Europa zionie tolerancją

We współczesnej Europie coraz bardziej panoszy się poprawność polityczna. Władcy naszego kontynentu powoli, ale uparcie próbują uszczęśliwiać ludzi, odrzucając w ich imieniu wszystko to, co do postępowych wizji nie pasuje.

Jaki ma być ten nowy, wspaniały świat? Europejscy przywódcy najchętniej odpowiadają, że postępowy i tolerancyjny....
Czyta się kilka minut

We współczesnej Europie coraz bardziej panoszy się „poprawność polityczna”. Władcy naszego kontynentu powoli, ale uparcie próbują uszczęśliwiać ludzi, odrzucając „w ich imieniu” wszystko to, co do postępowych wizji nie pasuje.

Jaki ma być ten nowy, wspaniały świat? Europejscy przywódcy najchętniej odpowiadają, że „postępowy i tolerancyjny”. Gołym okiem widać jednak, że według nich, Wiara, Nadzieja i Miłość nie spełniają kryterium postępowości. Z tego właśnie powodu, w preambule kolejnych wersji traktatu konstytucyjnego Unii Europejskiej nie mogło być miejsca dla najskromniejszej nawet wzmianki o chrześcijańskich korzeniach Europy.

A co z tolerancją? Najczęściej występuje... w przemówieniach polityków. O tym, że w praktyce rozumiana jest zupełnie na opak, przekonują nas coraz to nowe wybryki „bojowników o tolerancję”. Szczególnie w krajach nadających ton wydarzeniom we Wspólnocie Europejskiej.

Już ponad trzy lata temu francuskie władze zdecydowały się na przyjęcie regulacji prawnych zakazujących noszenia symboli religijnych w miejscach publicznych. Co ciekawe, gdy na podstawie tych przepisów, dwie uczennice gimnazjum w Miluzie zostały usunięte ze szkoły za odmowę zdjęcia islamskich chust, media (zawsze ochoczo trąbiące o tolerancji i prawach człowieka!) niespecjalnie się oburzały.

Przypadek znacznie ciekawszy mogliśmy w ostatnich dniach zaobserwować w Niemczech. Ofiarą „tolerancji” padła tam 35-letnia nauczycielka tureckiego pochodzenia. Po wprowadzeniu zakazu noszenia „ostentacyjnych symboli religijnych” dla pracowników służby publicznej, nauczycielka grzecznie zrezygnowała z noszenia islamskiej chusty. Zamiast niej, w pracy wkładała na głowę różowy beret. Mimo to, lokalne władze zagroziły jej zwolnieniem z pracy! Biurokraci zaproponowali przy tym, aby zamiast beretu nosiła perukę...

Na koniec, sprawa trafiła do niemieckiego sądu pracy, który stanął po stronie urzędników, stwierdzając, że... różowe nakrycie głowy z antenką może być uznane za zakazany symbol religijny!

Występujące u europejskich urzędników ciągoty do terroryzowania własnych obywateli mogą niepokoić. Bez względu na to, czy biurokraci planują zwalczać berety, kapelusze, pływackie czepki, czy jakiekolwiek inne „symbole religijne”.

Cały artykuł przeczytasz z aktywną subskrypcją

Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.

Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.

Polecane

Subskrypcja miesięczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp do treści przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Subskrypcja odnawia się automatycznie, rezygnujesz w dowolnym momencie
  • Po miesiącu próbnym 19,90 miesięcznie
1.00 zł

Subskrypcja roczna

  • Nieograniczony dostęp do aktualnych treści oraz archiwum
  • Dostęp przed wydaniem papierowym
  • Dostęp do aktualnych numerów w formacie PDF
  • Korzystasz ze wszystkich treści za znacznie mniejsze pieniądze 
  • Otrzymujesz 25% rabatu i oszczędzasz 66 zł
  • Tylko 3,33 zł za wydanie
172.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru 28/2007