Postanawiam napisać o kobiecie. Nie zastanawiam się długo, bo ona przychodzi do mnie jakby sama, po prostu puka w otwarte drzwi. Święta Hildegarda z Bingen. To, że była benedyktynką, zaangażowaną w sprawy swojego zakonu i ówczesne problemy Kościoła, to zapewne wiemy. To, że specjalizowała się w ziołolecznictwie i medycynie, prawdopodobnie też. Kto nigdy nie kupił ciastek, kremu do twarzy lub mieszanki ziół ze średniowiecznym wizerunkiem świętej? No właśnie. Ale czy wiemy o jej bardzo silnym kobiecym głosie, którym miała odwagę się dzielić? O jej podejściu do równości kobiet i mężczyzn, które wcale nie wydaje się takie oczywiste w czasach średniowiecza? O tym, że została ogłoszona doktorem Kościoła nie tylko jako mistyczka i wizjonerka, ale przede wszystkim jako autorka wybitnego nauczania teologicznego, zakorzenionego w tradycji Kościoła, które zawarła w swoich licznych pismach? Może po 14 latach od jej kanonizacji i ogłoszenia doktorem Kościoła czas znów sobie o niej przypomnieć?
Krótko o życiu mistyczki
Podejmuję próbę spisania jej życiorysu. Krótko, bo coś przecież wiemy, choć szybko dociera do mnie, że jednak niewiele. A więc krótko się nie uda, no chyba że chaotycznie. Hildegarda przyszła na świat 16 września 1098 roku, jako dziesiąte dziecko w rodzinie. Została przeznaczona do klasztoru, zgodnie z tradycją jako dziesięcina. Źródła podają, że od najmłodszych lat miewała wizje. Kilka lat później dołącza do zakonu benedyktynek, gdzie trafia pod skrzydła swojej przyszłej mistrzyni, Jutty. Uzyskuje dobre wykształcenie, poznaje łacinę, Pismo Święte, nauki ojców Kościoła. Po śmierci Jutty Hildegarda w wieku 38 lat staje się przeoryszą klasztoru. Jej wizje nabierają na sile, pojawiają się coraz częściej. Otrzymuje pozytywną opinię na temat swoich wyjątkowych doświadczeń od specjalnie powołanej komisji, w tym od samego papieża Eugeniusza III oraz Bernarda z Clairvaux, w którego reformy kościelne była zaangażowana. Jest dość słabego zdrowia, gdy tylko powątpiewa w swoją służbę czy wizje, popada w choroby.
Po dłuższych negocjacjach otrzymuje zgodę na przeniesienie klasztoru do Rupertsbergu, uzyskując tym samym większą niezależność. Zakon się rozrasta, wciąż przybywa nowych chętnych. Hildegarda otrzymując polecenie od Boga, postanawia o założeniu nowego domu zakonnego w Eibingen. Nazywana Sybillą znad Renu doradza najważniejszym głowom państw, wymienia korespondencje z innymi opatkami i opatami, wyrusza w podróże, głosi publicznie, poucza duchownych. Nie raz wchodzi na drogę konfliktu, który w jednym przypadku kosztuje jej zgromadzenie zakaz brania udziału we mszy oraz przyjmowania Komunii Świętej. Hildegarda umiera 17 września 1179 roku, pozostawiając po sobie spisane idee, wizje i doświadczenia w postaci ksiąg: Scivias (Poznaj ścieżki Pana), Scito vias Domini (Usłysz Pana), Liber Vitae (Księga zasług życia), Liber Divinorum Operum (Księga dzieł Bożych), Ordo Virtutum (O sztuce cnoty) oraz dzieła pełne wiedzy medycznej i przyrodniczej: Physica i Causae et Curae, a także utwory muzyczne, poetyckie oraz listy.
W maju 2012 roku papież Benedykt XVI kanonizuje Hildegardę z Bingen, a kilka miesięcy później ogłasza ją doktorem Kościoła.
Ziele i inne medykamenty
Napisano o niej już wiele: artykuły, teksty naukowe, wszelkie publikacje. Dostępne są książki, również te jej autorstwa. Interesuje mnie wszystko, bo nie miałam do tej pory do czynienia z tą świętą. Wertując kolejne karty, trafiam w coraz to dziwniejszą niszę. Ale czy można nazwać to niszą, skoro jest tego całkiem sporo w internecie? Wszystkie strony oparte na postaci Hildegardy mają do zaoferowania bardzo duży asortyment. Począwszy od wiedzy, zielników i przepisów, przez książki, na internetowym kramiku pełnym produktów kończąc. A w nim orkiszowe ciasteczka i mąki, naturalne kosmetyki, kamienie szlachetne i wykonane z nich różańce. Wiemy z dzieł Causae et Curae i Physica, że jej wiedza medyczna była ogromna i na tyle wiarygodna, by po po przeszło 800 latach nadal do niej wracać i ją propagować. Tak jak robią to Centrum św. Hildegardy w Józefowie czy Polskie Centrum Hildegardy z siedzibą w Legnicy i założony przy nim sklep.
W moje ręce wpadają obie wyżej wspomniane książki. Kawał lektury. Moją uwagę przyciągają różne pojęcia, objawy, zioła. Na przykład róża (rosa): „Róża jest zimna i dokładnie ten chłód zawiera w sobie pożyteczną miarę”, dowiaduję się z krótkiego opisu. Może pomóc przy dolegliwościach oczu i mętnym wzroku. Wystarczy rano położyć płatek róży na oczach, a spowoduje on wyciągnięcie płynów (tj. kropli łez), a tym samym rozjaśnienie wzorku. Mistyczka wskazuje tę roślinę również jako panaceum na porywczość. Jeśli pojawia się w tobie za dużo gniewu, rozetrzyj na proszek różę i szałwię, przyłóż do nosa i wąchaj ten wyjątkowy zapach. Właściwością pierwszej jest rozweselić, a drugiej pocieszyć. Nurtuje mnie jednak, co z tym chłodem kwiatu? Zastanawiam się i wracam, by dobrze zrozumieć. „Każda roślina jest ciepła lub zimna i rozwija się w oparciu o te cechy, ponieważ ciepło roślin oznacza duszę, zaś chłód ciało. Tym samym rośliny działają stosownie do swego rodzaju, gdy mają w sobie nadmiar ciepła lub zimna. Gdyby wszystkie były ciepłe, a żadna z nich nie odznaczała się chłodem, wówczas przynosiłaby użytkownikom szkody […]” i na odwrót. Próbuję to pojąć, ale wgłębianie się w tę wiedzę, wbrew pozorom, tego nie ułatwia. Docieram do Księgi IV poświęconej kamieniom (ksiąg jest dziewięć, każda z nich poświęcona innemu tematowi). Pierwszy rzuca mi się w oczy szmaragd. Opisany poetycko, symbolicznie z ogromną wrażliwością – to cecha języka Hildegardy. Zachwycam się fragmentem: „Szmaragd rośnie rankiem, czyli o świcie, gdy słońce w swoim obiegu intensywnie przygotowuje się do ukończenia swej drogi. […] Ma on w sobie umiarkowane ciepło i dobrą zieloną siłę chłodu oraz rozwesela człowieka, który na niego patrzy”. Kamień ten, według wskazówek świętej, wspomaga przy różnorakich bólach, w tym serca, żołądka i głowy, także w trakcie ataku padaczki. Jest tego znacznie więcej – co jeden przykład, to ciekawsze zastosowanie. Szafir na niepożądaną miłość, a chalcedon na gniew.
Może to wywoływać pewną niezgodę i budzić kontrowersje. Jak to doktor Kościoła naucza o kamieniach i ich właściwościach? Tę dyskusję rozpoczęto nie wczoraj i nie skończy się ona dziś. Niemniej, ważnym jest, aby pamiętać o bardzo harmonijnym podejściu świętej Hildegardy do życia. Uważała ona bowiem, że wszystko ma wpływ na człowieka, w tym żywioły, dieta i to, jak żyje z naturą. Uznawała wzajemny wpływ, a za głupotę miała nie umiejętność korzystania w pełni z tego, co Bóg ofiarował nam podczas stworzenia świata. Musimy jednak pamiętać, że wówczas zupełnie inaczej radzono sobie z dolegliwościami, posiadano inny stan wiedzy i inną wrażliwość, nierzadko mocno związaną z symboliką. Dziś przy ataku padaczki zareagujemy zupełnie inaczej, a na „mętny wzrok” nie położymy płatków kwiatów, a udamy się do specjalisty po najlepszą radę. Nie zmienia to faktu, że inspiracja naturą, powrót do roślinnych receptur i holistycznego podejścia do zdrowia warte jest przypomnienia. W związku z tym, stety i niestety, postać Hildegardy i jej popularność zaczęła się komercjalizować. Dziś wykorzystuje się jej wizerunek, idee i mądrość do promowania własnych marek, produktów i innych dóbr wystawionych na sprzedaż. Popularność świętej Hildegardy wzrasta, ale jakim kosztem?
Kobieta równa
Odnajduję coraz więcej artykułów poświęconych Hildegardzie, ale w ujęciu kobiecym. Nie przez pryzmat jej zaleceń zdrowotnych czy analizy jej twórczości. Wsiąkam, bo teksty te zmieniają moją perspektywę na kobietę średniowiecza. Czytam, że „Hildegarda może być dla współczesnych kobiet punktem odniesienia i inspiracją w poszukiwaniu i realizacji własnego zadania, jakie otrzymała każda z nas. To święta na nasze czasy”. Tak pisze o mistyczce znad Renu Mira Jankowska w swoim artykule „Kobieta XXI wieku, czyli powrót do źródeł”. Odważna, pełna twórczej energii, charyzmatyczna. Zaradna, pewna siebie, dobrze zarządzała swoją wspólnotą, Wierna i ufna, dająca się prowadzić i prowadząca innych. Tak, na podstawie lektur zaczynam ją sobie wyobrażać. Nie bojaźliwą, bierną, nieśmiałą. Nie bezradną, zależną, wycofaną. Nie niestałą i podejrzliwą. Nie upartą i samolubną. Choć przecież takie obrazy kobiet „średnich wieków” malują się w naszych głowach – oparte na stereotypach i niepełnej wiedzy. Hildegarda z Bingen jest jednym z wielu przykładów na to, że wcale tak nie było. Przekraczała siebie i dyktowany jej życiowy schemat, odnajdując swoje powołanie w bardzo czynnej służbie Bogu. Wyprzedzała swoje czasy, stając się wzorem dla późniejszych. W swoich nauczaniach nie przedstawiała kobiet, jako tych „mniejszych” i „gorszych” od mężczyzn. Nie wywyższała jednych ponad drugimi. Harmonia ze światem – to był jej nadrzędny przekaz. Osiągniecie owej harmonii równało się z byciem szczęśliwszym i lepszym ukazywaniem Boga innym. Uważała, że każdy jest Jego odbiciem, a to oznacza, że również każdy, niezależnie od płci, ma w sobie wielką godność. Według niej kobiecość była tak samo ważną formą człowieczeństwa jak męskość. Małość człowieka uznawała jedynie względem Boga.
Wiemy, że jako przeorysza była surowa, ale nie propagowała zbytniej ascezy, jak jej poprzedniczka Jutta. Uważała, że nadmierne umartwianie się może pochodzić od Złego. Swoje mniszki uczyła raczej radości z obecności i triumfu Boga. Nie zasmucała ich świadomością grzechu. Miały śpiewać, a nie płakać, co nawet teraz wydaje się dość kontrowersyjne, gdy się nad tym zastanawiam. Benedyktynki to przecież wspólnota monastyczna, zakon kontemplacyjny. Jednak święta Hildegarda postrzegała tę drogę inaczej, co być może przyciągało do klasztoru więcej nowo powołanych. Jak pisała Serafina Maria Huras w swojej pracy badawczej Edyty Stein i Hildegardy z Bingen próby transgresji kobiecej i teologicznej, Hildegarda „Głosząc mądrość teologiczną, nie umniejszała roli kobiet, ale utwierdzała je w przekonaniu o własnej wartości, co doskonale udowodniła na swoim przykładzie – średniowiecznej «kobiety renesansu», «nieosądzonej wiedźmy» […] Znajdując się w obrębie patriarchalnego systemu, zdołała poświęcić się redefinicji miejsca kobiety w społecznym porządku oraz możliwości kobiecego umysłu. Hildegarda zyskała akceptację mężczyzn, przez co udało jej się zachować swoją kobiecość i życie”.
***
Gdy zaczynałam zbierać materiały, chciałam, aby ten tekst przywrócił kobietom dawną, zapomnianą i nieco zakurzoną świętą towarzyszkę. By ona i jej nauki mogły stać się odpowiedzią na zadawane dzisiaj pytania. By oddała głos kobietom dawnej epoki, kiedy wydawało się, że były one powołane tylko do milczenia. By przypomniała o równości, do której zostaliśmy stworzeni, niezależnie od płci. By tam, gdzie brakuje dziś harmonii, balansu, powrotu do natury, do korzeni, do ziela, do siebie, ona wskazała drogę. Przez Pana.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.





