Przyszłość pełna nadziei

Watykańska Fundacja im. Josepha Ratzingera-Benedykta XVI widzi swoją rolę jako strażnika pamięci i laboratorium myśli, pomagające szukać odpowiedzi na nurtujące dziś pytania – z ks. prof. Roberto Regolim z rozmawia Michał Kłosowski.
Czyta się kilka minut
Benedykt XVI podczas audiencji generalnej, Watykan, 22 listopada 2006 r. fot. Alessandra Benedetti/Corbis/Getty Images
Benedykt XVI podczas audiencji generalnej, Watykan, 22 listopada 2006 r. fot. Alessandra Benedetti/Corbis/Getty Images

Księże Profesorze, najpierw gratulacje objęcia nowej roli – przewodniczącego Watykańskiej Fundacji im. Josepha Ratzingera-Benedykta XVI. Wydaje się, że z upływem czasu coraz trudniej będzie przekazywać i rozwijać dziedzictwo bawarskiego papieża.

– Przewrotnie uważam, że myśl Benedykta XVI jest dziś łatwo, choć może nie łatwiej niż niegdyś, przyswajalna. To bowiem zdolność Josepha Ratzingera do docierania wprost do sedna zagadnień w sposób prosty i klarowny sprawiła, że jego teksty stały się nieprzemijającymi evergreenami dla wielu pokoleń katolików, nie tylko jemu współczesnych. Doskonałym przykładem jest jego Wprowadzenie do chrześcijaństwa, po raz pierwszy wydane w 1968 roku, a w końcu nadal wznawiane i tłumaczone na dziesiątki języków.

To faktycznie, także obecnie, jedna z najpopularniejszych książek Josepha Ratzingera, również w Polsce.

– Nie tylko w Polsce. Dlatego bez wątpienia po dwóch pontyfikatach od jego własnego jesteśmy dziś bardziej wolni i zdystansowani w odbiorze jego słów, zarówno w wymiarze magisterialnym, jako papieża, jak i teologicznym – jako uczonego i kardynała. Nie musimy już bowiem obawiać się nieporozumień eklezjalnych czy kulturowych, które w przeszłości wymuszały sztuczne ciągłości lub trywializowały ewentualne różnice.

Jakiego rodzaju recepcji dzieło Josepha Ratzingera potrzebuje dziś bardziej: akademickiej czy pastoralnej?

– W tym sensie nie jest to właściwe rozróżnienie i nie należy stosować takiego podziału. Jedno bowiem nie wyklucza drugiego. Wręcz przeciwnie, obie te części nauczania Josepha Ratzingera muszą iść w parze, bo w przeciwnym razie sama akademicka analiza może przerodzić się w niezdrowy intelektualizm, a czysto pastoralne podejście w trywializację wiary.

A czy nie jest to szersze zagrożenie, dotyczące nie tylko nauczania Benedykta XVI, ale i innych papieży, a także obecności Kościoła w debacie publicznej?

– Nie chciałbym uogólniać. Joseph Ratzinger starał się przemawiać zarówno do rozumu, jak i do serca, dlatego tak wielu młodych ludzi, którzy nawrócili się na katolicyzm, zaczynało swoją duchową drogę od głębokiej lektury jego tekstów. W tym konkretnym przypadku znajdowali oni w nich odpowiedzi na najgłębsze pytania swojego życia na poziomie rozumnego namysłu. A wspólnota wiernych, którą tworzył – czyli ten aspekt pastoralny – tylko potwierdzała i wzmacniała wiarę w Chrystusa.

Jedną z najbardziej znanych krytycznych diagnoz współczesności jest kwestia dyktatury relatywizmu. Czy ta diagnoza wciąż jest adekwatna do opisu współczesnej sytuacji Zachodu?

– Częściowo tak, częściowo nie. Sytuacja tzw. świata Zachodu uległa pewnej zmianie. Na poziomie kultury popularnej diagnoza „dyktatury relatywizmu” pozostaje oczywiście aktualna jako skutek sekularyzmu społeczeństw zachodnich. Jednak prawdziwym wyzwaniem współczesności jest społeczeństwo pluralistyczne, które, aby utrzymać się jako wspólnota, musi jednak znaleźć fundament, który nie może ignorować wymiaru religijnego – w przeciwnym razie przestałoby być autentycznie pluralistyczne.

Jak bardzo w porównaniu z czasami Josepha Ratzingera-Benedykta XVI zmieniło się rozumienie roli religii we współczesnym świecie?

– Religia, która przez dziesięciolecia postrzegana była w świecie Zachodu jako pole konfliktu, coraz częściej jawi się obecnie jako centralny element życia społecznego, tworząc przestrzeń dialogu między różnymi wrażliwościami i kulturami. Co więcej, na poziomie globalnym staje się ona istotna zwłaszcza dla nowych pokoleń, co widzimy w wielu raportach znanych ośrodków badawczych. W dzisiejszym Zachodzie, szczególnie wśród młodych intelektualistów i osób duchowo aktywnych, widać reakcję, a nawet przezwyciężenie atomizującego relatywizmu poprzednich dekad.

W jaki sposób?

– Nie da się zrobić tego bez wiary. Coraz częściej mówi się więc o wspólnocie, wartościach i cnotach, przede wszystkim w świetle tradycji chrześcijańskiej. Uważam nawet, że chrześcijaństwo, a w szczególności katolicyzm, ma przed sobą przyszłość pełną nadziei. To proces wymagający czasu, ale kierunek jest wyraźny, nie tylko w badaniach, ale w całym społecznym klimacie.

Czy wobec tego Watykańska Fundacja Josepha Ratzingera-Benedykta XVI powinna być przede wszystkim strażnikiem pamięci, czy laboratorium myśli dla przyszłości Kościoła?

– Obie funkcje są konieczne i nieuniknione, tak dla Fundacji, jak i dla nas, wiernych. W przeciwnym razie Fundacja traciłaby uzasadnienie swojego istnienia. Nie chodzi jednak tylko o zajmowanie się przeszłością jako miejscem schronienia czy pocieszenia, swoistym muzeum myśli; nie chodzi o redukowanie jej do sterylnego archeologizmu. To droga donikąd.

Skoro nie muzeum, to co?

– Nie muzeum, a wręcz przeciwnie. Dziedzictwo bowiem, które otrzymaliśmy, powinno pozwalać nam patrzeć na teraźniejszość i przyszłość debaty publicznej czy kulturalnej, tak aby myśl i metoda Josepha Ratzingera mogły inspirować do nowych odpowiedzi w nowych czasach: przede wszystkim mądrych i przemyślanych odpowiedzi na problemy współczesności. Watykańska Fundacja Josepha Ratzingera-Benedykta XVI powinna więc być otwarta na przyszłość w świetle tradycji i klasycznego myślenia, co jest typowe dla intelektualnego stylu Josepha Ratzingera, pozwalającego odnosić mądrość przeszłą do tego, co dzisiaj.

Czy zdaniem Księdza Profesora możliwe jest owocne czytanie Benedykta XVI bez stawiania go w kontrze do papieża Franciszka?

– Historia papieży istniała przed Benedyktem XVI i Franciszkiem i będzie istnieć po nich. Warto to na samym początku podkreślić, aby zwrócić uwagę, że próby oceniania pontyfikatów w krótkiej perspektywie czasowej bywają po prostu mylące. Sterylna zaś konfrontacja papieży lub przesadne poszukiwanie idealnej ciągłości między nimi wcale też nie pomaga zrozumieć rzeczywistości, a wręcz ją zniekształca. Z tego względu tego, co „przed” (Benedyktem XVI), nie można oceniać przez pryzmat „po” (Franciszku), nawet z logicznego punktu widzenia. Znacznie sensowniejsze jest po prostu odczytywanie „po” w świetle „przed” (wł. avrebbe più senso leggere il „dopo” a partire dal „prima”).

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 9/2026