Logo Przewdonik Katolicki

Rocznica światowej kolekty

ks. Zygmunt Zieliński
Fot.

Od momentu rozbiorów interesowano się Polską zazwyczaj w związku z kolejnymi zrywami powstańczymi. Zwykle były to puste frazesy rządów i może bardziej szczere głosy opinii publicznej. Jednakże zawsze w takich przypadkach rychło zwyciężało znużenie, względnie umiejętna perswazja rządu carskiego będąca na rękę wyznawcom legitymizmu, legalizującego status quo, także ten...

Od momentu rozbiorów interesowano się Polską zazwyczaj w związku z kolejnymi zrywami powstańczymi. Zwykle były to puste frazesy rządów i może bardziej szczere głosy opinii publicznej.

Jednakże zawsze w takich przypadkach rychło zwyciężało znużenie, względnie umiejętna perswazja
rządu carskiego będąca na rękę wyznawcom legitymizmu, legalizującego status quo, także ten zbudowany na grabieży i przemocy. Zresztą unikano pojęcia „Polska”, wszak jej nie było. Mówiono o Polakach – poddanych cara, króla Prus, czy Jego Austriackiej Arcykatolickiej Cesarskiej Mości.
O Polsce zaczęto mówić właśnie w czasie zawieruchy I wojny światowej. Inna rzecz, co pod tym mianem rozumiano. Każdy z zaborców coś innego. A państwa ententy, względnie państwa neutralne? Tutaj rzecz miała się inaczej. Zależało to od tego, kto jakie części ziem polskich dostawał pod swe panowanie. Najwięcej miały jednak do powiedzenia państwa centralne, bowiem już w 1915 r. Rosja musiała rejterować z ziem polskich. Pozostawiając na boku dobrze znane projekty „odbudowy” Polski, snute zarówno przez jej wrogów, jak i przyjaciół. Jedno warto podkreślić – tak jednym, jak i drugim sprawa polska nie spędzała bynajmniej snu z powiek. Gotowi byli ponownie „położyć” ją na stole negocjacyjnym jako przedmiot przetargu. O odbudowie Polski niepodległej zadecydował fakt, że wszyscy trzej zaborcy wyszli z wojny pokonani. Trudno było tego oczekiwać, zatem nie można się dziwić, że nawet w społeczeństwie polskim nie brak było monstrualnych wręcz projektów reanimacji państwowości polskiej, rozumianej jako taka czy inna autonomia w ramach któregoś z mocarstw zaborczych.
Lektura książki dr Danuty Płygawko jest w każdym calu interesująca. Może tytuł jest mało adekwatny do treści, bowiem ta jest szersza, niż on zdaje się zapowiadać. Autorka ukazuje konsekwencje, jakie pociągało za sobą prowadzenie wojny na terenie Królestwa Polskiego i Galicji. Jednym z elementów tej tragedii była strategia spalonej ziemi stosowanej przez Rosję, a częściowo także Austro-Węgry. Już to samo mówiło, iż przynajmniej Rosjanie nie liczyli się z powrotem na ziemie ongiś Polsce zabrane. Wiadomo, że oba wymienione zabory odznaczały się ubóstwem wielkiej części ludności. Skąd zatem można było zdobyć środki na ratowanie ludzi ginących wprost z nędzy. Oczywiście istniały inicjatywy filantropijne rozwijane na miejscu, zwłaszcza przez dwory i rodziny magnackie, ale i te środowiska dotykało ostrze wojny. Nie do zwalczenia był głód, także w zaborze pruskim, o czym autorka mniej wspomina.
Jeśli mimo to abp Dalbor z archidiecezji gnieźnieńskiej i poznańskiej wysłał na ręce Komitetu Generalnego Niesienia Pomocy dla Ofiar Wojny w Polsce, urzędującego w Szwajcarii, w Vevey, ponad 322 tysiące franków szwajcarskich, oferując na ten cel o ponad 30 tysięcy franków więcej niż ponad 7 biskupów polskich i dwie parafie galicyjskie razem wzięte, to świadczy to o wspaniałym poczuciu łączności z całym narodem polskim, czego bynajmniej nie umniejsza podpis abp. Dalbora pod odezwą biskupów Rzeszy Niemieckiej.
Danuta Płygawko słusznie podkreśla wezwania Benedykta XV do wszystkich katolików na świecie o pomoc dla Polski. Wystarczy przejrzeć listę ofiarodawców, gdzie nie brak Japonii, Haiti, Nowej Gwinei. A ofiary są bardzo zróżnicowane, od 65 franków z Thaiti do 1 302 801 franków z Niemiec. Datki składali agresorzy i ich ofiary, np. Belgia. Nawet katolicy angielscy, choć rząd nie dał się przekonać do zdjęcia blokady, co umożliwiałoby dowóz żywności z USA dla głodujących Polaków. Był to zatem wielki zryw solidarności międzyludzkiej, a jej animatorem był papież. Ciekawe, że analogiczna rola przypadnie papiestwu dopiero kilkadziesiąt lat później, konkretnie od czasów Jana XXIII.
Benedykt XV nie był odosobniony, gdy chodzi o koncepcje przywołania Polski do niepodległego bytu – także liczył raczej na wykrojenie jej granic z zaboru rosyjskiego. Ale sam fakt, że kolekta upowszechniła hasło „Polska”, był już, nawet jeśli mimowolnym, to jednak budującym obecność Polski w świadomości ówczesnego świata impulsem, którego finalnym owocem stała się Polska odrodzona po latach niewoli.
Książka dr Danuty Płygawko zawiera równie wiele dokumentów, co tekstu autorskiego, co też niewątpliwie świadczy o jej wartości. Jednak przede wszystkim przypomina o rocznicy łatwej do przeoczenia, zwłaszcza w świecie, który nas otacza.
Autor jest prof. dr. hab. nauk teologicznych na KUL-u, specjalistą m.in. w zakresie historii Kościoła w XIX i XX w.
Książka „Benedykt XV dla Polski; 90-lecie papieskiej kolekty” jest monografią przeznaczoną dla szerszego kręgu czytelników zainteresowanych dziejami narodu polskiego podczas I wojny św. Opisuje ona sprawę poparcia, jakie Benedykt XV udzielił w tych czasach polskim dążeniom niepodległościowym – modlitwy w intencji Polski i zbiórki pieniędzy na pomoc dla Polaków. Praca zawiera m.in. osiem nieznanych listów Sienkiewicza, zaangażowanego w akcje pomocy Polakom.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki