwą dyskusję w jednym z programów stacji TVN24. Poproszony o komentarz były poseł Ligi Polskich Rodzin Krzysztof Bosak powiedział: Jawne życie osób w związku jednej płci, afiszowanie się...

 

 

Przyjazd Brendana Faya i Thomasa Moultona, których moment zawarcia formalnego związku wykorzystano w orędziu prezydenta Lecha Kaczyńskiego, wywołał burzliwą dyskusję w jednym z programów stacji TVN24. Poproszony o komentarz były poseł Ligi Polskich Rodzin Krzysztof Bosak powiedział: – Jawne życie osób w związku jednej płci, afiszowanie się z tym w mediach, robienie z tego kampanii, bez wątpienia jest sprzeczne z nauką Kościoła. Ich ostentacyjną wizytę w warszawski kościele pw. św. Anny nazwał prowokacją. W odpowiedzi usłyszał z ust prowadzącej program Anny Jędrzejowskiej: – Pan by im drzwi Kościoła zatrzasnął przed nosem. Zarzut dziennikarki wymierzony w Krzysztofa Bosaka jest w gruncie rzeczy zarzutem wysuniętym pod adresem Pana Boga. To On bowiem ustanowił małżeństwo związkiem mężczyzny i kobiety. Należy pamiętać, że wszystko, co stworzył Bóg, było bardzo dobre. Stwórca dał człowiekowi we władanie świat uporządkowany, a nakaz zaludniania ziemi i łączenia się w pary – mężczyźnie i kobiecie, a nie dwóm osobom tej samej płci. To człowiek zaburzył ten naturalny porządek i postawił świat na głowie. Jest absurdem, że próbuje się dziś wmówić ludziom, że coś, co jest sprzeczne z naturą człowieka, jest normalne. Jest też absurdem, że zarzuca się Kościołowi brak dobrej woli, gdy staje w obronie człowieka, jego godności i właściwej natury.

 

 

 

Największym absurdem tego medialnego widowiska było jednak nachalne podkreślanie przez niektóre środki społecznego przekazu i samego Brendana Faya jego przywiązania do wiary katolickiej. Katolik, który odrzuca naukę Kościoła katolickiego, podobny jest do polonisty, który przestał przestrzegać reguł ortografii, fizyka, który zanegował prawo przyciągania ziemskiego czy architekta, który uznał, że nie potrzebuje przestrzegać norm i przepisów prawa budowlanego. Nietrudno wyobrazić sobie, jak wyglądałyby książki, gdyby pisali je tacy pseudopoloniści, do jakich wniosków doprowadziłyby teorie takiego pseudofizyka, albo jak niebezpieczne dla życia mogłyby być budynki zaprojektowane przez takiego pseudoarchitekta. Podobnie jest z człowiekiem, który jednocześnie chce być katolikiem i walczy z katolicyzmem. To jest pseudokatolik, to jest sytuacja schizofreniczna.

 

Przypadek Faya i Moultona każe nam się zastanowić nad tym, jakimi jesteśmy katolikami? Czy jesteśmy nimi faktycznie, czy pozostajemy jedynie w sferze deklaratywnej? Wiele się dziś mówi o relatywizmie moralnym. Zakłada on, że wartości etyczne i wynikające z nich normy postępowania mają charakter względny, że istnieją różne, równoległe sposoby oceniania tego, co jest dobre, a co złe. Bardzo często poddajemy się temu mechanizmowi, próbując się usprawiedliwiać, pomniejszać swoją winę. Tymczasem chrześcijaństwo domaga się absolutyzmu moralnego, tzn. uznania Boga jedynym kryterium oceniania tego, co jest dobre, a co złe. Skoro więc Pan Bóg powiedział: „Nie zabijaj!”, to znaczy, że jako katolicy nie możemy np. godzić się na zabijanie nienarodzonych dzieci w żadnym przypadku, nawet gdy zachodzi podejrzenie, że urodzą się chore czy niepełnosprawne. Skoro Pan Bóg ustanowił małżeństwo jako związek mężczyzny i kobiety, to nie możemy przykładać ręki do jakichkolwiek działań, które podważają sens i doniosłość instytucji małżeństwa. Oznacza to także brak akceptacji dla związków homoseksualnych, które w sposób jawny przeczą nauce Kościoła. Jeśli chcemy rzeczywiście być katolikami, czyli uczniami Chrystusa, i zachować tożsamość, musimy ufnie przyjmować Boże przykazania i naukę Kościoła, bo tylko Pan Bóg, który jest obecny w Kościele, wie, co jest dobre dla człowieka i całej ludzkiej rodziny. Zachęca nas do tego Benedykt XVI, który mówi: „Nie obawiajcie się Chrystusa! On niczego nie zabiera, a daje wszystko. Kto oddaje się Jemu, otrzymuje stokroć więcej”.

 

Wojciech Nowicki

 

 

 

 

 

Wierność Prawdzie

Nam nie wolno umywać rąk, gdy w grę wchodzi obrona prawdy i dobrego imienia Chrystusa. Jesteśmy świadkami Prawdy objawionej. Dlatego nie możemy poddawać się cynizmowi ani relatywizmowi moralnemu. Nie pozwalajmy sobie na uleganie fałszywym hasłom poprawności politycznej czy błędnie pojętej tolerancji, w imię jakiejś mody albo świętego spokoju. Pamiętajmy o przestrodze św. Josemarii Escrivy, że człowiek za bardzo ustępliwy, ponownie skazałby na śmierć Jezusa (Droga 393).

Z perspektywy wiary, to nie jest wszystko jedno, czy dwoje ludzi zamieszka ze sobą po ślubie, czy przed ślubem. Czy małżeństwo będzie sakramentalnym związkiem mężczyzny i kobiety, czy zalegalizowaną sodomią. To nie jest obojętne, jakie gazety czytamy. Jakiego słuchamy radia? Co oglądamy w telewizji? Czy mamy w domu krzyż na ścianie? Czy nosimy medalik? Czy pościmy w piątek? Wszystko ma wielkie znaczenie. Również to, czy w niedzielę idziemy do kościoła czy do hipermarketu.

 

Bp Sławoj Leszek Głódź

List Pasterski na Wielki Post 2005

 

 

 

Kto otwiera Ewangelię, winien ją otwierać z takim nastawieniem ducha, by z góry w sercu swym przyznawać rację Chrystusowi.

Kard. Gabriel-Marie Garonne

 

Sceptyczny relatywizm

„Dziś zwykło się twierdzić – powtórzmy raz jeszcze słowa Jana Pawła II – że filozofią i postawą odpowiadającą demokratycznym formom polityki są agnostycyzm i sceptyczny relatywizm”. Ta postawa stała się, w rzeczywistości, nową ideologią, która – jak i poprzednie – ma wszelkie znamiona totalitaryzmu. Uważa się za jedynie demokratyczną – to znaczy słuszną i postępową. W imię wynikającego z niej zjawiska pluralizmu ideowego i zróżnicowania ludzkich postaw oraz skądinąd słusznego prawa do inności nie przyjmuje wobec siebie żadnej krytyki, zwłaszcza z punktu widzenia moralnego.

Czym jest prawda? Czym jest autentyczna moralność? – pytają głośno zwolennicy tej ideologii. I odpowiadają: nie ma jednej, obowiązującej wszystkich prawdy, nie ma też uniwersalnej moralności. Jest tylko demokracja. Powinien to zrozumieć każdy jako tako wykształcony człowiek. Dlatego też ludzie, którzy odważyliby się w nią powątpiewać, są odrzucani i ośmieszani. Co więcej, nie uważa się ich za godnych zaufania. Zapada wyrok – z predylekcją ogłasza się ich jako fundamentalistów. Tą rzuconą w ich stronę etykietą załatwia się wszystko. […] Pozostaje więc – z jednej strony – skazanie na marginalizację w życiu społecznym, lub też dobrowolna ucieczka w świat milczenia. W jednym i drugim przypadku nie ma się prawa do głosu. Chyba że decydenci środków społecznego przekazu zgodzą się na opublikowanie tych tzw. fundamentalistycznych przekonań i postaw na zasadzie ukazania pewnej ciekawostki czy egzotyki w agnostycznym i sceptycznie relatywistycznym krajobrazie tak pojmowanej demokracji.

 

Ks. Marek Jędraszewski

„Odzyskać samych siebie”

 


Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki