Logo Przewdonik Katolicki

Edukacja kresowa

Grzegorz Górny
Fot.

Młodzi Polacy, przechadzając się dziś po starych ulicach Wrocławia, Szczecina czy Olsztyna, często nie mogą pozbyć się pewnego odczucia obcości. Architektura tych miejsc z jednej strony urzeka, z drugiej zaś nie pozwala zapomnieć o ich niemieckiej przeszłości - przeszłości, która była zarazem czasem świetności. Znam wielu wrocławian czy szczecinian, którzy mówią, że nie...

Młodzi Polacy, przechadzając się dziś po starych ulicach Wrocławia, Szczecina czy Olsztyna, często nie mogą pozbyć się pewnego odczucia obcości. Architektura tych miejsc z jednej strony urzeka, z drugiej zaś nie pozwala zapomnieć o ich niemieckiej przeszłości - przeszłości, która była zarazem czasem świetności.


Znam wielu wrocławian czy szczecinian, którzy mówią, że nie czują się w tych miastach jak u siebie.
Z Dolnym Śląskiem związanych było aż dwunastu laureatów Nagrody Nobla, w tym dziewięciu z Wrocławiem, ale żaden z nich nie był Polakiem. Wrocław nie istnieje niemal w ogóle w polskiej sztuce - bodaj po raz pierwszy jako miejsce akcji pojawia się dopiero w utworach Marka Hłaski ("Sowa, córka piekarza"). Wszystko to sprawia, że u wielu osób rodzi się poczucie wtórności polskiej kultury, a nawet pewien kompleks niższości wobec starszej i wyższej kultury niemieckiej. W sumie nic w tym dziwnego, skoro w 1945 roku Polska wydziedziczona została z ponad połowy swego terytorium. Często mówi się, że na skutek postanowień w Jałcie i Poczdamie utraciliśmy kresy. W rzeczywistości utraciliśmy większość państwa, bo aż 52 proc. powierzchni kraju. Były to też ziemie mocno związane z historią i tradycją Rzeczpospolitej. To zresztą symptomatyczne, że z podobnymi odczuciami jak Polaków we Wrocławiu czy Szczecinie spotkałem się wśród młodych Ukraińców we Lwowie czy Stanisławowie (dzisiejszym Iwano-Frankowsku). Oni też mieli świadomość, że żyją w miastach, które stworzyły inne narody.
Poza naszymi granicami zostały miejsca związane z ważnymi dla Polski wydarzeniami, oprócz Wilna i Lwowa, takie jak np. Bar, Beresteczko, Brześć, Chocim, Drohobycz, Grodno, Kamieniec Podolski, Krzemieniec, Nowogródek, Tarnopol, Trembowla czy Zbaraż.

Kto czyta, nie błądzi


W czasach nowożytnych największy wpływ na formowanie się świadomości narodowej miała literatura. Na zbiorową wyobraźnię Polaków w największym stopniu oddziaływały - w poezji "Pan Tadeusz" Adama Mickiewicza, w prozie zaś Trylogia Henryka Sienkiewicza. Nie jest przypadkiem, że akcja obu tych utworów rozgrywa się głównie na ziemiach określanych dziś mianem kresów - na Litwie i na Ukrainie. O żywotności obu tych dzieł świadczy zresztą sukces ich współczesnych ekranizacji, dokonanych przez Andrzeja Wajdę i Jerzego Hoffmana. Wyobraźnia narodowa Polaków ukształtowana jest więc w dużej mierze przez pejzaże kresowe, ukraińskie stepy, litewskie bory, wschodnią melancholię.
Z terenami tymi związane były życie i twórczość takich osobistości jak: Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Józef Baka, Seweryn Goszczyński, Antoni Malczewski, Antoni Odyniec, Józef Bohdan Zaleski, Aleksander Fredro, Marian Zdzichowski czy Bruno Schulz. Nawet dla pisarzy powojennych ziemie te stanowią nieustannie punkt odniesienia, by wspomnieć tylko Tadeusza Konwickiego, Włodzimierza Odojewskiego czy Juliana Stryjkowskiego. Wielkie Księstwo Litewskie pozostawało też "małą ojczyzną" dla Czesława Miłosza, podobnie zresztą jak dla Józefa Mackiewicza. Lwów natomiast jako miasto rodzinne pojawia się u Zbigniewa Herberta, Adama Zagajewskiego czy Stanisława Lema.

Kłopoty ze świadomością


Utrata wspominanych ziem oznaczała amputację pewnej części polskiej świadomości historycznej. Poza granicami Polski pozostały bowiem ziemie, które w największym stopniu związane były z kształtowaniem się polskiej tradycji, kultury i mentalności - szczególnie zaś złączone były z ideałem Rzeczpospolitej Jagiellońskiej.
Ma rację Piotr Semka, gdy pisze, że współczesnej młodzieży polskiej trudno będzie zrozumieć nasze dzieje, jeśli nie będzie jeździć ona za naszą wschodnią granicę, by na miejscu zwiedzać i oglądać ślady dawnej polskiej świetności. Dopiero stojąc na murach zamku w Chocimiu i spoglądając na przeciwległy, rumuński brzeg Dniestru, można odczuć co to znaczy, że Polska była przedmurzem chrześcijańskiej Europy przed atakiem Turków. Dopiero spacerując ulicami Wilna, można odczuć wielkość projektu unii polsko-litewskiej, która przez wielu stawiana jest dziś jako pierwowzór udanej integracji europejskiej.
Piszę: można "odczuć", a nie można "zrozumieć", dlatego, że pewne zrozumienie może płynąć ze studiowania ksiąg, nic natomiast nie zastąpi bezpośredniego obcowania i odczuwania, które pozwala lepiej zrozumieć motywację naszych przodków. Co innego przeczytać, że ktoś zauroczył się stepem, a co innego samemu poczuć zauroczenie stepem.
Dlatego też sądzę, że ważnym elementem naszej edukacji - jeśli naprawdę chcemy dowiedzieć się czegoś ważnego o swojej historii, a więc o sobie samych - powinno być odwiedzanie Litwy, Białorusi i Ukrainy. Wówczas ten kompleks niższości, jaki towarzyszy niektórym we Wrocławiu i Szczecinie, ma szansę zniknąć.

Komentarze

Zostaw wiadomość

 Security code

Komentarze - Facebook

Ta strona używa cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki