Poczucie narastającego w świecie chaosu, nieprzewidywalności wydarzeń i nieracjonalnych działań globalnych graczy – polityków i imperatorów wielkich korporacji – zdaje się przybierać na sile. W reakcji zaś na te procesy rośnie nasza bezradność, irytacja i gniew.
Oto świat, w którym prezydent Stanów Zjednoczonych zawiera biznes paliwowy z rosyjskim zbrodniarzem wojennym, wzmacniając jego arsenał służący mordowaniu bezbronnych Ukraińców. A parę godzin potem tenże prezydent oburza się z powodu nieprzyznania mu Pokojowej Nagrody Nobla, nazywając Komitet Noblowski „garstką radykalnych ideologów, którzy są przeciwko demokracji i są wrogami cywilizacji”. Nie wiadomo: śmiać się czy płakać.
Oto świat, w którym przed niebezpiecznymi perspektywami, jakie przynieść może światu niekontrolowany rozwój AI, przestrzegają … osoby odpowiedzialne za jej rozwój i wdrażanie, w tym sam twórca OpenAI. Czyli: wyrażają głębokie zatroskanie o świat, w momencie kiedy uruchomione procesy mogą okazać się niekontrolowalne, zamiast opamiętać się w czasie, kiedy było to jeszcze możliwe. Szaleństwo czy cynizm? Oto jest pytanie.
Oto świat, w którym przybiera na dynamice spirala szkolnej przemocy, w której ofiarami nastolatków bywa szkolny personel lub rówieśnicy sprawców. To, co w ubiegłym tygodniu dotknęło w tym względzie polskie szkoły, odbije się pewnie głęboką traumą na setkach tysięcy młodych Polaków – pokolenia i tak głęboko doświadczonego kryzysem psychicznym.
Oto świat, w którym proceder bezwstydnego żerowania przez lekarzy na niedowładzie polskiej służby zdrowia przynosi niechlubnym rekordzistom ponad 3 mln zysku, a pacjentom jedynie żal, rozczarowanie i gniew wobec tych, którzy, jak przez lata mówiono, reprezentują zawód szczególnego zaufania publicznego. Kto dziś w to wierzy? Sami, pożal się Boże, „beneficjenci”? Pozostali uczciwi lekarze? Ogół społeczeństwa. Dziś nie wierzy w to nikt. Kto, kiedy i jak to odbuduje?
Tak, trudno tłumaczyć sobie ten świat, niełatwo przychodzi w nim żyć. A przecież do tych ogólnych spraw, związanych z coraz bardziej niespokojnym, wirującym, nieprzewidywalnym światem dochodzą „wszystkie nasze dzienne sprawy” i niepokoje związane z pracą, związkiem, zdrowiem, mieszkaniem, kredytem.
Robię sobie przerwę w pisaniu. Muzyczna aplikacja podpowiada premiery, włączam pierwszy utwór i słyszę rapowanie Fisza: „Toniemy w chaosie w oparach absurdu, na zdjęciach otacza nas luksus, który stoi w kontrze do tego, co wyszukujemy namiętnie w Google'u: pytamy się jak spać, jak spać głębiej, jak spać bez tabletek…”. Cóż, wszyscy próbujemy wyrazić poczucie nieracjonalności świata i naszego w nim pogubienia. I intuicję, że za dużo jest do ogarnięcia, że lawina spraw – wielkich i małych – którymi jesteśmy bombardowani czy osaczani, zaczyna przekraczać nasze możliwości.
Blisko 60 lat temu Niemen po raz pierwszy zaśpiewał Dziwny jest ten świat. Wydaje mi się, że w ostatnich paru latach ten legendarny skądinąd utwór przeżywa drugą młodość. Ale to nie jest powód do radości. Mój Boże, co zaśpiewałby dziś?
Pytanie: czy można się przed takim nieracjonalnym i przez to budzącym grozę światem jakoś obronić, a jeśli tak – to w jaki sposób? To wielki temat, także dla instytucji Kościoła. Wątków jest tu całe mnóstwo. Wspomnę o jednym: w moim przekonaniu trzeba przemyśleć na przykład jakieś nowe formy aktywności na gruncie parafii, dające ludziom możliwość podyskutowania o tym, co ich trapi, i wspólnego poszukiwania odpowiedzi w świetle Ewangelii. Myślę, że właśnie nadszedł na to czas.
Na razie biorę głęboki wdech i powtarzam w myślach: „Choćbym przechodził przez ciemną dolinę…”.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.










