Zachęca do tego Biblia, bo w Apokalipsie św. Jan przekazuje wizję wiecznego szczęścia, którą otrzymał: „I ujrzałem niebo nowe i ziemię nową, bo pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły, i morza już nie ma. I Miasto Święte – Jeruzalem Nowe ujrzałem zstępujące z nieba od Boga, przystrojone jak oblubienica zdobna w klejnoty dla swego męża. I usłyszałem donośny głos mówiący od tronu: «Oto przybytek Boga z ludźmi: i zamieszka wraz z nimi, i będą oni Jego ludem, a On będzie BOGIEM Z NIMI. I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już [odtąd] nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły». I rzekł Zasiadający na tronie: «Oto czynię wszystko nowe». (…) Ja pragnącemu dam darmo pić ze źródła wody życia. Zwycięzca to odziedziczy i będę Bogiem dla niego, a on dla mnie będzie synem” (Ap 21, 1–7).
Zadatek i konkrety
Demokracja uczy nas od najwcześniejszych lat, że możni mogą obiecać wszystko, a z realizacją i tak będzie jak zwykle. Czyli raczej jej nie będzie. Bóg przewidział taką opcję w rozwoju społecznej mentalności i abyśmy nie mierzyli Go tą samą miarą, dał gwarancję swojej wspaniałej obietnicy – są nią cnoty teologalne, ale przede wszystkim wiara, jak pisze św. Tomasz z Akwinu w Summa contra gentiles i wtóruje mu autor Listu do Hebrajczyków: „Wiara zaś jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy” (Hbr 11, 1). Zresztą greckie pistis (wiara) może oznaczać także zadatek lub porękę, tym samym podejmując decyzję, że wierzę, przyjmuję de facto „zaliczkę” na wieczność. Z tym że ta cnota, wraz z nadzieją, to dopiero początek, bo celem jest miłość, i to doskonała, a przynajmniej tak możemy przeczytać w ostatnim zdaniu Hymnu o miłości w Pierwszym Liście do Koryntian.
Co dokładnie dostaniemy za decyzję wiary i, co istotne, życie z nią zgodne? W końcu to duża inwestycja, wymagająca sporych nakładów, a czasem ryzykowania wręcz utratą życia. Zacznijmy od zacytowanego na początku św. Jana. Główna zawarta tam obietnica to życie z Bogiem. Tym samym fundamentalnym i centralnym doświadczeniem dla królestwa niebieskiego jest relacja czy też, jak jeszcze się okaże, relacje. Jasno zostaje określony ich charakter, bo skoro nie ma w Nowej Jerozolimie płaczu, żałoby, krzyku, trudu, to jest to tożsame z pełnym harmonii życiem mieszkańców. Mówić wprost: będą to najlepsze możliwe relacje.
Bardzo ważnym aspektem jest brak żałoby, a więc śmierci. Tu widziałabym nie tylko tę fizyczną, ale także wszelkie formy utraty kogo- i czegokolwiek, bo każda z nich wywołuje w nas większą lub mniejszą żałobę. Nie będzie więc odrzucenia, pogardy, kłamstwa ani kradzieży (tę listę można zresztą ciągnąć, ale my tu o pozytywach). Co więcej, obietnica ta także oznacza, że wszelkie opłakiwanie i noszony przez nas związany z nim ból znikną. W końcu Bóg otrze z naszych oczu każdą łzę, także tę na wspomnienie przeszłości.
Królestwo Boże to przestrzeń piękna, o czym mówi nam obraz oblubienicy przystrojonej klejnotami. A nie jest to tylko chłodny blask drogocennych kamieni. Bóg obiecuje dostęp do drzewa życia, przez co należy rozumieć życie w pełni, bez ograniczeń i bez końca. Zresztą cóż mniej mógłby otrzymać ktoś, kto jest synem Boga?
Święci o swoim królestwie
Wiele osób do tego, by wybierać Boga, potrzebuje motywacji pozytywnej, wizji, która ich fascynuje i pociąga. Dobrze to rozumieli ojcowie Kościoła, bo w ich pismach (i dziełach z okresu, kiedy działali) znajdziemy wiele opisów królestwa Bożego. Czerpią one hojnie z rozdziału 21 Apokalipsy, ale późniejszej części, przedstawiając wieczność jako wspaniały ogród, pełen bujnej wegetacji, nieustannie kwitnący i jednocześnie owocujący. Unoszą się w nim przyjemne wonie, jest oblany światłem, ale nie ma tam upału. Wchodząc do niego, zostaje się zaproszonym na niekończącą się ucztę w pięknych komnatach znajdującego się w nich pałacu. Efrem Syryjczyk wspomina nawet o cherubinach witających ukłonem przybyszów i zapraszających ich do wejścia – to odwrócenie opisu z Księgi Rodzaju, w której cherubinowie z płonącymi mieczami zostają postawieni na straży bramy raju, aby żaden człowiek nie mógł do niego wrócić (zob. Rdz 3, 24). Uczta zaś to nie tylko obraz obfitości i odpoczynku, ale przede wszystkim bycia w pełnej zrozumienia i przyjęcia relacji, bo jak ten sam autor pisze gdzie indziej: „W mieszkańcach Raju nie znajdziesz gniewu, bo wolni są oni od drażliwości; nie szkodzą sobie wzajemnie, nie żywią gniewu, bo wolni są od wszelkiej zawiści”. Okazuje się, na pohybel egzystencjalistom, że inni to raj, nie piekło.
Wspomniany wyżej Akwinata pisał o królestwie Bożym w Summa contra gentiles, ale we właściwym sobie stylu, a więc zdecydowanie bardziej „technicznym” językiem. Dla niego istotą szczęśliwej wieczności zbawionych jest visio beatifica – wizja uszczęśliwiająca. Jeśli osiągniemy zbawienie, będziemy oglądać Boga i to da nam największe szczęście. Tomasz wyjaśnia oczywiście dlaczego: nosimy w sobie pragnienie dobra, nawet jeśli zdarza się nam błędnie rozpoznać, co nim jest. Bóg zaś jest największym dobrem, Dobrem samym w sobie. Osiągnięcie więc Go – visio oznacza tu nie tylko pracę wzroku, ale też zjednoczenie i poznawanie Tego, który jest oglądany – zaspokoi więc wszelkie nasze pragnienia. Da nam pełnię, którą Mała Tereska ujęła w jednym z listów zdaniem: „Ja nie umieram, ja wstępuję w życie”. Co ważne, to doświadczenie zaspokojenia nie będzie statyczne – chodzi tu o niekończący się postęp w coraz głębszym jednoczeniu się z Bogiem, w którym każde zaspokojenie pragnienia będzie rodziło kolejne pragnienie, od razu zaspokajane.
Tomasz podkreśla, że ostatecznie w królestwie Bożym będziemy jako zmartwychwstali, a więc cieleśni, tym samym szczęśliwość nie dotyczy tylko intelektu czy sfery duchowej. Nasze ciało będzie w pełnej harmonii z duszą, podporządkowując się jej poruszeniom, co oznacza nie będzie już potrzeby stosowania ascezy. Akwinata podaje ponadto cztery główne cechy zmartwychwstałej cielesności: jasność, niecierpiętliwość, zwinność, subtelność. Mówiąc inaczej, zostanie ona wypełniona Bożym światłem (zwróćcie uwagę, że w wielu uznanych przez Kościół objawieniach, np. maryjnych, powraca obraz jasności – Jasna Pani o Maryi – i świetlistości, podobnie było podczas przemienienia na Taborze), nie będzie odczuwać bólu ani innego dyskomfortu, także psychicznego, będzie w pełni sprawna, a jednocześnie delikatna, zupełnie jak ciało malutkiego dziecka. Tomasz – to już sfera jego hipotez, choć uzasadnionych – podaje nadto, że będziemy piękni i bez względu na to, na jakim etapie życia umrzemy, w wieku tzw. Chrystusowym, czyli w naszych latach trzydziestych.
Propozycja
Polski listopad i bez wizyt na cmentarzu jest dość mroczny i smętny. Dlatego proponuję drobne ćwiczenie: pomedytujmy nad obrazem królestwa Bożego. Wyżej podsunęłam kilka sugestii co do kierunku, w jakim możemy pójść, czy to intelektualnymi rozważaniami, czy to korzystając z wyobraźni i pamięci. Poprośmy Ducha, by nam ukazał obraz naszej ostatecznej przyszłości i pomógł się nią zachwycić. Na tyle, byśmy mogli z głębi serca powtórzyć za bł. Karoliną Kózką: „Żeby się tak do nieba dostać, jakby nam tam dobrze było”.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.











