(...) W katolickich gazetach, które czytuję, choćby w "Przewodniku", wiele się pisze o tym, jak rodzice powinni traktować swoje dzieci. Dużo jest na ten temat, prawda? Ja natomiast chciałabym zwrócić uwagę Księdza na to, że nie ma prawie artykułów o tym, jak dzieci powinny traktować swoich rodziców. Chodzi mi oczywiście o dorosłe dzieci i ich troskę o starszych i schorowanych rodziców. Stanowczo za mało się o tym pisze! Jestem osobą starszą, wdową, mieszkam sama, mój syn pracuje, czasem zagląda, codziennie dzwoni. Jednak brakuje mi tego, by mocniej zainteresował się moim życiem. Jak rozmawiam ze znajomymi w moim wieku, to okazuje się, że mają podobne problemy z dziećmi. Wydaje mi się, że dobrze wychowywaliśmy dzieci, a tu taka znieczulica z ich strony...
Droga Pani Antonino! Opisuje Pani sprawę rzeczywiście niezwykle ważną i chyba naprawdę nieco zaniedbaną, przynajmniej na gruncie katolickich czasopism. Warto byłoby częściej napisać o wymaganiach i obowiązkach wynikających z czwartego przykazania Bożego. Mocno je zaniedbaliśmy.
Poświęcamy wiele uwagi wychowaniu dzieci, bo taka będzie przyszłość rodzin i Kościoła, jakie ich wychowanie. Strasznie szybko zmienia się obecnie mentalność ludzka, styl życia, model rodziny. Nawet dobrze wychowane dzieci nie zawsze potrafią i chcą zająć się starszymi rodzicami. Chociaż przecież wszystko lub prawie wszystko im zawdzięczają. Bardzo często spotykam się ze starszymi ludźmi skarżącymi się na swoje dorosłe dzieci. Często słyszę taki wyrzut sumienia kierowany do siebie: "byłam złą matką, złym ojcem". Nie zgadzam się z tym! Rodzice mogli uczynić wszystko, co najlepsze w procesie wychowania, lecz chory sposób funkcjonowania dzisiejszego świata zmienił ich dzieci. Może to szukanie łatwego usprawiedliwienia, ale przecież wszyscy wiemy, w jakich warunkach i w jakim tempie przyszło nam teraz żyć.
Często również słyszę zdanie młodych ludzi, którzy przyznają się do tego, że nie potrafią zadbać o starszych rodziców. Bo wyjechali do innego miasta na studia czy w poszukiwaniu pracy, bo pracują zbyt długo i zbyt wiele, bo chcą zadbać o własną rodzinę. Niestety, jest też spora liczba tych, którzy przyjęli współczesny styl życia, który promuje egoizm. W życiu tych ludzi nie ma miejsca dla starszych czy chorych rodziców.
Tradycyjna w Polsce silna więź rodzinna, taki niemal patriarchalny jej model, jest przyczyną, że dzieci, gdy dorosną, uciekają od rodziców. Usamodzielniają się i nie chcą więcej zależeć od rodzicielskiej opinii. Niestety, wielu rodziców tego nie rozumie i próbują nadal sterować życiem swych dorosłych dzieci. Na pewno to nie zbliża ludzi do siebie.
Nie sprzyja porozumieniu zmieniający się świat. Dlatego trudno młodszym nawiązać dialog ze starszymi. Nie rozumiemy się wzajemnie, nie potrafimy zaakceptować różnic. To, co było kiedyś uświęconą tradycją, często stało się śmiesznym anachronizmem. Wszyscy jesteśmy ofiarami zbyt szybkiego rozwoju cywilizacji, za którym nie idzie rozwój kultury.
Przypominanie o czci i opiece wobec ojca i matki na pewno staje się obecnie palącym obowiązkiem Kościoła. Staramy się szukać wzorców, jak trzeba dziś opiekować się rodzicami. Próbujemy zapraszać starsze osoby na spotkania dla nich, do wspólnot przy parafiach przeznaczonych właśnie dla starszych ludzi. Przede wszystkim jednak musimy sobie uświadamiać złożoność tego problemu i szukać rozwiązań odpowiednich i dla rodziców, i dla dorosłych dzieci.
Po stronie człowieka. Po stronie Ewangelii.
Wypróbuj za 1 zł przez miesiąc lub od razu zakup subskrypcję na rok i oszczędź pieniądze.




