Prawdziwa rozmowa o życiu

Dyskusja wokół aborcji jest pustym rytuałem, służącym zjednoczeniu własnego obozu, a nie wspólnym namysłem, zakładającym elementarny szacunek dla inaczej myślących.
Czyta się kilka minut
Tomasz Królak, dziennikarz KAI | fot. Magdalena Bartkiewicz
Tomasz Królak, dziennikarz KAI | fot. Magdalena Bartkiewicz

Oto nadciąga znany już wir, który porwie polityków, publicystów i zwykłych zjadaczy chleba w otchłań bezsensownych sporów wokół aborcji. Bezsensownych, bo nienakierowanych na poważną rozmowę, lecz powtarzanie argumentów i tak doskonale już adwersarzom znanych. Tradycyjne więc „dyskusja” wokół aborcji jest pustym rytuałem, służącym zjednoczeniu własnego obozu, a nie wspólnym namysłem, zakładającym elementarny szacunek dla inaczej myślących. A w miarę zbliżania się wyborów ów jazgot będzie przybierał na sile.

Nie ulega dla mnie wątpliwości, że w tak zwanej publicznej debacie w gorszej sytuacji są dziś ci, dla których życie człowieka zaczyna się w chwili poczęcia. A nie jest to bynajmniej fanaberia katolickich fundamentalistów. Ostatecznie, prawną ochronę życia zapewnia każdemu człowiekowi Konstytucja RP (art. 38), zaś jeszcze w 1997 roku, a więc w czasie, gdy żadna siła polityczna nie kwestionowała jego apolityczności, Trybunał Konstytucyjny precyzował, że „życie w demokratycznym państwie prawa musi pozostawać pod ochroną konstytucyjną w każdym stadium jego rozwoju”. Dlatego też zwolennicy prawa do aborcji do 12. tygodnia życia miast wyrzekać na „bezduszny” Kościół, winni najpierw skonfrontować się z konstytucją własnego państwa.

Obrona racji opartych na tym przesłaniu wydaje się dziś skazana na pożarcie przez zwolenników narracji o wolności i godności kobiety. Jednakże ci najmniejsi, także już powołani do istnienia, o których losie te kobiety chcą arbitralnie rozstrzygać, giną z horyzontu ich myślenia.

Ale w gruncie rzeczy nie idzie mi w tej chwili ani o afirmowanie argumentów pro-life, ani polemikę z tymi pro-choice. Chodzi mi o to, że te argumenty, jak wspomniałem, artykułowane są wyłącznie w celach quasi-rytualnych. Znamy przecież te, z rozmysłem rozpalane, „dyskusje”: telewizyjne, radiowe, sejmowe, internetowe.

Pytanie, które sobie zadaję, brzmi: czy i co mogłoby wyprowadzić nas z tych mechanicznych zachowań, obliczonych jedynie na wykrzyczeniu swoich racji? Czy i co mogłoby nas skłonić do zatrzymania się w tym biegu donikąd i wysłuchania argumentów, odczuć, refleksji różniących się od własnych i uznanych za jedynie słuszne? A myślę tu o wszystkich stronach sporu, a więc także o obrońcach życia człowieka od chwili poczęcia. Nie zachęcam do rewidowania poglądów, lecz skorygowania języka. Bez przejścia na tory merytorycznej, empatycznej, spokojnej dyskusji sprawa aborcji nie tylko będzie rujnować klimat społeczny w Polsce. A przede wszystkim – to jest istota sprawy – nie przyczyni się do ochrony nienarodzonych!

Myślę zatem, że ważne zadanie staje tu także przed wspólnotą Kościoła. Nie tylko, ale – także. Zacznijmy od siebie. Kilka lat temu apelowałem nieśmiało, by „umerytorycznić” rozmowę – z udziałem wszystkich stron – na temat kilku kluczowych, ale dzielących Polaków kwestii, w tym ochrony życia: nie dla intelektualnej frajdy wąskiego grona uczestników, lecz właśnie z myślą o skutecznej pracy Kościoła. Ten postulat wydaje mi się wciąż niezmiernie istotny.

Choć impas trwa, z radością odnotowuję jaskółki zwiastujące (?) zmiany, takie jak wpis bp. Artura Ważnego. Deklarując, że ochrona życia jest dlań sprawą absolutnie fundamentalną, deklaruje on jednocześnie: „z ogromną troską, szacunkiem i empatią pochylam się nad każdą kobietą przeżywającą dramatyczny lęk przed narodzinami swego chorego lub niechcianego dziecka”. A błogosławiąc staraniom środowisk pro-life, prosi je „o wzajemny szacunek, jedność i język przepełniony miłością w artykułowaniu naszych szlachetnych postulatów”. Takie słowa budują klimat do prawdziwej rozmowy. Czy się jej doczekamy?

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 44/2026