Logo Przewdonik Katolicki

Nasze autorytety

ks. Dawid Szymański
Fot.

Zakończenie ziemskiej pielgrzymki Jana Pawła II, jego żegnanie się ze światem oraz ból i pamięć tysięcy ludzi na całym globie ziemskim po stracie bliskiej osoby pokazały, jak ważną rolę w naszym życiu odgrywają autorytety. Zapewne każdy z nas na swojej drodze życia spotkał osobę, która wywarła na nim ogromne wrażenie, której wiele zawdzięcza i która odmieniła jego życie....

Zakończenie ziemskiej pielgrzymki Jana Pawła II, jego żegnanie się ze światem oraz ból i pamięć tysięcy ludzi na całym globie ziemskim po stracie bliskiej osoby pokazały, jak ważną rolę w naszym życiu odgrywają autorytety. Zapewne każdy z nas na swojej drodze życia spotkał osobę, która wywarła na nim ogromne wrażenie, której wiele zawdzięcza i która odmieniła jego życie. Warto zapytać: czy mam swój autorytet?



Śmierć Jana Pawła II przypomniała mi wydarzenia roku 1995, kiedy to nagle zmarł wieloletni proboszcz parafii w Osiecznej w obecnym dekanacie rydzyńskim ks. Andrzej Paszyński.
W zwyczajnych gestach i słowach, w codziennym byciu był jednak niezwykły, zawsze czuły i wrażliwy na ludzki ból i cierpienie. Emanowała z niego miłość do Chrystusa, którą pragnął przekazać każdemu napotkanemu człowiekowi.
Pamiętam nasze pierwsze spotkanie, kiedy jako pięcioletni chłopiec tuż po stracie mojego ojca zapragnąłem zostać ministrantem, jak z wielką radością i życzliwością zostałem przyjęty mimo tak młodego wieku. Był to dla mnie moment szczególny, gdy po raz pierwszy stanąłem przy ołtarzu Pana, bo od tej chwili zawsze byłem "z tej drugiej strony", bliżej Boga, jako ministrant, potem jako kleryk, a teraz jako kapłan.
W tym roku minęła 10. rocznica śmierci tego nad wyraz dobrego kapłana, który był dla mnie jak Ojciec. Uczył mnie posługi przy ołtarzu: jak dzwonić dzwonkami, w jaki sposób podawać ampułki, jak asystować podczas liturgii przy księdzu. Był zawsze pogodny, nigdy nie skarżył się na swoje cierpienie i ból. Zawsze miał czas, by wysłuchać i pocieszyć.
Spoglądając dziś z perspektywy lat kapłańskiego życia, dostrzegam w nim wspaniałego duszpasterza, który może nie tak spektakularnie, ale skromnie i po cichu wnosił pogodę ducha, zawsze czuły na ludzką niedolę i krzywdę, umiejący pocieszyć, ale też w sposób stanowczy być pasterzem powierzonego mu Ludu Bożego. Swoją postawą pokazywał wszystkim, że Chrystus nadaje sens ludzkiemu istnieniu.
Dziś bardzo brakuje mi księdza Andrzeja. Choć nie może tu, na ziemi, przeżywać mojej kapłańskiej drogi, to zawsze pozostaje w mojej pamięci. Jego grób w rodzinnych Pawłowicach stał się dla mnie miejscem wyjątkowej modlitwy i "rozmowy".
Wstępując do seminarium w roku 1996, poprosiłem mamę księdza Andrzeja o błogosławieństwo, jakby w jego zastępstwie. Pamiętam jej słowa: "księży jest wielu, ale kapłanów mało, bądź prawdziwym kapłanem jak mój syn".
Wszystko otrzymałem w darze, abym stał się nieustannym darem dla innych. Gdybym miał odpowiedzieć na pytanie, co tak urzekło mnie w osobie księdza Andrzeja, mógłbym powiedzieć, że prostota i zwyczajność oraz prawdziwa radość z faktu bycia kapłanem. Te cechy dodają mi otuchy i wsparcia w mojej pracy duszpasterskiej, aby być otwartym na każdego napotkanego człowieka, by zauważać drugą osobę i w zwyczajnych słowach, gestach i czynach pokazywać Chrystusa.
Osoba i działalność ks. Andrzeja Paszyńskiego ukazują, jak ważne w życiu człowieka są autorytety, wzorce, do których można się odwołać i jak bardzo jest to potrzebne człowiekowi w jego rozwoju, w jego byciu dla innych, w stawaniu się prawdziwym uczniem Chrystusa.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki