Logo Przewdonik Katolicki

Czekając na Armagedon

Łukasz Kaźmierczak
Fot.

W kręgach zbliżonych do prezydenta Georgea Busha od dawna funkcjonuje grupa radykałów religijnych, która wywiera przemożny wpływ na kształt amerykańskiej polityki zagranicznej. Jeśli dla kogoś brzmi to jak kolejna wersja spiskowej teorii dziejów, śpieszę z zapewnieniem, że w USA istnienie takiej grupy nie jest dla nikogo żadną tajemnicą. Kilka tygodni temu w obszernym wywiadzie...

W kręgach zbliżonych do prezydenta George’a Busha od dawna funkcjonuje grupa radykałów religijnych, która wywiera przemożny wpływ na kształt amerykańskiej polityki zagranicznej. Jeśli dla kogoś brzmi to jak kolejna wersja spiskowej teorii dziejów, śpieszę z zapewnieniem, że w USA istnienie takiej grupy nie jest dla nikogo żadną tajemnicą.

Kilka tygodni temu w obszernym wywiadzie udzielonym tygodnikowi „Polityka” prof. Zbigniew Brzeziński, były amerykański doradca ds. bezpieczeństwa narodowego, mówił: „Izrael lobbuje wyjątkowo skutecznie, bo ma nadzwyczaj silnych sojuszników wśród rosnącej w siłę tak zwanej chrześcijańskiej prawicy, która ze względów pseudoreligijnych jest niezwykle zaabsorbowana sprawą Bliskiego Wschodu i w sposób apokaliptyczny zajmuje stanowisko skrajnie proizraelskie”. Zdaniem politologa, wojna w Iraku i Libanie, czy też amerykańska polityka wobec Iranu i Syrii, toczone są w pewnym sensie w interesie Izraela i z jego namowy bądź inicjatywy. Przede wszystkim jednak – przy mocnym poparciu radykałów religijnych.

Chrześcijańscy syjoniści
Zdaniem Brzezińskiego ową tajemniczą grupę „chrześcijańskiej prawicy” tworzą radykalni protestanci z kręgu tzw. new-born christan (nowi chrześcijanie), mający dziś ogromne wpływy w rządzącej partii Republikanów. Trudno zresztą, żeby było inaczej, skoro do kręgu „nowochrześcijan” zalicza się sam prezydent George Bush.

– To ruch radykalnych baptystów, a właściwie zlepek różnych odłamów protestantyzmu, zazwyczaj ludzi po raz drugi „narodzonych” dla chrześcijaństwa. Wśród tych, którzy przeżyli religijne nawrócenie, są zaś tak wpływowe osobistości, jak były amerykański przywódca Jimmy Carter i obecny prezydent USA. George Bush nie ukrywa zresztą, że dzięki ponownemu nawróceniu udało mu się wyjść z alkoholizmu – tłumaczy prof. Zbigniew Lewicki, amerykanista z Uniwersytetu Warszawskiego.

Koniec jest bliski
„Nowi chrześcijanie” są zdecydowanymi przeciwnikami aborcji i zwolennikami głębokiej moralnej odnowy Ameryki. Szkopuł jednak w tym, że najbardziej radykalna część owego środowiska posługuje się dosyć wybiórczo Pismem Św. do realizacji określonych celów politycznych. Owi protestanccy radykałowie interpretują przy tym Biblię w sposób bardzo dosłowny. Twierdzą więc, że należy bezwarunkowo wspierać państwo izraelskie w wojnie ze światem arabskim, bo dopiero całkowity powrót Żydów do Ziemi Świętej i odbudowanie przez nich Świątyni Salomona, będzie wypełnieniem proroctw biblijnych. Wierzą, że tylko wtedy nastąpi zapowiadane powtórne przyjście Mesjasza i kończąca dzieje świata walka Chrystusa z Antychrystem, czyli osławiony Armageddon. Zaś po zwycięstwie Syna Bożego wierzący zostaną zbawieni, a nieprawowiernych czeka potępienie.

„Nowi chrześcijanie” są głęboko przekonani, że ta chwila jest już bardzo blisko. Robią więc wszystko, by ją przyśpieszyć. Takie poglądami trafiają zaś na podatny grunt w Ameryce.

– Właściwie od samego początku, odkąd tylko osadnicy z Europy przybyli na Nowy Kontynent, charakterystyczne dla Amerykanów stało się myślenie w kontekście Apokalipsy św. Jana: stary świat powinien zginąć, a Bóg na amerykańskiej ziemi stworzy świat nowy. Ten element założycielski na trwałe wpisał się w amerykańską tradycję – uważa prof. Lewicki.

Modlitwa za agresora
Jednym z najbardziej znanych i wpływowych protestanckich kaznodziei jest amerykański teleewangelista Pat Robertson. To on kilka miesięcy temu nie zawahał się stwierdzić publicznie, że wylew, jakiemu uległ izraelski przywódca Ariel Szaron, stanowi boską karę za wycofanie się Izraela ze Strefy Gazy.

Niedawno Robertson zadzwonił do obecnego premiera Izraela Ehuda Olmerta z gratulacjami i wyrazami poparcia po wkroczeniu izraelskich wojsk do Libanu.

„Bóg obiecał Świętą Ziemię Wybranemu Narodowi i objęcie przez Izraela panowania nad Bliskim Wschodem to zapowiedź ponownego nadejścia Chrystusa” – mówił Robertson i obiecywał Olmertowi osobistą modlitwę za zwycięstwo izraelskiej armii.

I chociaż jego poglądy wydają się groteskowe i nawet wśród protestanckich radykałów uważane są za zbyt skrajne, to prof. Zbigniew Lewicki przestrzega przed lekceważeniem całego ruchu.

– Sam prezydent Bush rozumuje, mówi oraz postępuje w kategoriach wiary i jest w tym niezwykle autentyczny. Ameryka nigdy nie była zresztą państwem laickim, a wszelkiej maści kaznodzieje znajdowali tam zawsze duży posłuch. Pamiętajmy jednak, że w ostatecznym rozrachunku Amerykanie jak chyba żadna inna nacja potrafią znakomicie odseparować religię od spraw ziemskich – uważa amerykanista.

I tak jak radykalizm religijny nie jest niczym nowym w przypadku Amerykanów, tak też nie powinno dziwić bezwzględne poparcie dla Izraela, jakiego na arenie międzynarodowej udzielają mu Stany Zjednoczone.

– Od czasów prezydentury Harry’ego Trumana nastawienie proizraelskie stanowi tradycyjny element amerykańskiej polityki zagranicznej i jest wpisane w wyborczy program zarówno demokratów jak i republikanów. Takie podejście to w pewnym sensie próba spłaty długów za bierność Ameryki wobec holokaustu – wyjaśnia prof. Lewicki.

Wyręczanie Boga
Abstrahując od meandrów światowej polityki, wypada jednak zadać pytanie: Czy tezy głoszone przez protestanckich radykałów mają jakiekolwiek uzasadnienie biblijne?

– Traktując Biblię w sposób jednostronny, można snuć takie interpretacje. Wiele tekstów biblijnych, począwszy od najdawniejszych ksiąg, mówi bowiem o wyłącznym prawie Izraela do swojej ziemi i do obrony tej ziemi – uważa ks. dr hab. Janusz Nawrot, biblista z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jego zdaniem, w Starym Testamencie można jednak odnaleźć także cały ogromny ciąg tekstów zapraszających obce narody do poznania Jahwe – Boga Izraela.

– Izrael ma ukazywać wiarę, a nie walczyć z innymi ludami. To jest jego najważniejsze zadanie, które wiele lat później Jezus ujął słowami: idźcie i nauczajcie. Nauka Chrystusa wyrosła więc z uniwersalizmu Starego Testamentu, nie zaś z ducha konfrontacji. Tymczasem radykalni protestanci interpretują teksty biblijne w sposób jednostronny. Zdają się zapominać przy tym o przykazaniu miłości, jakie przynosi Nowy Testament – wyjaśnia ks. Nawrot.

Z krytyką tez chrześcijańskiego syjonizmu wystąpili niedawno także zwierzchnicy głównych Kościołów Ziemi Świętej. Duchowni krytykują sprowadzanie ewangelicznego orędzia do ideologii imperializmu, kolonializmu i militaryzmu. Zwracają uwagę, że część „nowych chrześcijan” przesadnie akcentuje wydarzenia apokaliptyczne, odsuwając na dalszy plan konieczność życia Chrystusowym orędziem miłości, sprawiedliwości i pojednania. Ich zdaniem, tezy te fałszują naukę biblijną.

– Jeśli politycy wybiórczo podpierają się Biblią, zapominając o symbolicznym znaczeniu tekstów biblijnych, to zaczyna robić się niebezpiecznie, bo polityka jest rzeczywistością typowo ziemską. I jeżeli wmieszamy do niej to, co dotyczy rzeczywistości Boskiej, możemy wówczas powiedzieć i usprawiedliwić niemal wszystko – przestrzega ks. Nawrot, który uważa działania amerykańskich „nowochrześcijan” za próbę wyręczania Pana Boga w tym, co i tak należy do Niego.

– To Bóg ma moc, a nie my. Zadaniem ludzi jest przygotowanie nadejścia Królestwa Bożego, jednak nie poprzez wojnę, ale nasze serca – dodaje biblista.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki