Świętość w codzienności

Bóg jest transcendentny, to znaczy inny, i każdy, kto dotknął świętości, tego, Który Jest prawdziwie święty, jest inny tak bardzo, że ludzie nie wiedzą, co o nim sądzić - czy jest człowiekiem szalonym, pysznym czy może rzeczywiście świętym. "Myśli moje - nad waszymi myślami - mówi Pan. Święci chodzą niekiedy jak starotestamentowi prorocy ścieżkami, którymi nikt rozsądny...
Czyta się kilka minut
Bóg jest transcendentny, to znaczy inny, i każdy, kto dotknął świętości, tego, Który Jest prawdziwie święty, jest inny tak bardzo, że ludzie nie wiedzą, co o nim sądzić - czy jest człowiekiem szalonym, pysznym czy może rzeczywiście świętym. "Myśli moje - nad waszymi myślami - mówi Pan. Święci chodzą niekiedy jak starotestamentowi prorocy ścieżkami, którymi nikt rozsądny nie chodzi i jeszcze mają odwagę mówić, że ten świat nie jest ich wart (Por. Hbr 11, 38).

Patrząc jednak na ich życie z innej strony, widzimy, wbrew obiegowym opiniom, jak mocno stąpają po ziemi i potrafią dostrzec Nieskończoność w najbardziej prozaicznych czynnościach codziennego życia. W pracy rzemieślników, uprawie roli, handlu potrafią wielbić Boga. Słowa "Aby we wszystkim Bóg był uwielbiony" (1 P 4, 11) św. Benedykt zawarł w rozdziale Reguły mówiącym o rzemieślnikach klasztornych, abyśmy nie zapomnieli, że możemy Go spotykać nie tylko od święta.

Jest zawsze

Świętych poznajemy nie tyle podczas uniesień na modlitwie, choć bez modlitwy świętość nie istnieje, co w szarości dnia codziennego, w którym potrafią dostrzec Bożą obecność w najdrobniejszym pyłku kurzu czy promieniu słońca. Rzadko towarzyszą im nadzwyczajne wizje, a jeśli się zdarzą, nie przywiązują do nich większego znaczenia, a już na pewno nie sądzą, że są z tego powodu lepsi od innych. Gdy jednemu z Ojców Pustyni ukazał się Chrystus, ten zaczął się modlić i prosić; "Panie ja chcę Cię widzieć po śmierci, nie teraz". Według wiary bowiem, a nie według widzeń postępują święci (Por. II Kor 5,7).

Bez grzechu

Święci uważają się za wielkich grzeszników - i jeśli ich słowa nie są udawane, jest to miara świętości. Doroteusz z Gazy, mnich żyjący na przełomie VI i VII wieku, wyjaśniał to pewnemu kupcowi w ten sposób: "W swojej wiosce - mówił - jesteś najbogatszym człowiekiem, jeśli jednak pojedziesz do dużego miasta, zobaczysz, że jest wielu równie bogatych jak ty, a gdy dotrzesz do samej stolicy, może się okazać, że w porównaniu z najbogatszymi obywatelami jesteś całkiem ubogim człowiekiem. Podobnie i człowiek, który zbliża się do Boga, widzi jak w porównaniu z jego wielkością jest mały, a w porównaniu z jego świętością jak bardzo jest grzeszny."

Jest pokorna

Świętość nieodłączna jest od pokory. Gdy człowiek staje się niczym, dopiero wtedy Bóg może działać w nim i przez niego, dopóki człowiek uważa, że jest czymś, Bóg czeka u bram jego serca, szanuje bowiem nasze wybory - "Jak długo pozostajemy w ciele, jesteśmy pielgrzymami z daleka od Pana" (II Kor 5, 6). Chrystus uczy, że "Kto straci swoje życie, ten je zachowa" czy - jak to tłumaczą niektórzy współcześni badacze - "kto straci swoje ja, ten je zachowa...". Skończone może być połączone ze skończonym, nie może być jednak połączone z nieskończonym. Boże wybranie dokonuje się wtedy, gdy stajemy się niczym. Bóg wyprowadził z Egiptu, gdy byli niewolnikami, a nie wtedy, gdy byli u szczytu władzy i obfitowali we wszystko. Być niewolnikiem to być nikim.

Jest drogą

Świętość nie jest nam dana od urodzenia, choć znamy i święte dzieci, Bóg jest wolny w swoich wyborach. "Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego, (Mk 10, 15) - powiedział Chrystus do mężczyzn w sile wieku i potrzeba im było wielu lat, aby to zrozumieć i osiągnąć. Często odkładamy wejście na drogi świętości na późniejsze lata. Znamy takich, którzy nawrócili się w ostatniej chwili życia, nie znamy liczby tych, którym to się nie udało.

Historia świętości jest historią wędrówki często także po bezdrożach i niepewności tego świata. Gdy Abraham usłyszał słowa JHWH: "Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i domu twego ojca do kraju, który ci ukażę". (Rdz, 12, 1) Otrzymał także nadzieję błogosławieństwa dla siebie, ale i dla tych, którzy przyjdą po nim. Abraham wyszedł, choć "nie wiedział dokąd idzie" (Hbr 11, 8), "wbrew nadziei uwierzył nadziei" (Rz 4, 18)". Grecka filozofia skończyła się właściwie powiedzeniem Sokratesa: "Wiem, że nic nie wiem", ale dla życia w świętości jest to dopiero początek. Jest to znak, że odrzuciliśmy swoją wiedzę i szukamy poznania Boga i w Bogu. Świętość uczy poznania przez niewiedzę. W Drodze na górę Karmel św. Jan od Krzyża pisze wyraźnie: "im więcej dusza zajmuje się jasnymi i wyraźnymi pojęciami, (...) tym mniej jest zdolna do wejścia w głębię wiary, która pochłania wszystko inne" (D III, 7, 2).

Wchodząc na ścieżki świętości, często nie wiemy, jakimi drogami do niej Bóg nas poprowadzi. Niekiedy słyszymy - jak Thomas Merton - w głębi serca jedynie zapowiedź trudności, abyśmy nie ustali w drodze, gdy się one pojawią: "Poprowadzę cię w samotność, poprowadzę cię drogą, której nie potrafisz absolutnie zrozumieć, bo chcę, żeby to była droga najkrótsza. Wszystkie rzeczy wokoło ciebie uzbroją się przeciwko tobie, aby się wyrzec ciebie, aby cię ranić, aby ci sprawić ból, a przez to doprowadzić cię do osamotnienia. Ich wrogość sprawi, że pozostaniesz wkrótce zupełnie sam. Wyrzucą cię precz, opuszczą cię, odrzekną się ciebie i będziesz samotny. Wszystko, co cię dotknie, będzie cię palić i z bólu będziesz cofał swą rękę, aż oddalisz się od wszystkich rzeczy stworzonych... abyś mógł się stać bratem Boga i nauczyć się poznawać Chrystusa ludzi wypalonych płomieniem".

Niekiedy dopiero u kresu wędrówki wszystko staje się jasne: "Nie pamiętam, abym kiedykolwiek w życiu miał tak silne poczucie piękna i mocy duchowej, połączonych ze sobą w ekstatycznej iluminacji - pisał Thomas Merton na kilka dni przed śmiercią - wiem, że zobaczyłem to, czego w niejasny sposób szukałem, nie wiem, co jeszcze pozostaje, ale zobaczyłem i przebiłem się przez powierzchnię i dotarłem w głąb, poza cień i przebranie". Stan iluminacji trwa tylko przez chwilę, ale na pewno jest owocem całego życia. W tym momencie tracimy swoje życie i zmartwychwstajemy wraz z Chrystusem. Świadomość naszego fałszywego "ja" odpada od nas jak brudne odzienie i umieramy dla siebie, dla grzechu, dla świata. Ale miarą świętości nie jest śmierć, lecz miłość, bo Bóg jest miłością (I J 4, 8). Nie ma większej miłości, gdy ktoś życie oddaje za przyjaciół swoich, ale ten, który oddaje życie, żyje na wieki.

Przeżywana w samotności

Samotność świętych, zapomnianych przez świat czy wybrana samotność anachoretów, pustelników, nie jest odrzuceniem miłości do innych ludzi. "Człowiek nie może żyć bez miłości" i nie jest to jakaś poetycka przenośnia. Potwierdza to dzisiaj współczesna psychologia prenatalna. I współczesny świat pewnie byłby lepszy i szczęśliwszy, gdyby mniej ludzi chciało go zmieniać, a więcej otaczać miłością. Ludzie czasami mówią, że się kochają, święci mają świadomość, że jesteśmy zanurzeni w miłości, w miłości Boga, który niekiedy mówi w naszym sercu:

Kocham w tobie

Twe lęki i twoje rozpacze

i ból niewysycony

Kocham w tobie

twe dni samotności

i miłości nieodwzajemnione

Kocham w tobie

Twe pogmatwane drogi

i trudności nieprzezwyciężone

Kocham w tobie

Twoje marzenia

spełnione i niespełnione

Kocham w tobie

twe myśli najskrytsze

i prace codzienne

Kocham w tobie

to wszystko, co cię kształtowało

rodziło na nowo, przemieniało,

i uczyło obdarowywania innych

miłością bez oczekiwania

odpowiedzi.

Razem z miłością

"Góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać, ale miłość moja nie odstąpi od ciebie - mówi Pan (Iz 54, 10). Bez tego zapewnienia miłości Boga do nas, która w sposób szczególny objawiła się nam w Chrystusie, trudno byłoby komukolwiek podążać drogami świętości. Miłość Boga do nas jest całkowicie wolna i bezinteresowna - "Czym jest człowiek, że o nim pamiętasz" - pyta psalmista. Bóg interesuje się człowiekiem właśnie dlatego, że jest niczym, małym, ubogim, cierpiącym i grzesznym. Boża miłość sprawia, że staje się czymś nieskończonym tak jak On jest czymś nieskończonym i świętym, tak jak On jest święty. Ostatecznie nasza świętość nie jest naszą świętością, lecz świętością samego Boga, który sam jest drogą świętości przekraczającym granice wiedzy i niewiedzy, życia i śmierci. Bramy świętości są wszędzie, a wszyscy święci są tego świadkami.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Jeśli już znasz „Przewodnik Katolicki”, wykup subskrypcję by uzyskać dostęp do wszystkich treści z nowych numerów, numerów archiwalnych oraz całkowicie unikalnych treści publikowane jedynie w internecie.

Koszt rocznej subskrypcji  przy płatnościach miesięcznych to 239 zł. Przy płatności z góry za rok otrzymasz 25% rabat. Oszczędzasz 66 zł.

↺ Automatyczne odnowienie płatności; rezygnuj kiedy chcesz!

 

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 20/2003