Sakramentalność – fundamentalny aspekt katolickiego małżeństwa

Małżeństwo jest w wielu religiach (i nie tylko) instytucją społeczną. Dla chrześcijan ma jednak istotny element wyróżniający - jest sakramentem.
Czyta się kilka minut
Ślub w Kościele bł. Władysława z Gielniowa. Warszawa, 24 lipca 2021 r. | Fot. Wojtek Laski/East News
Ślub w Kościele bł. Władysława z Gielniowa. Warszawa, 24 lipca 2021 r. | Fot. Wojtek Laski/East News

Z zainteresowaniem przeczytałam w zeszłym numerze teksty na temat małżeństwa i uderzył mnie, zwłaszcza w wywiadzie, jeden zasadniczy brak: nie wspomniano o tym, że dla katolika jest to przede wszystkim sakrament.

To kluczowa cecha, jeśli chodzi o podejście do tego typu relacji, bo odróżnia nas od innych religii czy grup społecznych, a małżeństwo to przecież instytucja obecna w każdej z nich i to od początku istnienia ludzkich społeczności. Ponadto ze zrozumienia, co oznacza sakramentalność małżeństwa, wynika takie a nie inne nauczanie na tematy praktyczne związane z życiem w związku i w rodzinie. I jestem doskonale świadoma, że narażam się właśnie na oskarżenia o „rzucanie normą jak kamieniem”, nawet jeśli nie mam zamiaru pisać o normach prawnych, a fundamencie, z którego one wyrastają.

Wiara i łaska

Kluczowe jest zrozumienie, czym jest sakramentalność w ogóle. Otóż, jak wierzymy, jest to obecna w tym, co stworzone, możliwość przemiany w realnie obecnego Boga: chleb staje się Jego ciałem, wino – krwią, wyświęcony mężczyzna bywa alter Christus. W jaki sposób Bogiem stają się małżonkowie? Istnieją dwie takie sfery: jedność i płodność, ale o nich szerzej napiszę później. 

Tu chcę jeszcze wrócić do kwestii tego, czym jest i jak działa sakrament oraz jaki jest jego cel. Wszyscy zapewne pamiętamy z katechezy formułę: „widzialny znak niewidzialnej łaski” – to nośna, choć wymagająca rozszerzenia definicja. Najważniejsze jest w tym przypadku zrozumienie, że kiedy mowa o znaku, nie chodzi o logo lub drogowskaz, ale o coś uczestniczącego w rzeczywistości oznaczanej. Można to oddać metaforą, nieco kulawą, ale oddającą z grubsza sens: osoba podnosząca z łatwością wielki ciężar jest znakiem tego, że z natury jest do tego zdolna, ale też że ćwiczy, a więc jej naturalne zdolności zostają zwiększone. Słabość tej analogii polega na tym, że w przypadku sakramentów jest jeszcze Ten Drugi, który bezpośrednio odpowiada za przemianę i wzmocnienie potencjału, który w sobie nosimy. A dostęp do Jego współdziałania mamy przez wiarę i dzięki niej także możemy dostrzec owoce tej współpracy. Bez tej cnoty teologalnej nie jesteśmy zdolni, nawet jeśli zostaliśmy ochrzczeni, do czerpania z Bożego wsparcia. Wiara zaś rodzi się z tego, co słyszymy, a więc słowa Bożego, i jest decyzją na to, by mu zaufać.

O ostatniej kwestii z podanych w pierwszym zdaniu tak czytamy w konstytucji Gaudium et spes: „Celem sakramentów jest uświęcenie człowieka, budowanie mistycznego Ciała Chrystusa, a wreszcie oddawanie czci Bogu. Jako znaki mają one także pouczać. Sakramenty wiarę nie tylko zakładają, lecz za pomocą słów i rzeczy dają jej wzrost, umacniają ją i wyrażają. Słusznie więc nazywają się sakramentami wiary” (GS 590). Mamy tu wymienione trzy sfery, którym sakramenty służą: indywidualną, wspólnotową i duchową. Współcześnie przeakcentowana została pierwsza, czasem wspomina się o trzeciej, a druga, cóż, umyka z równania. Jest to szczególnie wyraźne i dolegliwe, jeśli chodzi o sakramenty komunii, czyli małżeństwo i święcenia. Ślub jest zawierany publicznie i wymagani są do jego zawarcia świadkowie, bo nie jest on sprawą wyłącznie ślubujących – ma reperkusje społeczne, począwszy od połączenia dwóch rodzin, a na założeniu własnej i budowaniu relacji z otoczeniem skończywszy. 

Co więcej, sakramenty działają ex opere operato, czyli na mocy sprawowanego obrzędu, a nie tego, czy sprawujący je są doskonale święci i moralnie czyści. Jeśli ktoś jest ochrzczony, nie ma przeszkód prawnych i publicznie do czegoś się zobowiązuje, to zobowiązanie jest ważne. A w przypadku małżeństwa nierozerwalne. Jezus potwierdza nierozerwalność małżeństwa we wszystkich ewangeliach synoptycznych, z czego u Mateusza dwa razy (bo apostołowie musieli się upewnić, czy na pewno to miał na myśli, co wskazuje, że od początku był to jeden z najtrudniejszych do przyjęcia elementów Chrystusowego nauczania), potem wskazanie to przypomina św. Paweł. Nie jest więc ono kaprysem hierarchii lub wynikiem teologicznych dywagacji (te raczej szły, i idą, w kierunku łagodzenia jednoznaczności tego nauczania). Dopóki oboje małżonkowie żyją, pozostają ze sobą związani.

Oznaczanie

Jeszcze raz przywołam św. Pawła: „«Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem». Tajemnica to wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i Kościoła” (Ef 5, 31–32). Żona i mąż, ich relacja, a dokładnie jej jedność, jest realnym znakiem relacji Chrystusa i Kościoła. Nieidealnym, bo ciągle się zmieniającym i rozwijającym, co zresztą podkreślał papież Franciszek w Amoris laetitia, co jednak nie zmienia duchowego charakteru tej jedności oraz tego, do czego małżonkowie są powołani. Mają być sakramentalnym znakiem nierozerwalnej więzi Zbawcy i Jego Oblubienicy, za którą zapłacił najwyższą cenę.

I tak, do chrześcijańskiego małżeństwa trzeba mieć powołanie. Pragnienie i potencjał zawarcia takiego związku są naturalnie wpisane w ludzką naturę, co nie zmienia faktu, że (zresztą sam Jezus o tym mówi) żyją i tacy, którzy są do małżeństwa z różnych powodów niezdolni. Powołanie jednak oznacza, że Bóg wzywa do bycia świadkami Jego zbawienia (do ewangelizacji) w określony sposób oraz udziela im łaski potrzebnej do realizacji tego zadania. Tu czasem pojawia się problem osła: jak wszyscy wiemy, można to zwierzę przyprowadzić do wodopoju, ale nie można zmusić go, by się napiło. Źródło łaski jest, otwarte i dostępne, ale wiele par nie ma zamiaru z niego czerpać. Są przekonani, że poradzą sobie sami albo nie przemknie im przez myśl, że nie muszą sobie radzić sami. Przez wiele lat pracowałam w obsłudze katechez przedślubnych i pozostała mi po tym smutna obserwacja, że nieliczni narzeczeni rzeczywiście chcieli się angażować w przygotowanie. Większość po prostu potrzebowała zaświadczenia, a przekazywane im treści traktowała jako, przepraszam za formę cytatu, „kościółkowe pitolenie”.

Innym problemem jest to, że jeśli małżeństwo ma służyć wspólnocie, to także potrzebuje z jej strony wsparcia. I nie mam tu na myśli porad księdza, ale inne rodziny i małżonków, szczególnie tych wierzących i z większym stażem. Nie muszą pisać książek czy podręczników, wystarczy, że będą, zapytani o radę doradzą, a czasem delikatnie zwrócą uwagę. W Polsce jedynym regionem, w którym przyrost naturalny utrzymuje się na poziomie zapewniającym zastępowalność pokoleń, są Kaszuby, i jako jeden z głównych powodów tego stanu rzeczy socjologowie wskazują właśnie zachowane tam więzy wspólnotowe.

Obok jedności równie istotna jest płodność. Zresztą pierwsze przykazanie, jakie Bóg daje ludziom, brzmi: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się” (Rdz 1, 28) i nigdy nie zostało odwołane. Jeśli nie można go zrealizować przez fizyczne bycie rodzicami, z pewnością da się znaleźć do tego inne drogi, ale zawsze polegające na tym, że dwoje jest jednością, by służyć: sobie nawzajem, społeczności, wreszcie Bogu. Płodność to udział w Jego mocy stwórczej, obraz tego, jak zadziwiające mogą być Jego dzieła, jeśli pozwolimy Mu w i przez nas działać.

Skoro małżeństwo jest sakramentem, a więc widocznym znakiem działania skutecznej Bożej łaski, wszystko, co niszczy jego jedność i płodność, de facto zaciera, a czasem niszczy to, co ten znak ma przekazać. Mówiąc wprost, podważa prawdę o skuteczności łaski i przemienia świadków w antyświadków, a sam sakrament zamienia w społecznym odbiorze w ozdobnik pozbawiony mocy sprawczej. Pytanie brzmi, czy tego oczekuje od nas Chrystus?

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 42/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Fundamentalny aspekt małżeństwa