Jak św. Teresa z Avila radziła sobie z rozproszeniami na modlitwie?

My mamy media społecznościowe, a św. Teresa Wielka miała… rozmównicę. Co prawda nie dało się przychodzących do niej ludzi „przewijać”, smyrając kciukiem po kratach, ale byli równie zajmujący.
Czyta się kilka minut
Konfesjonał św. Teresy od Jezusa w Kaplicy Chrystusa Konającego w Klasztorze Królewskim św. Tomasza w Ávili (Hiszpania) | Fot. KS. WOJCIECH NOWICKI
Konfesjonał św. Teresy od Jezusa w Kaplicy Chrystusa Konającego w Klasztorze Królewskim św. Tomasza w Ávili (Hiszpania) | Fot. KS. WOJCIECH NOWICKI

Obok stalowej woli połączonej z sercem zdolnym do głębokiej i pełnej oddania miłości hiszpańską świętą charakteryzowały także fizyczne piękno oraz ujmujący sposób bycia. Te ostatnie cechy, w połączeniu z ówczesną modą na posiadanie – słowo idealnie oddaje podejście wielu gości tamtejszego klasztoru do takiej relacji – zaprzyjaźnionej mniszki, sprawiało, że klauzura okazała się dla karmelitanki mało zamknięta. Zresztą, jak pisze w Księdze życia, sama początkowo także nie cierpiała na zbytnią niechęć wobec odwiedzin, bo z natury była bardzo towarzyska, nie chciała też nikogo z gości urazić. Nadto przełożone, wiedząc, z jaką łatwością zjednuje ona sobie serca, chętnie ją wysyłały na rozmowy. Ostatecznie pozyskanie dobrodzieja dla klasztoru i utrzymanie z nim kontaktu wiele znaczyło dla konwentu.

Wspomniane spotkania jednak rozbijały jej skupienie, pozostawiając do tego sporo materiału do rozproszeń na modlitwie, a z tymi, jak sama pisze, zmagała się często: „Tak [podczas wieczornego rozważania] pozostawałam tam [w Ogrójcu] z konającym Zbawicielem, jak mogłam najdłużej, na ile pozwalały na to obce moje myśli i roztargnienia, bo zawsze miewałam ich wiele, na moje udręczenie” (Księga życia 9, 4). Te same cechy jednak, która odpowiadały za rozbijanie skupienia, czyli żywa wyobraźnia i ruchliwy intelekt, były także tymi, które pomagały Teresie w jej duchowym wzrastaniu. Problem polegał więc nie na tym, jak się ich pozbyć, ale na tym, jak je opanować i poprowadzić we właściwym kierunku: „O Boże, jak bardzo cierpi dusza, gdy utraci tę wolność, jaka była jej dana i jaką powinna była zachować na to, aby była panią samej siebie! Jakie musi znosić udręczenia!” (tamże, 9, 8). Karmelitanka cierpiała z powodu rozproszeń na modlitwie i ulegania swoim słabościom, bo uparcie dążyła do tego, żeby jednak i mimo wszystko niepodzielnym sercem oddać się Bogu. Mogła uniknąć bólu, rezygnując z tego pragnienia, ale nie chciała. I tak stajemy twarzą w twarz z dwoma pierwszymi elementami drogi do wolności, którą nam ta doktor Kościoła proponuje.

Pojęcia passé

Oba brzmią dla współczesnego ucha staromodnie, wręcz przedsoborowo, ale podejmę to ryzyko i je podam – chodzi o hierarchię (wartości) i cierpienie. Dokładnie w tej kolejności, bo to drugie jest do przyjęcia tylko pod warunkiem, że znajdziemy motywację w tej pierwszej. Teresa jako dwa momenty, które stanowiły fundament jej decyzji o konsekwentnym budowaniu wewnętrznej integralności, podaje sytuacje, w których doświadczyła daru łez, cenionego bardzo już przez ojców pustyni. Polega on na płaczu zrodzonym z doświadczenia, w którym łączy się dostrzeżenie Bożego miłosierdzia i jednocześnie własnej grzeszności – kolejność znów nieprzypadkowa, bo dostrzeżenie przede wszystkim grzechu prowadzi do rozpaczy. 

Po raz pierwszy takie łzy popłynęły z jej oczu w wewnętrznej kaplicy Karmelu: „Choć dusza moja pragnęła odpoczynku, nie dawały go jej znaleźć moje złe nałogi, w których ciągle trwałam. Pewnego dnia zdarzyło mi się, że wszedłszy do kaplicy domowej, ujrzałam obraz sprowadzony na jakąś uroczystość (…). Obraz ten przedstawiał Chrystusa, całego okrytego ranami, tak wiernie oddanego, że na widok Jego moja dusza wstrząsnęła się do głębi, oglądając Pana w takim stanie (…). Tak wielki ogarnął mnie żal na myśl, jak źle odwdzięczyłam się za te rany, że zdawało mi się, że serce we mnie pęka” (tamże, 9, 1). Drugi raz był związany z lekturą Wyznań św. Augustyna, które zrodziły podobne uczucia i przemyślenia, te zaś, tak samo, jak za pierwszym razem, popchnęły karmelitankę do żarliwej modlitwy o to, by Bóg udzielił jej łaski trwałego nawrócenia, a w zasadzie: stałego nawracania się, bo jak często święta podkreśla, przemiana jej wnętrza trwała długo i nie była jednorazowym aktem (nad czym bardzo ubolewała).

Tym, co jest kluczowe w tej opowieści, jest postawienie Boga na pierwszym miejscu i uporczywe wracanie do takiej właśnie hierarchii wartości, nawet jeśli serce i umysł urządzają sobie wycieczki w inne rejony. Nieusuwalnym elementem jest tu także nazywanie rzeczy po imieniu: grzechu grzechem, rozproszenia rozproszeniem, łaski łaską. Wreszcie bardzo ważne jest wyznanie, którym święta podsumowuje opowieść o wrażeniu, jakie na niej wywarło rozpoczęcie lektury Wyznań: „Pamiętając o miłości, jaką On mi wciąż okazywał, znów nabierałam otuchy, bo w miłosierdzie Jego nigdy nie zwątpiłam” (tamże, 9, 7; podkr. EW). 

Potraktowanie na serio Boga jako numeru 1 na liście „punktów orientacyjnych” w naszym życiu wyraża się w podjęciu konkretnych działań. Chociażby tak banalnych, jak układanie planu dnia tak, by znalazł się w nim zawsze czas na modlitwę, wykorzystywanie na nią wolnych chwil, kiedy odruchowo sięgamy po telefon albo otwieramy laptopa. A przede wszystkim uświadomienie sobie, że zaczyna się ona od uzmysłowienia sobie, przed Kim staję, a przede wszystkim: dlaczego. Dwa tygodnie temu pisałam o praktyce świętej godziny, którą przyjął bł. Fulton Sheen – w przypadku osób świeckich to nie musi być godzina, ale musi być codziennie. To oczywiście oznacza rezygnację z innych aktywności, które wtedy moglibyśmy wykonywać, a to może rodzić poczucie straty. Spotkanie z Bogiem może też nam, tak jak Teresie, stawiać przed oczy nasze słabości. Oba te doświadczenia, zresztą podobnie jak zmaganie się chociażby z… sennością, rodzą duchowe cierpienie i wiążą się z wysiłkiem, często sporym. A my wolelibyśmy nie cierpieć.

Niestety, od czasu spożycia pewnego owocu śmierć i ból weszły w świat. Co więcej, to wydarzenie wprowadziło w rzeczywistość stworzoną kolejne pęknięcia i podziały, a ich pokonywanie, także tych w nas samych, nie odbywa się samoczynnie. Potrzebny jest wysiłek, chociażby ten polegający na wołaniu o Bożą łaskę. Na szczęście, jak obiecuje w regule św. Benedykt, w miarę starań nasze serce się rozszerzy i pobiegniemy z łatwością drogą Bożych przykazań. Co więcej, stanie się ono mądre i odruchowo zacznie rozpoznawać, po czym odrzucać wszystko, co jest dla nas zbędne na drodze do jedności z Bogiem.

Źródła wsparcia

Co pomagało św. Teresie w zmaganiu o wybieranie wciąż na nowo Boga? Opisuje dwa sposoby: czytanie wartościowych i poruszających (!) książek oraz kontemplację piękna, w tym „pól, wody kwiatów. W tych rzeczach znajdowałam Stworzyciela, one mnie pobudzały i pociągały do skupienia ducha” (tamże, 9, 5). Ta druga praktyka była jej nawet bliższa, zresztą ona właśnie pozwala nam rozwijać w sobie zdolność do kontemplacji Boga, bo „z wielkości i piękna stworzeń poznaje się przez podobieństwo ich Stwórcę” (Mdr 13, 5). 

Święta podaje także trzeci, ale wymagający więcej czasu i zaangażowania, mianowicie znalezienie przyjaciół, z którymi dzieli się pragnienie jedności z Bogiem i zachwyt Nim. Karmelitanka doświadczyła tego, jak dzielenie się przeżyciami duchowymi z niewłaściwymi osobami może głęboko poranić. Mimo to była głęboko przekonana, i polecała gorąco, rozmowy duchowe z ludźmi, z którymi dzielimy naszą pasję poszukiwania i postępowania za Panem. Współczesna psychologia dopowie, że wypowiadając noszone w sercu odczucia i myśli, nadajemy im strukturę i je porządkujemy. A św. Tomasz z Akwinu dorzuci, że rozmowa z przyjacielem jest jednym z lekarstw na smutek, także ten zrodzony z wewnętrznego rozbicia zrodzonego z nadmiaru bodźców.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 41/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Droga do wewnętrznej spójności