Nie wszyscy mogli spełnić swoje marzenia

Dzieci Poznańskiego Czerwca miały swoje marzenia. Niestety, nie wszystkim udało się je spełnić. Na liście ofiar śmiertelnych są nazwiska dziewiętnastu młodych ludzi. To prawie jedna trzecia zabitych w Poznaniu w czerwcu 1956 r.
Czyta się kilka minut
W Muzeum Czerwca 1956 możemy zobaczyć pamiątki po Romku Strzałkowskim. Wśród nich zdjęcia portretowe, nuty do gry, domino, harmonijka, plecak brezentowy i sandały. Większość pamiątek po chłopcu posiada charakterystyczne czerwone pieczątki z jego imieniem, nazwiskiem i datą śmierci fot. Maria Wawrzyńczak/PK
W Muzeum Czerwca 1956 możemy zobaczyć pamiątki po Romku Strzałkowskim. Wśród nich zdjęcia portretowe, nuty do gry, domino, harmonijka, plecak brezentowy i sandały. Większość pamiątek po chłopcu posiada charakterystyczne czerwone pieczątki z jego imieniem, nazwiskiem i datą śmierci fot. Maria Wawrzyńczak/PK

Zabity strzałem w plecy Romek Strzałkowski był trzynastoletnim uczniem kilku poznańskich szkół. Najpierw szkoły podstawowej na ul. Różanej na Wildzie, później podstawówki nr 40 na Garbarach (chodził również do szkoły muzycznej na ul. Głogowskiej). Gdy pytałem o Romka panią Elwirę Łuczewską, dyrektorkę SP nr 40 w latach 1968-1991, mówiła, że we wspomnieniach uczących go nauczycieli powodem zmiany szkoły była jego niesforność. Zachowały się jego szkolne cenzurki. Piątki z muzyki, ale i z pozostałych przedmiotów. Mógł zrealizować wiele swoich pasji. Znaleźli się jednak ludzie, którzy mu to uniemożliwili. Jeden strzał w plecy wszystko przekreślił. 

Strzał w plecy

Romek Strzałkowski urodził się w Magdalence pod Warszawą. Po wojnie wraz z rodzicami przeprowadził się do Poznania. Gdy rozpoczęło się czerwcowe powstanie, i on się w nie włączył. Może z ciekawości. Uczestniczył w manifestacji w newralgicznym momencie. Jak inni powstańcy, poszedł pod Urząd Bezpieczeństwa na ul. Kochanowskiego. To tam tramwajarka Helena Przybyłek, która niosła biało-czerwoną flagę, została postrzelona w obie nogi. Wtedy flagę przejął młody chłopak. Może to był Romek? Jedyną jego bronią była ta biało-czerwona. I za to zginął – parę minut po godzinie 12.00, 28 czerwca 1956 r. Do dzisiaj nie wiadomo, jak to się stało, że znalazł się przy garażach UB. Natomiast wiadomo, że tam dokonano egzekucji.

Dziś historycy nie mają wątpliwości, że zabójcą była „Teofila Kowal”, Teresa S. Imię i nazwisko to kryptonim nadany jej przez milicję. Będąc pracownikiem UB, pracowała pod przykryciem, jako donosiciel, w poznańskim Stomilu. Mord ten śmiało można nazwać egzekucją. Aktualne badania historyczne oraz zachowane świadectwo, koszulka Romana, potwierdzają strzał w plecy. Najprawdopodobniej chłopak miał podniesione ręce. Dzięki staraniom jego ojca, Jana, doprowadzono do rozpoczęcia śledztwa przeciwko Teresie S. Jak to często bywało w czasach komunistycznych, bez podania jakiejkolwiek przyczyny, śledztwo zostało umorzone. Sprawczyni mordu nigdy nie poniosła odpowiedzialności. Romek Strzałkowski stał się symbolem czerwcowego powstania. Był jego najmłodszą ofiarą. Dzisiaj ma swoją ulicę na poznańskich Jeżycach.

Wśród ofiar były i inne dzieci, dzisiaj często zapomniane, o których też warto powiedzieć kilka słów. Andrzej Gliński, lat 15, uczeń Technikum Łączności – postrzał twarzoczaszki. Wiesław Kuźnicki, lat 16, postrzał w serce. Alfred Rau, lat 16, ślusarz – postrzał czaszki. Kazimierz Dutkiewicz, lat 17, elektromonter z MPK Poznań – przestrzał czaszkowo-mózgowy. Feliks Wojewódzki, lat 16, frezer w Poznańskiej Fabryce Maszyn i Urządzeń – postrzał w brzuch. Leon Kluj, lat 16, uczeń tokarski w Zakładach Mleczarskich – rozjechany przez czołg. 

Było jeszcze wielu… Umierali w różnych okolicznościach. Jedni od śmiertelnego postrzału na ulicy, inni rozjechani przez czołgi, a jeszcze inni w szpitalach od odniesionych ran. Ich śmierć nie poszła na marne. Ich również dotyczy fragment wiersza Józefa Szczepańskiego Czerwona Zaraza:

„Ale wiedz o tym, że z naszej mogiły
Nowa się Polska – zwycięska narodzi”.

Brutalne przesłuchania

Pamięć o ofiarach nie może wraz z nimi umierać. Jednak nie mniej ważni są i ci z uczestników Poznańskiego Czerwca, którzy przeżyli. Wśród nich są młodzi ludzie, którzy mieli więcej szczęścia. Nie strzelano im w głowę czy w plecy. Ich „tylko” aresztowano. Byli za młodzi, by mieć wytaczane procesy. W związku z tym, po kilku, kilkunastu dniach zwalniano ich do domu. Jednym z nich był wybitny aktor Zdzisław Wardejn.

W 1956 r. szesnastoletni uczeń Technikum Energetycznego od kilku lat mieszkał z mamą w Poznaniu. Urodził się w Warszawie. Ojciec zginął w pierwszych dniach wojny. 28 czerwca wielu młodych ludzi korzystało z ładnej, letniej pogody. Zdzisław umówił się z kolegą, że odprowadzi go na trening. Szli pieszo, bo – o dziwo – nie jeździły tramwaje. Myśleli, że to jakaś poważna awaria. Wakacje, matka w pracy, więc chłopak niespiesznie wracał do swojego domu przy ul. Lubeckiego 16. Po drodze chciał pójść jeszcze na Międzynarodowe Targi Poznańskie. Obok Targów, na ul. Gajowej, była stacja benzynowa. Tam zobaczył cywilów, wychodzących z wozów milicyjnych. Zorientował się, że dzieje się coś poważnego.

Chłopak poszedł więc na plac przed zamek na ul. Armii Czerwonej, dziś św. Marcin. Stamtąd, wraz z innymi protestującymi, udał się najpierw na ul. Młyńską, gdzie znajdowało się więzienie. Brał tam udział w uwolnieniu więźniów. Potem ulicami Dąbrowskiego i Kochanowskiego udał się przed Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa, gdzie rozpoczęły się regularne walki. Cały teren był otoczony przez wojsko i milicję. Między 14.00 a 15.00 został aresztowany.

Najpierw przewieziono go na komisariat milicji przy ul. Matejki. Stamtąd został zabrany do obozu filtracyjnego, który naprędce zorganizowano w pomieszczeniach lotniska na Ławicy. Było to miejsce, gdzie najpierw bez udziału prokuratorów funkcjonariusze milicji i UB przesłuchiwali powstańców. Przesłuchania były bardzo brutalne. Zdzisław przesłuchiwany był wielokrotnie. Znaleziono przy nim mapę Poznania, na której zaznaczony był kiosk, w którym milicja miała punkt informacyjny dla gości targowych. Wardejn znalazł mapę właśnie w takim kiosku, opuszczonym przez milicję. Przesłuchujący chcieli wiedzieć, czy zaznaczone miejsce to punkt zborny powstańców. Wielokrotnie wracali do tego tematu.

Na Ławicy więziono około 750 demonstrantów. Wśród nich było wielu niepełnoletnich. Ze względu na wiek, a w konsekwencji niemożność wytoczenia procesu, Zdzisława Wardejna wypuszczono w godzinach popołudniowych 2 lipca.

Anulowany akt zgonu

W tym czasie od rana 29 czerwca matka, zaniepokojona nieobecnością syna, zaczęła go szukać w szpitalach i kostnicach. Najpierw w najbliższym szpitalu przy ul. Przybyszewskiego, później w szpitalu im. Raszei i w kolejnych, w tym w kostnicy szpitala im. Józefa Strusia. Tam, wśród bezimiennych zwłok, rozpoznała syna. Jeden z zabitych miał zmasakrowaną twarz, jednak matka uznała, że to Zdzisław. Dopiero wiosną następnego roku okazało się, że jest to poznański konduktor Kazimierz Wieczorek, który najpierw lekko ranny trafił do szpitala im. Raszei. Wypuszczony ze szpitala został na ulicy znów zaatakowany przez ubowców. Tym razem doznał uszkodzenia czaszki. Trafił do szpitala im. Strusia i tam zmarł. Pani Wardejn była przekonana, że to jej syn. Zawiadomiła więc rodzinę o śmierci i pogrzebie Zdzisia. Pochówek odbył się 2 lipca rano. Tego samego dnia po południu do domu wrócił jej syn. Gdy był przy furtce posesji, pojawiła się mama i żałobnicy. Nikt nie mógł uwierzyć, że to on. Natomiast przyszły aktor myślał, że trafił właśnie na zjazd rodzinny. Dopiero po dwóch miesiącach anulowano akt zgonu. Młody chłopak rozpoczął więc swoje „życie po życiu”, w którym dane mu było spełnić swoje marzenia.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru Historia. Czerwiec 56