Logo Przewdonik Katolicki

Więcej niż koncesja

Jan Pospieszalski
Fot.

Przyznanie przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji nowej koncesji dla Telewizji Trwam to spektakularne zwycięstwo obywateli. Należy mieć nadzieję, że ten społeczny potencjał nie zostanie roztrwoniony.

KRRiT informując o tym, iż Telewizja Trwam otrzymała tak bardzo pożądaną przez swoich widzów koncesję już w pierwszym zdaniu uzasadnienia podkreśliła, że „przeprowadziła w 2012 roku konsultacje społeczne”, a „przeważająca większość stanowisk przesłanych pocztą elektroniczną i tradycyjną do KRRiT wskazała na potrzebę umieszczenia w ofercie MUX-1 programu Telewizji Trwam”. Komunikat precyzyjnie wylicza, że do Krajowej Rady wpłynęło ponad 70 tys. listów, oraz że w wielu miastach odbywały się marsze poparcia. Litościwie pomińmy milczeniem sformułowanie „konsultacje społeczne” i to, że komunikat nawet nie wspomina o tym, że marszów było 176. Zapomniano też dodać, że każdy z listów zawierał formularze zapełnione setkami podpisów. Było ich w sumie ponad dwa i pół miliona.

 

Rządowy potencjał mobilizacyjny

Platforma Obywatelska, mimo że powstała 12 lat temu, dopiero w ostatnich latach zasłużyła na miano prawdziwie obywatelskiej. Żadna inna partia nie potrafiła w takim stopniu uruchomić obywatelskiej energii, jak dokonało tego ugrupowanie Donalda Tuska. Społeczna aktywność, samoorganizacja, oddolne inicjatywy, jakich jesteśmy świadkami to seria pikiet, demonstracji, manifestacji i wszelkich zbiorowych protestów z głodówkami włącznie. W chwili gdy piszę te słowa, nadeszła zapowiedź kolejnej ogólnopolskiej wielkiej akcji protestacyjnej. Na skutek zerwania rozmów komisji trójstronnej, związkowcy z różnych konkurujących, a często zwaśnionych na co dzień organizacji pracowniczych, po raz pierwszy od 24 lat na 11 września zapowiadają wspólny protest. A więc rządząca partia nie tylko powoduje, że obywatele organizują się, ale też sprawia, że mimo podziałów potrafią osiągnąć porozumienie. Przeciw rządom Platformy ramię w ramię staje nie tylko „Solidarność” i OPZZ. Grupy kibiców, które od lat toczą mordercze walki, są w stanie zawiesić wojenne nastroje i w najlepszej zgodzie wychodzą na ulice.

 

Chodźcie z nami!

Licealiści, których trudno oderwać od Facebooka, zostawiają wirtualny świat i mimo kilkunastostopniowych mrozów organizują uliczne protesty przeciw zapisom ustawy ACTA, ograniczającej wolność w internecie. Tylko w ostatnich dwóch latach byliśmy świadkami manifestacji celników, pszczelarzy, funkcjonariuszy służb mundurowych, taksówkarzy, samorządowców, kolejarzy, rodziców niepełnosprawnych dzieci i rodziców walczących o ocalenie zamykanych szkół. Przeciw sprzedaży ziemi cudzoziemcom protestowali rolnicy w Bydgoszczy, Szczecinie i Kołobrzegu. W Katowicach miały miejsce wielkie demonstracje górników i pracowników przemysłu. W wielu miejscach w Polsce, oszukani budowniczy autostrad blokowali drogi, domagając się zapłaty za wykonaną pracę. Wprawdzie nie na ulicy, ale różnymi spektakularnymi akcjami wyrażali swój protest przeciw złej ustawie lekowej farmaceuci, lekarze, a także pacjenci. Ale bodaj najbardziej dramatyczny przebieg miały akcje protestacyjne „Solidarności” przeciw ustawie emerytalnej. Do Warszawy trzykrotnie przyjeżdżali związkowcy z całej Polski, równolegle organizując zbiórkę podpisów pod wnioskiem o referendum emerytalne. Niewpuszczenie przedstawicieli „Solidarności” na obrady Sejmu spowodowało przykucie się łańcuchami związkowców do barierek i uwięzienie w gmachu parlamentu posłów koalicji.

 

Nie chodzi tylko o kiełbasę

 Można wzruszyć ramionami i powiedzieć – co w tym dziwnego. W demokratycznym świecie istnieje naturalne napięcie między interesem pracowniczym a władzą. Ktoś inny powie, że zdecydowana większość tych demonstracji to tzw. walka o kiełbasę. Jest jednak coś, co sprawia, że polskie protesty nie pasują do tego opisu.

Największą manifestacją był marsz „Obudź się, Polsko” zorganizowany jesienią 2012 r. przez połączone siły środowisk Radia Maryja, Solidarności i zwolenników Pis, w tym przez kluby „Gazety Polskiej”. Dla wielu uczestników marszu najbardziej zapalnym punktem niewątpliwie była dyskryminacja TV Trwam. Wśród demonstrantów widać było jednak także wielkie transparenty domagające się wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej. Gdy niezależni reporterzy weszli w tłum z kamerą, a ludzie przełamali nieufność wobec dziennikarzy, zarejestrowaliśmy strumień świadectw. – Jestem tu oczywiście, by upomnieć się o wolność słowa i równe prawa dla Telewizji Trwam, ale też by bronić polskiej własności na ziemiach zachodnich – mówi jeden z uczestników. – Nie mogę znieść już tych kłamstw w sprawie Smoleńska – dodaje jego żona. Stojąca obok starsza kobieta mówiła z kolei, że w regionie, z którego przyjechała, zlikwidowano wszystkie większe zakłady, przez to ludzie cierpią biedę, a młodzi uciekają na Zachód. Motocyklista z Warszawy jako przykład fatalnej polityki władz wymienił likwidację połączeń kolejowych i pomysł prywatyzacji SPEC. Oczywiście wielką grupę uczestników marszu stanowili starsi związkowcy, którzy przyjechali wykrzyczeć swój protest przeciw odroczeniu należnych im wypłat świadczeń emerytalnych. Ale tuż obok szli całkiem młodzi rodzice z transparentem „RATUJ MALUCHY”. W grupie młodych ludzi, od stóp do głów ubranych w klubowe barwy Legii, spotkaliśmy prawnika, który –jak sam zaznaczył – nie ogląda telewizji ojca Rydzyka, ale przyszedł, by bronić fundamentalnej dla demokracji wartości, jaką jest wolność słowa. Za nim emigrant z Berlina wspominał Annę Walentynowicz i cytował jej hasło „Musimy się na nowo policzyć”.

 

Nie będziemy palić opon

Przywołuję marsz „Obudź się, Polsko”, ponieważ właśnie ta ubiegłoroczna ćwierć milionowa manifestacja idealnie pokazuje fenomen polskich protestów. Kwestia socjalna – bytowa jest niezmiernie ważna. Jak dramatycznie ważna, świadczą kolejne, wstrząsające akty samospalenia pod Kancelarią Premiera. Ale tym, co stanowi o wyjątkowości polskich protestów, tym, co w symboliczny sposób nawiązuje do czasów Solidarności, jest sfera niematerialna. Dla wielu Polaków walka o równe prawa dla Telewizji Trwam była walką o wolność słowa, o wolność w ogóle. Dla manifestujących właśnie świat wartości okazał się równie ważny, a nieraz ważniejszy niż przysłowiowa kiełbasa. Tak jak strajki w sierpniu 1980 r., obecne protesty zawierały silny akcent religijny. Większość wielkich manifestacji i wszystkie marsze poparcia dla Telewizji Trwam rozpoczynały się Mszą św., a hasło „Bóg, Honor, Ojczyzna” paradoksalnie częściej słychać na zdominowanych przez młodych ludzi marszach niepodległości niż na oficjalnych patriotycznych uroczystościach.

Gdyby Jan Dworak – były prominentny działacz PO – przewidział skutki swojego działania, pewnie TV Trwam otrzymałaby koncesję już w pierwszym rozdaniu.

 

Nie dajmy się podzielić

Niesprawiedliwość, jaka spotkała pogardzane przez salon III RP „mohery”, zmobilizowała wiele środowisk. Przypomnijmy – pierwszy marsz poparcia dla TV Trwam i w obronie wolności słowa zorganizował poznański klub „Gazety Polskiej” wespół ze stowarzyszeniem Ewy Stankiewicz Solidarni 2010. Później, jeszcze wtedy obciachowa dla wielu, telewizja staje się języczkiem u wagi, a w jej obronie zabiera głos coraz więcej najróżniejszych gremiów. Nie tylko Rodzina Radia Maryja. TV Trwam broni ogromna rzesza ludzi, od motocyklistów Rajdu Katyńskiego, przez środowiska akademickie, samorządowe, „Solidarność”, najróżniejsze stowarzyszenia i kluby z ważną rolą Solidarnych 2010 i klubów „Gazety Polskiej”. Oficjalnie, kilkakrotnie i jednoznacznie popiera TV Trwam Konferencja Episkopatu Polski. Im większa arogancja władz, tym więcej młodych ludzi zaczęło dostrzegać, że obrona tej telewizji to walka o wolność. Nie działa już wyzywanie od moherów ani straszenie Rydzykiem. To władza ze stadionem w formie basenu, działaczami PO, którzy jak burłacy ciągną samolot oszusta, minister od zegarków i prezydent z czekoladowym ptaszyskiem budzą śmiech. Społeczna obrona TV Trwam udowodniła, że presja ma sens, że setki tysięcy, a może miliony demonstrantów i miliony podpisów są siłą, która jest zdolna pokonać arogancję władzy. Także ostatnie wybory w Elblągu kolejny raz pokazały, że zmiana nastrojów ma już swoje poważne konsekwencje. Należy mieć nadzieję, że ten społeczny potencjał nie zostanie roztrwoniony przez liderów. Że konkurujący ze sobą charyzmatyczni redaktorzy i politycy uszanują wielkie wołanie o naprawę Polski. Poważnych zmian można dokonywać tylko wspólnie w jedności i w zgodzie.

 

 

 

 

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki