Belgijka, bingo, licytacje, pyszne ciasto... czyli festyny parafialne

Specyfiką ogromnej części organizowanych w naszym kraju festynów jest zaangażowanie parafian i działanie własnymi siłami. Integracja jest jednym z ważniejszych, ale nie jedynym wymiarem takich imprez.
Czyta się kilka minut
Festyn parafialny przy Bazylice Kolegiackiej w Środzie Wielkopolskiej, 28 czerwca 2026 r. | Fot. Hanna Sowa

Belgijka, bingo, licytacje, pyszne ciasto upieczone przez parafianki i parafian oraz kiełbasa z grilla, chleb ze smalcem i ogórkiem małosolnym, stragan z książkami, dewocjonaliami i gadżetami. Oczywiście mnóstwo wspólnych zabaw i tańców dla dzieci, wodzirej, który dba o atmosferę. To niemal obowiązkowe punkty programu corocznego wydarzenia w pewnej miejscowości na południu Polski. Gdyby nie te wspomniane dewocjonalia do nabycia, trudno byłoby się zorientować, co to za impreza i kto jest jej organizatorem. Ta podpowiedź powinna przynajmniej niektórym wystarczyć, aby domyślili się, że chodzi o festyn parafialny.

Piknik czy festyn?

Przeglądając ogłoszenia parafii w Polsce można dojść do wniosku, że mamy prawdziwy wysyp i rozkwit takich wydarzeń. Wystarczy w wyszukiwarkę wpisać „festyn parafialny”, aby zobaczyć setki plakatów zapraszających do udziału w imprezach. Co ciekawe, dość często nazywane są one nie festynami, a piknikami parafialnymi. Gdyby trzymać się „profesjonalnej” terminologii, ta nazwa może być myląca. Jak zwracają uwagę eksperci od organizacji imprez i tzw. eventów, piknik i festyn różnią się wielkością wydarzenia i jego specyfiką. Z pewnością łączy je fakt, że odbywają się na świeżym powietrzu.

Piknik to przedsięwzięcie raczej niewielkie, czasami wręcz zamknięte. Pierwotnie uczestnicy pikników, będących wtedy swego rodzaju wycieczkami za miasto, sami przynosili coś do jedzenia, dzisiaj jednak wysiłek przygotowania posiłku biorą na siebie firmy cateringowe. Piknikami można nazwać nie tylko imprezy rodzinne lub obejmujące niewielkie grono znajomych, ale także – przynajmniej niektóre – firmowe.

Festyn ma inny charakter. Przede wszystkim jest imprezą otwartą, publiczną, często zasługującą na nazwę masowej. Eksperci, ale też „starzy wyjadacze”, którzy niejeden festyn zorganizowali, chociaż nie zajmują się tym zawodowo, wskazują, że o ile piknik w sensie ścisłym ma wymiar kameralny, o tyle festyn wymaga infrastruktury. Potrzebne jest m.in. nagłośnienie, przynajmniej namiastka estrady lub sceny, stoiska, mniej lub bardziej rozbudowane zaplecze gastronomiczne. No i trudno sobie wyobrazić festyn, na którym nie byłoby (niekoniecznie profesjonalnego) prowadzącego, konferansjera, animatora, czy wręcz wodzireja. Po prostu kogoś, kto zadba o to, aby licznie zgromadzeni uczestnicy się nie nudzili. Żeby ich udział nie ograniczył się tylko do konsumpcji i pogaduszek z innymi.

Budynek kościoła w tle

Festyny mają jeszcze jedną cechę. Najczęściej odbywają się w powiązaniu z jakąś uroczystością, z rocznicą ważnego wydarzenia, z inauguracją działalności jakiejś instytucji, z odniesieniem jakiegoś sukcesu, powodującego radość dużej społeczności. Jednym ze znaczących powodów, dla których odbywają się festyny, są uroczystości i święta związane z życiem religijnym. Przede wszystkim z odpustami parafialnymi, ale nie tylko. „Drodzy Parafianie, bardzo serdecznie dziękuję za organizację tegorocznego festynu połączonego z jubileuszem 25–lecia mojego kapłaństwa” – pisał w internecie trzy lata temu proboszcz jednej z parafii znajdujących się w południowo-zachodniej Polsce.

Badacze przeszłości, szukając korzeni parafialnych festynów, zwykle łączą ich powstanie z odpustami parafialnymi. W Muzeum Narodowym w Warszawie można m.in. zobaczyć obraz Franciszka Kostrzewskiego z roku 1866, zatytułowany Odpust na wsi. Co prawda jest na nim budynek kościoła w tle, ale pokazane przez artystę tłumy ludzi nie zajmują się modlitwą, lecz handlem, muzyką, ucztowaniem, zabawą, rozmowami, odpoczynkiem.

Żyjący na przełomie XIX i XX wieku malarz przedstawił to, co Marek Dziewierski, socjolog z Uniwersytetu Śląskiego, w artykule Odpust parafialny jako instytucja pamięci społecznej opisał następująco: „Odpust to nie tylko sacrum, ale i ludus, czas zabawy, jarmarcznych uciech, w którym sztywne granice pomiędzy sacrum a profanum ulegają rozmyciu”. Dodał, że świętowaniu odpustów można nadać jeszcze inną rangę i znaczenie, wpisując związane z nimi zwyczaje, rytuały i obrzędy w kontekst dziedzictwa kulturowego. Zaznaczył też, że „wszędzie tam, gdzie odpust jest jeszcze żywą tradycją, podlega w naturalny sposób zmianie”.

Zastępują odpusty?

Coś jest na rzeczy, skoro w książce z roku 2017 Nowe praktyki kulturowe Polaków. Megaceremoniały i subświaty można przeczytać, że „festyny odbywające się po wsiach i w małych miastach późną wiosną i latem przejęły w praktyce funkcje parafialnych odpustów”. Być może dlatego w niektórych parafiach odstępuje się od łączenia festynu z odpustem i organizuje się go tydzień albo dwa tygodnie później. Zajmująca się m.in. „polską tradycją karnawalizacji przestrzeni miejskiej” Janina Hajduk-Nijakowska z Uniwersytetu Opolskiego w jednym ze swych artykułów stwierdziła, że już od późnego średniowiecza odpusty, procesje i jarmarki jako zjawiska kulturowe „sytuują się na pograniczu wsi i miasta, ulicy i kościoła, w przestrzeni opanowanej przez spontaniczne widowiska, popisy cyrkowców i kuglarzy”.

Dzisiaj, zwłaszcza na festynach parafialnych w Polsce, cyrkowców i kuglarzy raczej się nie spotyka. Jednak przegląd wspomnianych plakatów pokazuje, że atrakcji nie brak. Na przykład w pewnej parafii niedaleko Warszawy podczas tegorocznego festynu rodzinnego, połączonego z odpustem parafialnym, znalazło się kilka występów dzieci, prezentacje dwóch miejscowych scholi, grupy tanecznej, dwa koncerty – zespołu rockowego i zespołu wykonującego latynoskie przeboje. Były też zabawy rodzinne, loteria fantowa, miasteczko rowerowe, możliwość obejrzenia z bliska szybowca, turniej piłkarski, a także losy… z cytatami z Pisma Świętego. Nie zabrakło też pokazów Policji i Straży Pożarnej.

Czasami parafialny festyn łączy się np. z dniem patrona miejscowej szkoły, która dodaje do programu m.in. pokaz musztry. Na niejednym parafialnym festynie można na żywo zobaczyć miejscowych uczestników popularnych programów telewizyjnych typu talent show. Zdarzają się też np. turnieje młodych gawędziarzy, szkolenia dla właścicieli zwierząt, warsztaty i konkursy plastyczne, nauka pierwszej pomocy, przejażdżki konne i bryczką. W niektórych parafiach obowiązkowym elementem jest „zabawa taneczna”, w innych nie może zabraknąć bingo albo okolicznej orkiestry dętej.

Choćby tylko upieczenie ciasta

Nie należy do rzadkości zbieranie podczas parafialnych imprez plenerowych funduszy na jakiś konkretny cel, sfinansowanie jakiejś lokalnej inicjatywy, remont kościoła lub jakiegoś należącego do Kościoła innego obiektu albo np. wsparcie  pochodzącego z danej miejscowości misjonarza.

Co prawda nie brak dzisiaj specjalistycznych firm, które ogłaszają się w internecie, oferując m.in. organizowanie parafialnych festynów, jednak specyfiką ogromnej części tych organizowanych w naszym kraju jest zaangażowanie parafian i działanie własnymi siłami. Często mówi się o integracyjnym charakterze takich wydarzeń w życiu wspólnoty, jednak w rzeczywistości chodzi także o inne kwestie związane z funkcjonowaniem parafii. Bardzo często sam pomysł festynu wychodzi od świeckich i byłoby dziwne, gdyby oczekiwali, że jego realizacją zajmie się proboszcz, spełniając oczekiwania wiernych. Nie tak to zwykle działa.

Festyn parafialny wymaga współdziałania wielu osób, gotowych poświęcić swój czas i siły w jego przygotowanie. Dlatego czasem od pierwszej myśli, że przydałby się w parafii festyn do jej urzeczywistnienia, mija kilka lat, niezbędnych na powstanie grupy osób zdeterminowanych, aby przedsięwzięcie zrealizować. To oczywiste, że te osoby nie ograniczają się potem wyłącznie do corocznego udziału w przygotowaniach imprezy, ale stają się aktywnymi parafianami, gotowymi brać odpowiedzialność za kształt wspólnoty i podejmować rozmaite działania dla jej dobra. To się sprawdza. Nawet ci, których wkładem w festyn jest tylko upieczenie blachy ciasta, które im najlepiej wychodzi, także przy innych okazjach potrafią się włączyć we wspólną aktywność. Bo – jak to ktoś z takich osób wyjaśnił – czują się w parafii u siebie.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Odblokuj ten tekst i czytaj cały „Przewodnik Katolicki”.

W subskrypcji otrzymujesz dostęp do:

- wszystkich wydań on-line papierowego „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich wydań online dodatków i wydań specjalnych „Przewodnika Katolickiego”;

- wszystkich płatnych treści publikowanych na stronie „przewodnik-katolicki.pl”.

Subskrybuj, pogłębiaj perspektywę i inspiruj w rozmowach.

Subskrypcja roczna

pk-produkt

Wybierz dostęp na cały rok i korzystaj z pełni treści w najlepszej cenie — bez przerw i bez ograniczeń.

Co otrzymujesz w subskrypcji?

- Nieograniczony dostęp do wszystkich nowych wydań online oraz bogatego archiwum numerów

- Możliwość czytania aktualnych komentarzy i analiz jeszcze przed wydaniem papierowym

- Dostęp do pełnej zawartości tygodnika w wersji internetowej

- Ekskluzywne materiały publikowane wyłącznie online

- Wygodne korzystanie na telefonie, tablecie i komputerze — w domu, pracy i podróży

- Dodatkowo: e-wydanie każdego numeru w wygodnym formacie PDF

Najlepsza cena

Wybierając płatność roczną z góry, otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł względem rozliczenia miesięcznego.

- Standardowy koszt w skali roku (płatność miesięczna): 239 zł
- Cena po rabacie przy płatności z góry: 173 zł

↺ Subskrypcja odnawia się automatycznie — możesz zrezygnować w dowolnym momencie.

172,90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 27/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Belgijka, bingo, licytacje, pyszne ciasto...