Potem przyszły lata szkolne,...
Stała na środkowej półce regału w pokoju moich dziadków. Intrygowała swoim wyglądem, czarną sztywną oprawą, delikatnym cieniutkim papierem, na którym było zapisanych mnóstwo słów. Dziadkowie chętnie po nią sięgali, nie tylko po to, by przeczytać fragment o Bożym Narodzeniu w Wigilię… Takie są moje pierwsze wspomnienia związane z Biblią.
Potem przyszły lata szkolne, wielość i różnorodność mniej lub bardziej obowiązkowych lektur, a wśród nich i ona. Po pewnym czasie odkryłam pewną prawidłowość, o czym pisali w swych opracowaniach m.in. Anna Kamieńska czy Anna Świderkówna, że zawiera ona nieskończone bogactwo motywów, tematów, gatunków, jednym słowem piękno języka i treści. Ale jest w niej coś więcej - historia odwiecznego Boga, którą, jak pisał w swym "Hymnie do Biblii" jej wielki znawca Roman Brandstaetter "Pan wywiódł… ze swej pamięci / Na użytek ludzkiego umysłu, / W miarę rozległego i w miarę / ciasnego, / I według prawideł… / Pomniejszył niewyrażalne do wymiarów / Widzialnych…".
W niej zawiera się to, co widzialne i niewidzialne, to co wieczne i co ograniczone, to co wzniosłe i co przyziemne. A wszystkie inne dzieła są jedynie jej nieudolnym komentarzem.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.









