Logo Przewdonik Katolicki

Pielgrzymując przez Sudan Południowy

o. Andrzej Dzida SVD
Pielgrzymi w Sudanie Płd. wyruszyli w intencji o pokój dla ich kraju / fot. archiwum autora

Placówka misyjna „Dom Nadziei” w Lainya to jedyne miejsce spotkań mieszkańców. Niestety, pozbawione wody. To na jej doprowadzenie zostanie przeznaczonych blisko 60 tys. zł, zebranych podczas obchodów 1050-lecia Chrztu Polski.

W Roku Miłosierdzia, pomimo niepewności na drogach i problemów z bezpieczeństwem, jako wspólnota parafialna, powierzyliśmy się Bożemu Miłosierdziu i wyruszyliśmy z 27 kaplic naszej parafii (co na 35 istniejących jest dość pozytywną odpowiedzią) do Limuro, prosząc o pokój dla Sudanu Południowego. Była to prawdopodobnie pierwsza piesza pielgrzymka w Sudanie Południowym. Inspiracją dla niej był obraz Jezusa Miłosiernego, ofiarowany przez warszawską parafię św. Franciszka z Asyżu, który przypomina nam z jednej strony o Bożym Miłosierdziu, a z drugiej strony o pokoju, którego orędownikiem jest Franciszek. Pokój tak naprawdę promieniuje z serca Jezusa, który chce nam powiedzieć z miłością: „zaufaj mi, u mnie znajdziesz prawdziwy pokój”. Dlatego też na obrazie znalazły się słowa w języku bari: „Yesu, nan yinikin dyo do”, czyli „Jezu, ufam Tobie!”.
Trasa z Lainya do Limuro liczyła 70 km (były to dwa dni pieszej wędrówki), ale niektóre stacje misyjne rozpoczęły swoją pielgrzymkę dzień wcześniej, ze względu na dzielący je dystans. Najmłodszy uczestnik miał nieco ponad 2 lata i niosła go na plecach mama.
Piesza pielgrzymka w Sudanie Płd. wyglądała nieco inaczej niż w Polsce. Po pierwsze, pielgrzymi musieli dźwigać wszystkie rzeczy, które wzięli ze sobą. Po drugie, po osiągnięciu celu w Limuro, gdzie odbyła się uroczysta eucharystia w Niedzielę Miłosierdzia z udziałem biskupa naszej diecezji Yei, pielgrzymi wracali również pieszo przez kolejne dwa–trzy dni (w tym miejscu nie ma bowiem publicznego transportu i nie można, tak jak w Polsce, wrócić pociągiem czy autobusem). Wyżywienie organizowaliśmy wspólne przy naszych kaplicach, a nocowaliśmy w domu… Bożym, czyli w kościele. Niestety nie ma jeszcze posadzek w kaplicach, więc spaliśmy na cienkich plandekach rozłożonych na ziemi. Dach z kolei jest wykonany z trawy, co okazało się być problemem podczas deszczu, gdyż mocno przeciekał. Nie mieliśmy też służby medycznej. W związku z tym pielgrzymom dokuczały przeróżne problemy. Pojawiły się przypadki zachorowań na malarię, udary i poparzenia słoneczne. Pielgrzymi borykali się z bólem nóg o ogólnym przemęczeniem. Ten ogromny wysiłek ofiarowaliśmy przez Miłosierdzie Boże w intencji pokoju w naszej parafii św. Rodziny oraz w rodzinach i młodym państwie.
Spotykani po drodze mieszkańcy pytali, co nami kieruje, dlaczego maszerujemy w piekącym słońcu. Niektórzy radowali się naszą obecnością i dawanym przez nas świadectwem, a także piosenkami i modlitwą. W tych dniach przesłanie Bożego Miłosierdzia dotykało w jakiś sposób każdego pielgrzyma. Pomimo tylu trudów, z większą lub mniejszą energią chwaliliśmy Pana. Na nasze powitanie wybiegła z flagami młodzież z Limuro, która towarzyszyła nam podczas ostatnich trzech kilometrów pielgrzymki. To ożywienie Ducha Świętego dawało poczucie wspólnoty, bycia z sobą, z Jezusem i przez Niego z innymi. Ta wiara była na naszych ustach i płynęła z naszych serc.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki