Logo Przewdonik Katolicki

Dawać świadectwo wierze

ks. Tomasz Głuszak
Fot.

O potrzebie świadczenia za wiarę własnym życiem mówił papież Jan Paweł II w homilii wygłoszonej w dniu 7 czerwca 1997 r. w Bydgoszczy podczas VI pielgrzymki do Polski. Wiara właściwie przeżywana staje się widoczna poprzez świadectwo.

Dzieje chrześcijaństwa ukazują nierzadko heroicznych świadków sprawy Jezusa, którzy nie cofnęli się nawet przed męczeństwem. „Chrystus nie obiecuje łatwego życia – mówił w Bydgoszczy Jan Paweł II – nie obiecuje łatwego życia tym, którzy Go naśladują. Zapowiada raczej, że idąc za Ewangelią, będą musieli stać się znakiem sprzeciwu”.

 

Ofiara z życia

Przepowiadanie słowa Bożego połączone ze świadectwem (gr. martyria) należy do jednego z trzech istotnych zadań Kościoła i wypływa z jego natury. Być świadkiem Chrystusa, to nic innego, jak być świadkiem Jego zmartwychwstania. Pan Jezus w dniu Wniebowstąpienia, rozstając się z uczniami, powiedział: „będziecie moimi świadkami (…) aż po krańce ziemi” (Dz 1, 8). Świadectwo łączy się z wiarą w zmartwychwstanie i zarazem do tej wiary prowadzi. W Katechizmie Kościoła Katolickiego czytamy, że „Wiara pierwszej wspólnoty wierzących opiera się na świadectwie konkretnych ludzi” (nr 642).

Papież Jan Paweł II w homilii wygłoszonej w Bydgoszczy przywołał licznych świadków –męczenników XX wieku, związanych z tym miastem, ale także wielu bezimiennych, cichych i nad wyraz wiernych uczniów Jezusa Chrystusa, którzy nie cofnęli się przed złożeniem ofiary ze swego życia. „Takich wyznawców Chrystusa – mówił papież – nie brakowało na polskiej ziemi w żadnym czasie, nie brakowało ich również w grodzie nad Brdą (…). Nasze stulecie, nasze dwudzieste stulecie również zapisało wielką martyrologię. (…) Iluż ich było w okresie II wojny światowej i w czasie panowania totalitarnego systemu komunistycznego!”. Nieco dalej Jan Paweł II dodał: „Oni stanowią dla nas wzór do naśladowania, z ich krwi winniśmy czerpać moce do codziennej ofiary, jaką mamy składać Bogu z naszego życia. Są dla nas przykładem, byśmy tak jak oni odważnie dawali świadectwo wierności krzyżowi Chrystusa”. Właśnie w Bydgoszczy papież apelował do wszystkich episkopatów, by podjęły trud spisania współczesnego martyrologium, gdyż jest to moralny obowiązek „wobec tych, którzy dali wielkie świadectwo Chrystusowi”.

 

W czasach totalitaryzmów

Bez jakiegokolwiek cienia wątpliwości, wspomniane przez Jana Pawła II, ateistyczne ideologie XX wieku (hitleryzm i komunizm) przysporzyły Kościołowi męczenników. Sprawiły, że pojawili się oni jako olbrzymia rzesza odważnych świadków Dobrej Nowiny w miejscach kaźni i pogardzania ludzką godnością. Ich heroiczne świadectwo, odwaga, konsekwentna wiara i autentyczna miłość, a nade wszystko nieludzki ból, cierpienia i poniżenie nie mogą zostać zapomniane. To nie jakaś ukryta i nieznana siła, ale niemiecki faszyzm oparty na „ewangelii nowych Niemiec”, jaką stała się książka Mein Kampf Adolfa Hitlera, unicestwił całe miliony istnień ludzkich, wśród których znaleźli się przywołani przez papieża w bydgoskiej homilii męczennicy II wojny światowej: św. o. Maksymilian Maria Kolbe, bł. bp Michał Kozal, 108 polskich męczenników, rozstrzelani na Starym Rynku w tzw. Bydgoską Niedzielę 1939 r. czy zamordowani w fordońskiej Dolinie Śmierci, nieopodal Bydgoszczy. A męczennicy czasów komunizmu skrytobójczo mordowani za wiarę, patriotyzm, miłość do własnej Ojczyzny! O spisanie ich martyrologii dopominał się również w Bydgoszczy papież, wspominając męczeństwo ks. Jerzego Popiełuszki.

Jakże wymowne w tym kontekście staje się świadectwo jezuity o. Antona Luli z Albanii. Jan Paweł II z racji obchodów jubileuszu 50-lecia swoich święceń kapłańskich poprosił właśnie tego sędziwego zakonnika, który również świętował ten sam jubileusz, o podzielenie się wzruszającym świadectwem jego własnego życia. „Byłem nowo wyświęconym kapłanem – wspominał publicznie przed papieżem i wielotysięczną rzeszą wiernych w Rzymie o. Luli – kiedy w moim rodzinnym kraju, Albanii, nastały rządy dyktatury komunistycznej i okrutne prześladowania religijne (…). 19 grudnia 1947 r. zostałem aresztowany. Przeżyłem 17 lat ciężkiego więzienia, a później wiele lat robót przymusowych (…). W noc Bożego Narodzenia umieszczono mnie w ubikacji (…), gdzie kazano mi się rozebrać i zawieszono mnie na sznurze przeciągniętym pod pachami. Byłem nagi, zaledwie dotykałem ziemi końcami palców. Powoli, nieubłaganie traciłem czucie. Zimno ogarniało stopniowo całe ciało, a kiedy doszło do piersi i serce zaczynało odmawiać posłuszeństwa, wydałem okrzyk rozpaczy. Przybiegli moi oprawcy, ściągnęli mnie i skatowali kopniakami. Tamtej nocy i w tamtym miejscu, w osamotnieniu tej pierwszej tortury przeżyłem prawdziwy sens Wcielenia i Krzyża (…). Nigdy nie żywiłem urazy do tych, którzy – po ludzku mówiąc – ukradli mi życie. Uwolniono mnie przy okazji amnestii w 1989 r. Miałem wtedy 79 lat”.

 

Właściwe rozeznanie

W kontekście przywołanego świadectwa, lepiej można zrozumieć myśl wyrażoną przez Jana Pawła II w Tertio millennio adveniente. W dokumencie tym papież napisał następująco: „Co zaś tyczy się świadectwa Kościoła w naszej epoce, to czyż nie musimy z bólem stwierdzić, że wobec łamania podstawowych praw człowieka przez reżimy totalitarne, niemało chrześcijan, niestety, wykazało brak rozeznania, który czasem przerodził się w przyzwolenie?” (nr 36).

Mając na uwadze powyższe słowa, trzeba zastanowić się nad tym, na ile dzisiaj potrafimy rozpoznać błędne ideologie, by w niedalekiej przyszłości nie popaść w rozmaite pułapki. Na ile wyczuwamy zwodnicze obietnice, by nie doświadczyć życiowego zawodu. Na ile jesteśmy silni, by odrzucić oferowane nam iluzoryczne wizje szczęśliwego życia. Na ile potrafimy rozpoznać fałszywych proroków, by nie pójść za nimi i nie zatracić życia. Może zrodzić się w tym miejscu pytanie: w jaki sposób wejść na drogę właściwego rozeznawania i krytycznego oceniania rzeczywistości oraz dokonujących się wokół nas procesów? Odpowiedzią na postawione pytanie mogą być myśli pochodzące z notatek Jana Pawła II poczynionych podczas rekolekcji w 1979 r. Błogosławiony papież zanotował: „Chrystus żyje w nas. To Jego życie w nas, przebywanie, obcowanie jest siłą: jest źródłem świadectwa, które przemawia wobec wszystkich odmian ateizmu, sekularyzmu i «śmierci Boga». Tę właśnie siłę musi każdy z nas odnajdywać stale! To najważniejsze”.

 

Nasza osobista odwaga

Jan Paweł II podczas bydgoskiego spotkania nie tylko mówił o męczeństwie ciała, zwanym przez ojców Kościoła męczeństwem czerwonym (krwi). Papież wiele uwagi poświęcił także męczeństwu ducha, które określane bywa jako białe męczeństwo. Na owo męczeństwo, jak uczył Ojciec Święty, składa się męczeństwo realizacji własnego powołania, męczeństwo przezwyciężania samego siebie i własnych słabości, męczeństwo codziennego wypełniania życiowych zadań i powinności. „Jako chrześcijanie – mówił – jesteśmy więc wezwani do dawania świadectwa Chrystusowi. Niekiedy wymaga to od człowieka wielkiej ofiary, którą trzeba składać codziennie, a czasem jest tak, że przez całe życie. Niezłomne trwanie przy Chrystusie i Jego Ewangelii jest niejednokrotnie aktem heroizmu i może przybrać formy prawdziwego męczeństwa, dokonującego się w życiu człowieka każdego dnia i każdej chwili, kropla po kropli, aż do całkowitego «wykonało się»”.

I oto w tym miejscu rodzi się wymowne pytanie: jak my, jako chrześcijanie, świadczymy dziś o naszej wierze w Chrystusa, przynależności do wspólnoty Kościoła, życiu Ewangelią? Co więcej: na ile jesteśmy odważni w dawaniu świadectwa? Czy nie jest czasem tak, że powołując się na statystyki, spokojnie stwierdzamy, iż jesteśmy przecież narodem katolickim, bo tylu nas jest ochrzczonych. Nie trzeba jednak ani daleko szukać ani nad wyraz logicznie dowodzić, by przekonać się, że różnica pomiędzy liczbą ochrzczonych w Kościele katolickim w Polsce, a liczbą systematycznie praktykujących jest ogromna. Co więcej, misja Kościoła w coraz bardziej laicyzującym się społeczeństwie polskim staje się niezrozumiała przez chrześcijan, a w konsekwencji często negowana. Trudno bowiem w świecie doznań, przyjemności i konsumpcji przekonać do Chrystusa, który domaga się wiary, dźwigania krzyża co dnia i pracy nad sobą. Dzisiejszy świat nad wyraz często zmaga się z radykalizmem ewangelicznych wymogów i wskazań i powtarza słowa: „Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?” (J 6, 60). Tymczasem Ewangelia uzmysłowi nam, że w orędziu zbawienia „ani jedna jota, ani jedna kreska” (Mt 5, 18) nie może być zmieniona nawet w sytuacji odchodzenia ludzi ze słowami: „Twarda jest ta mowa”. Chrystus gotów był zrezygnować nawet z apostołów, jeśli nie uwierzą i jeśli nie dokonają jednoznacznego wyboru, dlatego zapytał ich: „Czy i wy chcecie odejść?” (J 6, 67).

W Bydgoszczy Jan Paweł II zdecydowanie przypomniał: „Każdy chrześcijanin (…) obowiązany jest do wyznawania przed ludźmi wiary, którą otrzymał od Boga za pośrednictwem Kościoła”. Być może właśnie nasz sposób życia i nasze autentyczne świadectwo wiary mogą stać się jedyną czytelną drogą prowadzącą kogoś do odkrycia Boga i spotkania się z Nim. Ilu zatem z nas naprawdę przeżywa wiarę? Bowiem weryfikacją autentyczności jej przeżywania jest zawsze sposób naszego myślenia, codziennego postępowania, dokonywania wyborów.

Włoski publicysta Vittorio Possenti, dostrzegając upowszechnianie się laickiego stylu życia w świecie, jakim była kiedyś chrześcijańska Europa, mówi o zataczającej coraz szerszy krąg „zachodniej bezreligijności”, rozumianej jako zimna obojętność człowieka na Boga. Owa zachodnia bezreligijność wyraża się w przekonaniu współczesnego człowieka, że poczucie nieistnienia Boga jest najwłaściwsze i że odczuwanie braku Boga jako braku jest błędne i niewłaściwe. Mając tę myśl na uwadze, wypada podkreślić, że czytelność, siła i transparentność naszego chrześcijańskiego świadectwa stają się dziś koniecznością na morzu zobojętnienia współczesnego świata.

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki