Logo Przewdonik Katolicki

Miasteczko spotkania

Małgorzata Szwarc
Loppiano / fot. Małgorzata Szwarc

Spotykam Charles’a (Filipiny), Juana (Kolumbia) i Marię Fernandę (Boliwia). Na pytanie o to, co przychodzi im na myśl, kiedy słyszą „Loppiano”, odpowiadają: spotkanie, dialog, dzielenie się.

Środkowo-północne Włochy, samo serce Toskanii, 40 km na południe od Florencji – jesteśmy w Loppiano, miasteczku Ruchu Focolari, do którego przyjeżdżają setki ludzi z całego świata, by odbyć swoją formację w różnych gałęziach Ruchu. Loppiano – rzeczywistość pozornie nieskomplikowana – kilka domów, kilka małych przedsiębiorstw, kilka szkół, jeden instytut uniwersytecki, dwa kościoły – wszystko rozproszone pomiędzy niewysokimi wzgórzami pasma górskiego Chianti, dyskretnie schowane za charakterystycznymi dla Toskanii tujami, owinięte siecią wąskich i krętych dróg, które często kończą się ślepymi zaułkami. Co więc odróżnia Loppiano od miast i miasteczek świata? Odpowiedź jest prosta: jego mieszkańcy. Pochodzą z ponad 60 krajów z całego świata, posługują się bardziej bądź mniej poradnie językiem włoskim, wszyscy mają jedno pragnienie w sercu – pragnienie budowania i uczenia się kultury jedności i braterstwa. Jedność i braterstwo jednak pozostawione samym sobie zdają się nie dosięgać swoich znaczeń, dlatego też spróbuję opisać rzeczywistość, w której się znajdujemy, obserwując mały świat Loppiano i Focolare oczami kogoś „z zewnątrz”.
Jest niedziela, godzina 11.30 – ruch na ulicach Loppiano się wzmaga, biją dzwony, bo w samo południe rozpoczyna się Msza św., która stanowi centrum życia miasteczka. Podążam jedną z tych wąskich i krętych ulic do Kościoła – nie bez przyczyny napisanego przez „K”, bo to nie tylko budynek, ale i szczególna wspólnota. Na mojej drodze spotykam Charles’a (Filipiny), Juana (Kolumbia) i Marię Fernandę (Boliwia), zaczynamy rozmawiać… Na moje pytanie o to, co przychodzi im na myśl, kiedy słyszą słowo „Loppiano”, odpowiadają: spotkanie, dialog, dzielenie się (wł. condivisione). Wróćmy jednak do początków – by każde z wymienionych przez moich współtowarzyszy słów umieścić we właściwym kontekście.
Charyzmat oparty na Jezusie
Czym jest Ruch Focolari? Ruch, który powstał w 1943 r. we Włoszech w Trydencie z inicjatywy Chiary Lubich, (jej proces beatyfikacyjny rozpoczął się 27 stycznia tego roku), młodej wtedy dziewczyny, która w obliczu dramatów II wojny światowej próbowała zrozumieć sens cierpienia, otaczającego ją wówczas ze wszystkich stron. Nie znalazła konkretnej odpowiedzi na pytania, które towarzyszyły jej młodości, ale znalazła sposób na życie: „Miłujcie się wzajemnie, tak jak ja was umiłowałem”. Słowa z Ewangelii św. Jana (J 15, 12) stały się dla Chiary i jej towarzyszek pierwszym „słowem życia”. Nad nim w konkretnym czasie i w konkretnych okolicznościach medytowały, wcielały w czyn, starały się, by było żywe w pogmatwaniu dnia codziennego. Inne słowa z Ewangelii św. Jana: „Ojcze, spraw, aby wszyscy stanowili jedno” (J 17, 21) Chiara uznała za testament Jezusa i tym samym fundament charyzmatu jedności, charyzmatu, który – podążając za słowami z Psalmu 2: „Proś mnie, a dam Ci w dziedzictwo narody i krańce ziemi w twoje posiadanie” – nie mógł mieć horyzontu innego jak właśnie świat. Obecnie Ruch Focolari działa w 182 krajach, w których prawie 2 mln osób z różnych kontekstów kulturowych, społecznych i religijnych próbują urzeczywistniać w swoich małych światach charyzmat jedności.
            Czym jest więc charyzmat jedności? To podstawa duchowości, w której drogą do Boga jest bliźni. Charyzmat ten jest silnie oparty na Jezusie. Z jednej strony na Jezusie, który pomaga otwierać umysł i serce, kiedy „dwóch albo trzech jest zgromadzonych w Jego imię”. Z drugiej strony, na Jezusie, który na krzyżu wykrzyczał: „Boże, mój Boże, czemuś mnie opuścił?”, jednocząc się tym samym z każdą pustką, samotnością, słabością, niemocą, strachem, bezsilnością doświadczaną przez każdego człowieka. Sama Chiara opisuje charyzmat w następujący sposób: „Jedność i Jezus Opuszczony – dwa słowa pełne światła dla Kościoła naszych czasów, dla ludzkości naszej epoki u progu nowego tysiąclecia”. Albo: „Księga światła, którą Pan pisze w mojej duszy, ma dwie strony: świetlista strona tajemniczej miłości – Jedność, promieniująca światłem tajemniczego cierpienia – Jezus Opuszczony”.
Zbyt pięknie?
Jednak jest coś, co niepokoi każdego, kto przygląda się rzeczywistości Loppiano „z zewnątrz”… Górnolotność słów takich jak „jedność”, „braterstwo”, „miłość wzajemna” i łatwość posługiwania się nimi budują swego rodzaju dystans do rzeczywistości, którą opisuję. Można odnieść wrażenie, że opisuję kawałek świata zbyt słodkiego, zbyt miłego, zbyt szczęśliwego, by mógł być prawdziwy. Dwa lata temu, zanim podjęłam studia w Loppiano, odniosłabym to samo wrażenie. Ale w kontekście Loppiano – miejsca zamieszkanego przez małe wspólnoty, zwane focolare (ognisko), z których każda stanowi mieszankę osób z całego świata (mnie przyszło dzielić dom z Węgierką, Francuzką, Amerykanką, Pakistanką, Burundyjką, Tajwanką i Kongijką) nie można zorganizować prawem innym jak prawem miłości. Miłości niemylonej jednak z sentymentalizmem, ale gotowej na dialog, na akceptację różnorodności, miłości niełatwej, wymagającej, otwartej, która słucha, by zrozumieć, a nie, by odpowiedzieć. Miłości, która promuje drugiego, a przez to pozwala bardziej stawać się sobą. Miłości nie tylko gotowej umrzeć za brata, ale rzeczywiście umierającej za brata w najprostszych sytuacjach dnia codziennego. Konfrontacje z innymi są dobrze znane każdemu z nas: zderzenie dwóch racji, prawdopodobnie dwóch racji słusznych, może doprowadzić do „małej wojny”. Spirala nakręcającego się konfliktu zostaje przerwana, gdy jedna z racji tracąc siłę swoich argumentów, przyznaje słuszność tej drugiej – nie dla świętego spokoju, ale dla budowania autentycznej kultury jedności – jedności również niełatwej, wymagającej, otwartej.
Pewnie dlatego Maria Fernanda na pytanie: „Czym dla Ciebie jest jedność i braterstwo?”, odpowiada zdecydowanie: „Wyzwaniem. Wyzwaniem, które próbuję podejmować każdego dnia i przeżywać jak najgłębiej. To nie oznacza, że nie ma pomiędzy mną a innymi konfliktów – wręcz przeciwnie w środowisku tak różnorodnym, jakim jest Loppiano, konflikty są jak najbardziej naturalne. Podjęcie wyzwania jedności pozwala jednak każdego dnia na przyjęcie braci/sióstr, z którymi współdzielę życie takimi, jakimi są – ze wszystkimi ich uwarunkowaniami i poglądami, które są totalnie odmienne i różne od moich”. Juan na to samo pytanie odpowiedział zwięźle: „Braterstwo to styl życia. Styl życia raz wybrany, przeżywany każdego dnia ze wszystkimi konsekwencjami, które taki wybór ze sobą niesie”. Charles z kolei widzi braterstwo jako zdolność tworzenia relacji – relacji poza słowami, bo każdy z nas tutaj mówi w innym języku. To, co nas łączy, to miłość, która konfrontuje się w naszych różnicach, a przez to doprowadza do jedności. Braterstwo to nie kwestia słów, to kwestia doświadczenia. 
Spotkanie, dialog, dzielenie się
Po co więc Loppiano? Ponieważ to miejsce spotkania (nie zderzenia) różnorodności: różnorodności szeroko rozumianej, która uczy dialogu i która nie narzuca sposobów myślenia i działania, ale poprzez dzielenie się tym, co mamy, tym, skąd jesteśmy, tym, kim jesteśmy, stajemy się bogatsi, pełniejsi o tego drugiego. Nadając temu samemu tokowi rozumowania odwrotny kierunek, można zadać sobie pytanie, ile się traci, nie wychodząc na spotkanie, nie próbując dialogować, nie przyjmując tego, czym bliźni chce się podzielić. Taka perspektywa prowadzi do wniosku, że najgorszym wariantem biedy, jest bieda relacji, bieda samotności.
Jest niedziela, godzina 13.30 – już po Mszy, wracam do domu. Tym razem idę sama. Mam chwilę na przemyślenie dopiero co usłyszanych słów, będących jednocześnie „słowem życia” w lutym: „Przygarniajcie siebie nawzajem, bo i Chrystus przygarnął Was, ku chwale Boga” (Rz 15, 7). Zaraz spotkam się z małym światem mojego domu, w którym konfrontując się z każdym, kto w nim mieszka, przemyślenie dopiero co usłyszanego Słowa nie starcza, by zagościł pokój i jedność. Trzeba je przeżyć. Zacznie się więc nowy dzień otwierania nowych pudełek w świadomości, do których będą pasować nowo poznane kategorie. Dynamika dialogu, wzajemności i komunii pozwala realizować Nowe Przykazanie, realizować Słowo w zwyczajności i prostocie tego, co tu i teraz. Uświadamiając sobie zawsze, że najtrudniejszą pracę ma Ten, który znajduje się pośrodku. A wszystko po to, by Słowo było Żywe, by Słowo stawało się nami.  

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki