Logo Przewdonik Katolicki

Denerwuje mnie, kiedy ciągle słyszę, że jesteśmy do niczego

Piotr Zworski
fot. Archiwum Wspólnoty Betlejem

Jako księża dużo się modlimy służbowo, w sensie brewiarza i Mszy św. A mnie chodzi o czas na osobiste spotkanie. Żeby budować intymną relację z Bogiem i powracać do Ewangelii. Rozmowa z ks. Mirosławem Toszą

Masz czasem poczucie, że Ewangelia w Twoim życiu bankrutuje i nagle zderzasz się ze ścianą? Myślisz sobie w konkretnej sytuacji: „Nie no, Panie Jezu, może i mówisz piękne słowa, ale to się kompletnie nie sprawdza!”?
– Właściwie nie. To też pewnie łaska Boga – w każdym razie nigdy nie miałem poczucia, że Ewangelia bankrutuje, chyba że to jakiś etap w historii zbawienia i bankructwo jest wpisane w czyjeś nawrócenie. Wtedy trzeba zbankrutować. Miałem raczej poczucie, że coś – mówiąc nieteologicznie – spaprałem w realizacji, bo się przy czymś uparłem i nie była to Ewangelia. Ale świadomość, że nawet kiedy zawalam, mam pewny port, do którego mogę wracać, daje mi głęboki spokój jako księdzu, chrześcijaninowi. Nigdy nie myślałem, że Ewangelia jest pomyłką, bo miałem wiele dowodów na to, że działa – nawet wbrew człowiekowi. Że to autonomiczna moc, niezależna od ludzi. Nie boję się też, że Ewangelia zbankrutuje w świecie; boję się, że to ja ją wykrzywię i zacznę ją głosić po swojemu. Mam jednak świadomość, że gdybym doprowadził do bankructwa, to nie samą Ewangelię, tylko jej karykaturę, którą sobie sam wymyśliłem i głoszę.

PK-12.jpg

Pełna treść artykułu w Przewodniku Katolickim 12/2021, na stronie dostępna od 28.04.2021

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki